15 muzycznych kopów w tyłek, czyli mocarnego grania część 2

Już w niedzielę wraz z moją ekipą uderzamy na Woodstock! Nie mógłbym zostawić Was bez porządnej lektury do mojego powrotu a ten nastąpi po 5 sierpnia! Przed Wami druga część zestawienia piętnastu kopiących po dupskach grup z różnych muzycznych światków! Dla każdego coś miłego i energetycznego! No to co? Zaczynamy!

1.LUXTORPEDA Już widzę bunt na waszych twarzach! Że jak to? Że twórcy skocznego Autystycznego w tym zestawieniu? Pozory mylą. W Litzy wciąż drzemie ten sam demon co za czasów Acidów, a drugi album grupy jest jeszcze mocniejszy! „Robaki” to materiał trudniejszy dla przeciętnego zjadacza chleba, pojawiają się zagrywki, które przypominają choćby Vadera i Slayer! Nie wierzycie? Do obczajenia petarda (także słowna, Hans nawija z prędkością Serja Tankiana) pod tytułem Mowa trawa. 

Czytaj dalej

10 kapel którymi się zjarasz, czyli o stonerze i sludge w Polsce

Dziś klimaty rozrywkowe, pełne luzu i oparów pewnej zakazanej substancji. Kto lubi słonecznego, korzennego rocka, bluesa, Queens Of The Stone Age, Kyuss łapka w górę! Nie obce Wam Fu Manchu, Orange Goblin i Down? Słuchacie metalu? To także coś dla Was. Dziś energetyczna paczka pod postacią kapel grających stoner/sludge! No to czadowanie czas zacząć!

CORRUPTION to grupa o długim stażu i bardzo ciekawym dorobku. Soczysty stoner metal na resorach. Są w 99% procentach źli, łoją wódę z belzebubem, znają niejaką Lucy i lubią machnąć gitarę z cyckami na okładce. I są z Polski ha, ha! Powinniśmy być dumni z takiej ekipy bo pokazuje, że mimo dziur w drogach i głowach polityków jest w naszym kraju na tyle dobrze, że można zakrzyknąć Hell Yeah! Przed Wami ten oto właśnie numer z ostatniego jak dotąd albumu „Burbon River Bank”. 

Czytaj dalej

15 muzycznych ciosów w twarz (Part 1)

Z okazji 1000 odwiedzin dziś przedstawię Wam sylwetki 15 polskich grup, które jeńców nie biorą. Nie wszystkie z nich są znane na taką skalę jak powinny, inne wracają po latach w wielkim stylu. Łączy je jedno. Ostre i wyrafinowane NAPIERDALANIE!

1.DECAPITATED Wiem, że o nich powiedziano już bardzo dużo, napisano wszędzie gdzie się da i nominowano do wielu nagród ale nie mogłem się powstrzymać. To bardzo ważna grupa dla naszej sceny, naznaczona tragedią, której fani metalu nie zapomną nigdy. Powstali z popiołów niczym feniks i powrócili z albumem, który śmiało można postawić obok „De Profundus” Vadera czy „Demigod” Behemotha. „Carnival is Forever” to pokaz death metalowej finezji i brutalności. Świetne solówki, skomplikowane podziały rytmiczne, potężny, lekko coreowy wokal. Zespół, którego nie można nie znać. Absolutna czołówka. Przed Wami klip do Homo Sum.

Czytaj dalej

Garść koncertowych wspomnień!

Z racji zbliżającego się, trzeciego w moim życiu Woodstocku wzięło mnie na wspominki o sztukach, które już dane mi było widzieć. A było tego całkiem nie mało i w różnych okolicznościach.

Zacznę od tego, że koncerty polskich wykonawców już od ładnych paru lat stoją na bardzo wysokim poziomie. Bardzo mile wspominam koncerty takich artystów jak Hey, Myslovitz, Dżem, Lao Che, Frontside czy Armia. Z Hunterem i Coma (a konkretnie z Drakiem i Rogucem) było mi dane przeprowadzić wywiady.

Od panów z Blindead, przy okazji koncertu The Exploited w Olsztynie osobiście kupowałem koszulkę. Na Jarocinie zakochałem się w Tides From Nebula, by ponownie ujrzeć ich na Rock In Summer. Za każdym razem inaczej wspominam sztuki Acid Drinkers, bywało, że oglądane w nie do końca „trzeźwych” okolicznościach… Świetnie było oglądać też rozwijającą się wciąż Luxtorpedę, szalejącego Litzę i statycznego Hansa.

Z Riverside łączą mnie szczególne wspomnienia, byłem świadkiem odegrania całego „ADHD” i największych hitów w olsztyńskim centrum kultury czego nie zapomnę nigdy, tak samo jak epickiego woodstockowego przedstawienia, o którym już w wspominałem opisując utwór „Left Out”. Miło było też zobaczyć kapelę w Empiku i dostać autografy, to samo tyczy się Hunter, których wspominam jako miłych i rozluźnionych. Przy Hunterach chciałbym się zatrzymać na dłużej. Widziałem ich w odsłonach z Jelonkiem i bez co bardzo różnicowało odbiór. Olsztyński gig w ramach Covan Wake The Fuck Up był zbrodniczo krótki, za to ten w mojej maleńkiej Ostródzie (niestety kojarzonej z Reggae Festivalem) wspaniały i z wyżej wspomnianym skrzypkiem. Czytaj dalej

Władcy chaosu. O black metalu słów kilka.

Dawno nie czytałem tak fascynującej i wymagającej skupienia książki. Alex pożyczyła mi ją jakiś czas temu i tak jak się spodziewałem bardzo mnie wciągnęła. Mówię tu o pozycji pod tytułem „Władcy chaosu. Krwawe powstanie satanistycznego metalowego podziemia” autorstwa Michaela Moynihana i Didrika Soderlind. Tytuł teoretycznie mówi wszystko, praktycznie w dziele tym można przeczytać znacznie więcej niż historię kilku dyżurnych satanistów Norwegii.

Ta licząca ponad czterysta stron księga jest pełna przedruków, zdjęć, ulotek, reprodukcji okładek płyt a nawet zdjęć z dzieciństwa wokalisty Burzum, „antybohatera” Norwegii, Varga Vikernesa. Połowa dzieła skupia się na jego postaci, popełnionych przez niego przestępstw (podpaleń kościołów i morderstwa jednego z członków legendarnego Mayhem – Euronymousa).

W pozostałych rozdziałach możemy przeczytać o genezie satanizmu w Norwegii i rozprzestrzenianiu się go po Europie (na przykład Niemczech, i tu kolejny przykład wykolejeńców, tym razem sprawa Hendrika Mobusa z Absurd). Opisuje rozwój satanistycznych nurtów muzycznych w USA na przykładzie Deicide a także aktów terroru przeprowadzanych przez… Władców Chaosu, grupkę nieletnich, acz bardzo zapalczywie działających chłopaczków. W książce pojawia się nawet krótki fragment poświęcony Graveland dowodzonym przez Roba Darkena.

Fascynująca jest ewolucja poglądów blackmetalowych piewców Rogatego. Od prymitywnego, archaicznego satanizmu poprzez odynizm (kult Odyna, Wotana i innych prechrześcijańskich bóstw),aż do bezkompromisowego nazizmu. Na przykładzie Varga Vikernesa widać jak szybko „tracą na wartości” ideały przez niego wyznawane, jak zaczyna mu brakować nowych elementów w budowaniu swojego ekstremalnego wizerunku. Czytaj dalej

Kinematograf numer 2: Nie żegnam się z Harrym.

Dla każdego młodego czarodzieja to było coś niesamowitego… Kiedy na własne oczy ujrzał trailer do pierwszej części przygód „Harry’ego Pottera”. Kiedy zdał sobie sprawę, że oto rozpoczyna się cykl, który będzie mu towarzyszyć przez najbliższe lata, podczas którego oglądania będzie dorastać.

Nie chcę tu przybliżać fabuły, którą przecież wszyscy znamy, chciałbym się raczej skupić na postaciach, które zawsze darzyłem sympatią oraz ich pojawianiu się w filmach. A czasem ich bolesnym braku. Czytaj dalej

100 utworów, które może zmienić Twoje życie (ale wcale nie musi, szczególnie jeśli ich nie posłuchasz) część 1

Dziś otwieram nowy cykl poświęcony emocjom jakie budzi we mnie muzyka. Raz w miesiącu będzie pojawiać się dziesięć utworów reprezentujących różne gatunki muzyczne. W kwietniu 2013 roku utworzą one setkę najważniejszych dla mnie utworów. Wybór ten nie będzie łatwy, gdyż z bardzo wieloma utworami łączą mnie różne emocje, historie i przeżycia i stanowczo jest ich ponad setka (uściślając jest ich koło 2 tysięcy jeśli patrzeć pod kątem „serduszkowania” na lastcie). Chciałbym tu przedstawić, które mną wstrząsały, wzruszały a nawet bawiły. Które towarzyszą mi teraz, kiedy jestem szczęśliwy z Alex i które były przy mnie w tych o wiele gorszych chwilach. Utworom tym nie są przypisane miejsca, to nie jest lista przebojów. W innych postach także, rzecz jasna będzie przewijać się muzyka, te utwory które już się pojawiły wcale nie są gorsze od tych tutaj, po prostu budzą inne emocje niż te, które chcę przekazać w tym miejscu.

Przed Wami moi drodzy pierwsza, lipcowa dziesiątka. Zapraszam do słuchania

TOOL – PARABOLA

Kwintesencja mistycyzmu w muzyce progresywnej. Utwór z genialnego, przełomowego dla rocka i metalu albumu „Lateralus” opatrzony przedziwnym teledyskiem. Tool umiejętnie żongluje tutaj emocjami, cichymi nastrojowymi fragmentami a Maynard James Keenan za pomocą niesamowicie ekspresyjnych wokaliz nadaje kompozycji magii powodującej ciarki na plecach. Czytaj dalej

Kinematograf numer 1: Batman według Nolana

Być może zabrzmi to źle, ale w tym roku tak naprawdę czekam na dwa filmy. O pierwszym z nich kilka słów dziś (a raczej o całej trylogii), o drugim w okolicy jego premiery (a więc w grudniu, pewnie już się domyślacie o jaki tytuł mi chodzi).

Christopher Nolan nigdy mnie nie rozczarował i nie podejrzewam by miało być tak i tym razem. Od pokręconego „Memento”, mroczną i klaustrofobiczną „Bezsenność”, fantastyczny, wielowarstwowy w swej wymowie „Prestiż” aż do porażającej swym rozmachem, genialnie zbudowanej „Incepcji” reżyser mącił w głowach odbiorcom i pokazywał co dzieje się wewnątrz umysłów wykreowanych przez niego bohaterów. Pomiędzy tymi dziełami tworzył najlepszą trylogię o komiksowym bohaterze ever. Czytaj dalej