„Nie brnij w to” czyli o „Konkwistadorach Diabła” słów kilka

Ostatnio zdarzyła mi się „zabawna” wymiana zdań z moim kumplem. Założył z góry, że biografia Behemoth jest jawnie satanistyczna i po jej przeczytaniu będę pod wpływem zgubnych sił piekielnych. Prosił bym „nie brnął dalej”, a ja za cholerę nie mogę skapować w co. Jakoś nie zauważyłem by ta fantastycznie wydana książka emanowała ZUEM w czystej postaci. Tak samo jak podczas słuchania Cannibal Corpse nie mam ochoty rozłupywać czaszek, tak samo w trakcie czytania „Konkwistadorów Diabła” nie widzi mi się założenie rytualnych szat i ruszenie w poszukiwaniu Bogu ducha winnej kozy.

No ale od początku. Z okładki „wieje grozą”. Utrzymana w czarnych, szarych i czerwonych barwach widnieje w witrynie każdego kiosku RELAY, stoi na półkach w Media Markcie i jest promowana przez okrutnie szatańskie MTV, Interię i CGM. Pomijam fakt, że Mystic Production odpowiedzialne za wydanie książki promuje też takie kapele jak Happysad, KSU czy wiecznie zapijaczonego Czesława Mozila (nie obrażam Czesia, ja po prostu wiem, że lubi sobie strzelić w palnik, o nim też pewnie będę chciał naskrobać parę słów).

Dzieło autorstwa pana Łukasza Dunaja (recenzenta w Mystic Art) jest dedykowane jego córce i tu już pierwszy zgrzyt! No bo jak to tak można?! Być przykładnym ojcem i dedykować jawnie szatanisztyczną księgę swemu dziecku. To większe bluźnierstwo niż wszystkie utwory Blasphemy razem wzięte. Następnie jest zgrabny cytat z Boba Dylana (nic nie powiem, kto zechce do książki dotrze) i  ruszamy z intro ręcznie spisanym przez autora, a następnie słowem wstępnym pana Krzysztofa Azarewicza wieloletniego tekściarza Behemoth.

Pierwsze cztery rozdziały to historia grupy od samego  narodzenia, gdzie pokracznie umalowani muzycy wybałuszają oczy i paraduję w koszulkach wczesnego Tiamat. Nie ma zmiłuj, wszystkie jakże szatańskie pomyłki, potyczki z ogniem, a nawet diabelski maluch taty Adama D. pojawiają się w tej historii. Przeraźliwie i okrutnie wyglądają zdjęcia śpiących muzyków, choćby Baala. Ech te ich ksywki… Czy czujecie już jak przemawia przeze mnie Sejten? Jak jego rogi dźgają mnie w plecy każąc wystukiwać kolejne peany na klawiaturze ku jego czci i chwale? Jak to mówią Afroamerykanie? „Hell Noł!”

Ewolucja stylu i rozmachu koncertowego kapeli jest tu szczegółowo opowiedziana z różnych perspektyw, między innymi od kuchni. Wypowiadają się panowie Malta i Graal (odpowiednio dźwięk i obraz). Są też wspominki Roba Darkena, Havoca (pan Mateusz Śmierzchalski, obecnie w moim ukochanym Blindead), Novym (Marcin Nowak, ex- Vader) byłych muzyków Pomorskiej Bestii.

W rozdziałach nie mogło zabraknąć zabawnych anegdot jako, że przecież mamy do czynienia z wybitnie grim and frostbitten zespołem, jest mowa o legendarnej przeróbce Deacade Of Therion a więc o łyżwiarzu, kotku, prezencie i włosach z penisa. Straszne rzeczy i okrutne bluźnierstwo, szczególnie biorąc pod uwagę, że Nergalowi i kumplom zdarza się wykonywać przerobioną wersję na żywo…

Dlaczego, ja się pytam dlaczego większość z nas ludzi jest tak powierzchowna i ocenia po okładce. Jeden z końcowych rozdziałów dzieła zowie się „Curriculum Satanae” (what the hell… scary as fuck!) i padają tam tak nieludzkie pytania o rozmiar buta i status na fejsie. Fakt, że Orion nie przepada za kminkiem też robi swoje…

Podsumowując, ogon mi nie wyrósł, zęby nie wydłużyły a oczy nie przybrały niezdrowego koloru, racic też nie odnotowano. Nie czuję jakbym przeszedł na ciemną stronę. Jestem też w trakcie czytania „Władców chaosu” czyli w sumie przygód Varga Vikernesa (jakby ktoś był naprawdę nie kumaty, przypomnę Burzum) i jego black metalowych kompanów. Pomijam fakt, że z tej książki korzystają studenci pisząc prace licencjacie/magisterskie. Zapewne ma w sobie to samo zło co ponad 450 stronicowa księga o Behemoth. O „Władcach” słów kilka padnie za czas jakiś, jako że pozycja to zacna i warta przybliżenia.

Moi drodzy jeśli jesteście w stanie wysupłać z portfeli pięć dych to proponuję wydać je na „Konkwistadorów Diabła”, będzie ona dla Was wciągającą lekturą i prawdziwą ozdoba na półce.

2 comments on “„Nie brnij w to” czyli o „Konkwistadorach Diabła” słów kilka

  1. Ja jestem właśnie w trakcie czytania tej pięknie wydanej księgi. Wydanie tej książki powala na kolana i kiedy ją tylko ujrzałem na półce wiedziałem, że muszę ją mieć. Jest bardzo mhhhrrrocznie, szatańsko brudno i… stylowo! Na prawdę jeśli chodzi o wydanie to jest to majstersztyk. Klimatyczne obrazki, wycinki ze starych gazet, oldskulowe zdjęcia, czarne strony. Wszystko to wygląda tak diabelsko jakbym trzymał w rękach necronomicon.
    Treść też świetna, z początku średnio odpowiadał mi styl narracji Dunaja. Ale jego narracja jest tak na prawdę szczątkowa bo dużo tutaj wypowiedzi członków Behemotha, tych byłych członków i ludzi w jakikolwiek sposób związanych z „pomorską bestią”
    Tą księgę trzeba mieć na półce! Nawet jeśli nie jest się fanem ich twórczości (ja nie jestem) to warto poznać historię naszego „polskiego muzycznego towaru eksportowego”

  2. Pingback: Podsumowanie roku 2012 by STANLEY |

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s