Gojira – czterej władcy Francji

Czas w prawie czterdziestostopniowym upale wlecze się niemiłosiernie jeśli nie ma się co robić. Na szczęście odczuwam głód pisania, który został „nagrodzony” setką indywidualnych odwiedzin w ciągu trzech dni za co bardzo dziękuję.

Dziś naszła mnie ochota by napisać o pewnym wspaniałym zespole z Francji a mianowicie Gojira (Joe Duplantier – voc., git, Mario Duplantier – perc., Jean-Michel Labadie – bas, Christian Andreu – git.) . Przyznam szczerze, że pierwszych dwóch albumów słucham gdy mam tak zwaną „fazę”, nie są one moimi ulubionymi ich dziełami, za to „From Mars To Sirus” a w szczególności „The Way Of All Flesh” mogę katować godzinami. Do tego grona dołączyło ostatnio ich najnowsze dzieło „L’Enfant Sauvage”, na którym odświeżyli brzmienie. Nie chce tutaj tworzyć jakiejś zawiłej recenzji, za cel tego posta postawiłem sobie podanie powodów dla, których warto się z tym zespołem zapoznać.

Zacznę od końca – czyli od koncertu jaki było mi dane usłyszeć na tegorocznych Ursynaliach. Poszedłem pod samą scenę i wróciłem z koncertu pokryty pyłem i potem od stóp do głów. Tam był cholernie dziki młyn! Kapela po wyjściu na scenę od razu złapała kontakt z publiką i widać było, że granie dla fanów to ich żywioł. Biegali, skakali, Joe pluł na publikę wodą, na koniec poleciały perkusyjne pałeczki i kostki od gitary… Wszystko to było zamknięte w trwającym pięćdziesiąt minut secie.

Zespół prezentuje sztukę nie łatwą w odbiorze. W skrócie można ich twórczość scharakteryzować jako „progresywny death metal”. Warstwa liryczna ich utworów obraca się wokół tematów ekologicznych (choćby Global Warming czy Toxic Garbage Island). Widać w nich wyraźnie obawy o kondycję naszej planety w The Art Of Dying, ale też przywiązania do natury (L’Enfant Sauvage).

Warto wgryźć się w ten niebanalny przekaz, choć dźwięki mu towarzyszące proste nie są. Kanonady ciężkich, ołowianych riffów, akrobatyczne przejścia na perkusji, rozbudowane, wielowątkowe kompozycje. I growl, jedyny w swoim rodzaju urozmaicany czystymi lub przetworzonymi przez efekty partiami.

Nie zniechęcajcie się widząc słowo „metal”. Jest to sztuka naprawdę wysokich lotów. By ułatwić tym, którzy nie znają kapeli (to chyba nawet bardziej dla nich tych kilka zdań, niż zagorzałych fanów) wybrałem zestaw dziesięciu utworów od których warto rozpocząć przygodę z zespołem. Pomijam tu utwory z ostatniego albumu, jako że dopiero się w niego wgryzam i dopiero za jakiś czas będę w stanie „ochłonąć” i wybrać ulubione kawałki.

10 Love – z pierwszego albumu „Terra Incognita”, tu zespół nie jest jeszcze tak wybitny jak obecnie, ale już widać, że pretenduje do miana ambitnego i niekonwencjonalnego

9 Wisdom Comes – z „The Link”, drugiego dzieła. Ten kawałek to petarda, esencja agresji ale i wyrafinowania zespołu. No i koncertowy killer.

8 From The Sky – z „Form Mars To Sirus” od tego utworu zaczęła się moja miłość do zespołu. Epicki utwór z cyklu „usłyszałem ten jeden, muszę usłyszeć resztę”. Riff i słowa tytułowe padające w refrenie powodują ciarki.

7 From Mars/To Sirus – z „FMTS”. Nie potrafię ich rozdzielić, to tak jakby słuchać w oderwaniu Parabol/Parabola Tool. Polecam oglądanie wraz z teledyskiem. Z obrazem jest jeszcze mocniejszy w swej wymowie.

6 World To Come – piękny utwór z „FMTS”. Powolny, w pewnym sensie balladowy, z fantastyczną partią gitary, przejmującymi wokalami i dającym się podrobić klimatem

5 Global Warming – przejmujący manifest zamykający „FMTS”, jeden z najważniejszych utworów w ich dorobku z wwiercającym się w głowę tekstem i finezyjną grą instrumentów

4 Ouroborus – z „The Way Of All Flesh”, genialny opener, nowa jakość, elektronicznie przetworzony głos. Wyjątkowo melodyjna kompozycja, esencja balansu pomiędzy ciężarem a hiciarskim podejściem.

3 Adoration For None – duet Joego z Randym Blythe z Lamb Of God z „TWOAF”. Potężny, targający głośnikami wyziew. Instrumentalny majstersztyk, koncertowy killer. Klasyk!

2 Vacuity – za teledysk z przesłaniem, za przytłaczający klimat, ten utwór zamykał koncert ursynaliowy i poniósł tłum w sposób, którego nigdy nie zapomnę. Ta kompozycja ma zabójczy ciężar, wciągający, hipnotyzujący drive. Miazga z „TWOAF”.

1 The Art Of Dying – podium dla fenomenalnego kolosa. Najlepszy fragment „TWOAF” zaczynający się od „rytualnego” motywu, przeradzający się w totalnie druzgocący progresywny kolos. Targające kolumnami riffy, majestatyczny growl i pieczołowicie budowany klimat. Jak pierwszy raz usłyszałem ten utwór to mnie zmiotło totalnie. Gojirowy evergreen!

No i koniec zachwytów. Mam nadzieję, że komuś się tych parę zdań przysłuży. Na sam finał jeszcze obowiązkowy teledysk promujący nowy album! Miłego dnia moi drodzy, nie dajcie się pokonać temu wyjątkowo upalnemu latu! Stay strong!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s