Kinematograf numer 1: Batman według Nolana

Być może zabrzmi to źle, ale w tym roku tak naprawdę czekam na dwa filmy. O pierwszym z nich kilka słów dziś (a raczej o całej trylogii), o drugim w okolicy jego premiery (a więc w grudniu, pewnie już się domyślacie o jaki tytuł mi chodzi).

Christopher Nolan nigdy mnie nie rozczarował i nie podejrzewam by miało być tak i tym razem. Od pokręconego „Memento”, mroczną i klaustrofobiczną „Bezsenność”, fantastyczny, wielowarstwowy w swej wymowie „Prestiż” aż do porażającej swym rozmachem, genialnie zbudowanej „Incepcji” reżyser mącił w głowach odbiorcom i pokazywał co dzieje się wewnątrz umysłów wykreowanych przez niego bohaterów. Pomiędzy tymi dziełami tworzył najlepszą trylogię o komiksowym bohaterze ever.

Mówię oczywiście o „Batmanie”, który zrzuciwszy ciuszki nałożone mu przez Schumachera zbliżył się w 2005 roku do Burtonowskiego wizerunku. Właściwie to przebił go, bo zarówno Gotham jak sam bohater wyglądają tutaj groźniej niż za czasów „pierwszego” Jokera i Pingwina. To samo tyczy się schwartzcharakterów, którzy są tak bardzo ludzcy a jednocześnie okrutni. Sam człowiek – nietoperz jest tu przedstawiony jako postać lekko cyniczna, bijąca się sama ze sobą, z kamienną twarzą Christiana Bale’a, który chyba dopiero teraz jest należycie doceniony mimo świetnych kreacji choćby w „Mechaniku” czy „American Psycho”, o których zechcę zapewne napisać w ramach rodzącego się właśnie cyklu.

„Batman – Początek” stał się bardzo dobrym otwarciem nowej trylogii dzięki precyzyjnemu ukazaniu przemiany chłopca w mężczyznę. Pokazywał długą drogę jaką przeszedł Bruce Wayne, „ubranie się” w swoje największe lęki, nieustanny ból po śmierci najbliższych i obawy o stracenie tych, którzy jeszcze pozostali. Batman Nolana nie jest superbohaterem łamiącym co chwilę prawa fizyki, wręcz przeciwnie jest jak najbardziej „zwykłym” człowiekiem, który ciężką pracą stał się obrońcą uciśnionych.

Bardzo dobre w tym dziele jest to, że postaci drugoplanowe są bardzo wyraziste. Sarkastyczny Michael Caine jako Alfred, zabawny Morgan Freeman jako Lucius Fox, strawna Katie Holmes w roli Rachel ukochanej Batmana. Oddzielnym tematem mogłaby tu być też kreacja Gary’ego Oldmana jako Jima Gordona, postaci jakże rozchwianej emocjonalnie i rozbitej pomiędzy chęcią demaskacji Bruce’a a wspieraniu go. Aktor świetnie bawi się swoją postacią i pokazuje swoją wszechstronność (w końcu młodzi odbiorcy najlepiej kojarzą go z „Leona Zawodowca” „Piątego Elementu” i oczywiście Syriusza z „Harry’ego Pottera”).

Postaci negatywne natomiast są wyraziste i niejednoznaczne. I o ile patrząc na Liama Neesona jako Henri’ego Ducarda zawsze „pobrzmiewa” mi w głowie jego ciepła rola w „To właśnie miłość” czy wymachiwanie mieczem świetlnym w „Mrocznym Widmie” (dla ścisłości, postać Qui-Gon Jinna) tak psychotyczny i patologiczny Cillian Murphy jako Scarecrow (tego aktora możecie kojarzyć z „Incepcji” czy „28 dni później”) wypada świetnie i cieszy mnie, że przewija się przez kolejne części cyklu.

Nie mogę więc uznać początku trylogii jako „dobrej” przystawki do drugiej jej części, która w wiadomych powodów obrosła już legendą. Mimo że jest to bardziej stonowana od „Mrocznego Rycerza” ma swój niepowtarzalny klimat, świetną fabułę, genialną muzykę i nolanowski „sznyt”.

Jak już pisałem „Dark Knight” naznaczony tragedią Heatha Ledgera to dzieło wielkiego kalibru z popisem aktorskim na poziomie dostępnym nielicznym aktorom (wybacz Jack ale Twój Joker jest przy Ledgerowym tylko „bardzo dobry”). Mimika, drgania, choroba psychiczna wypisana w oczach – to wszystko portretował nolanowski Joker, prawie doprowadzając Batmana do załamania i poddania się. Widać to w scenie gdy pojmany przestępca daje się brutalnie pobić naszemu ulubieńcowi. Jeszcze bardziej przerażający jest fakt, że pod farbą i szminką jest „ukryty” człowiek, któremu wszystko jest obojętne, dla którego liczy się to by w imię fight clubowej zasady świat po prostu płonął.Gdzieś w tle natomiast rozgrywa się dramat Hervy’ego Denta (Aaron Eckhart), który po przemianie w Dwie Twarze nie kieruje się żadnymi uczuciami, jedynie moneta może dokonać wyboru.

Wielowątkowość, przemiany bohaterów, napięty, ciężki klimat stawia „Mrocznego Rycerza” jako najlepszy film o przygodach człowieka – nietoperza. Uważam jedynie, że postać kobieca mogłaby lepiej zostać dopasowana, bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że wszyscy uganiają się za sympatyczną acz urodą nie grzeszącą Maggie Gyllenhaal. Nie mam co się więcej rozpisywać nad fenomenem tego filmu, każdy kto go widział ma już dawno wyrobione zdanie na ten temat a Ci, który nie widzieli filmu zapewne ogólnie nie trawią tego bohatera.

W tym momencie mogę spokojnie przejść do dania głównego a więc „Dark Knight Rises” i oczekiwań z nim związanych. Obsada powala: intrygująco wypada obsadzenie Anne Hathaway w roli Kobiety-Kot, która moim zdaniem pozbyła się piętna „Księżniczki”. Wyzwaniem będzie dla Toma Hardy’ego utrzymanie poziomu poprzednich antybohaterów, choć już po trailerze widać, że jego Bane będzie postacią bezkompromisową, bezwzględną i ponownie o trudnym do jednoznacznego ocenienia charakterze. Pojawi się także znany z „Incepcji” Joseph Gordon-Levitt jako John Blake, Marion Cotillard (znana choćby z cyku „Taxi” czy „Wyspy tajemnic”) jako Miranda Tate. Powróci też Liam Neeson i tak jak pisałem wcześniej Cillian Murphy.

Zapowiada się film, który zepchnie w cień „Amazing Spider-Mana” i pobije rekord ostatnich „Avengersów”. Zamknie on, podobnie jak „Insygnia Śmieci” pewien etap w historii kina. Wierz, że dzieło to wstrząśnie mną równie jak dwa poprzednie i będzie godnym finałem historii Bruce’a Wayne’a.

Na koniec powalający zwiastun „Mroczny Rycerz powstaje”. Premiera już 27 lipca a więc właściwie na dniach. Łapcie za portfele, Batman powraca!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s