Kinematograf numer 2: Nie żegnam się z Harrym.

Dla każdego młodego czarodzieja to było coś niesamowitego… Kiedy na własne oczy ujrzał trailer do pierwszej części przygód „Harry’ego Pottera”. Kiedy zdał sobie sprawę, że oto rozpoczyna się cykl, który będzie mu towarzyszyć przez najbliższe lata, podczas którego oglądania będzie dorastać.

Nie chcę tu przybliżać fabuły, którą przecież wszyscy znamy, chciałbym się raczej skupić na postaciach, które zawsze darzyłem sympatią oraz ich pojawianiu się w filmach. A czasem ich bolesnym braku.

Zacznę więc od samego okularnika, który dorastał na naszych oczach, zarówno jego wygląd jak i charakter ulegały zmianie i choćby po samych trailerach można zobaczyć w jakim klimacie były utrzymywane filmy. Weźmy choćby epicką, przygodową „Czarę Ognia” i sensacyjno-kryminalny „Zakon Feniksa”. W pierwszym filmie Harry wygląda niczym emo dzieciak, w następnym już bliżej mu do informatyka z różdżką zamiast lapka. Tak czy siak wizerunek Pottera oscyluje wokół emo/hipstera co (na szczęście!) zmienia się w ostatniej, najlepszej obok „Więźnia Azkabanu” (według mnie, rzecz jasna) części. W „Insygniach Śmierci” na twarzy Radcliffe’a pojawiają się w końcu tak dawno pożądane emocje. Jego Potter to postać rzeczywiście naznaczona wielką tragedią i odpowiedzialnością za innych. O Ronie i Hermionie się nie będę tu rozwodzić jako, że ich odtwórcy zawsze reprezentowali wysoki poziom.

Na chwilkę chciałbym się zatrzymać przy postaci Dumbledore’a. Nie podoba mi się pominięcie w filmie historii rodziny czarodzieja, zbyt po macoszemu potraktowano dramat Aberfotha i wątek chorej siostrzyczki. Podobnie „powycinano” z „Księcia Półkrwi” opowieści o rodzie Gauntów i kilka innych istotnych motywów z życia Toma Riddle’a. Ktoś kto nie czytał książki mógł się bardzo łatwo pogubić.

Moją najulubieńszą postacią sagi jest Severus Snape genialnie wykreowana przez . Postać ta już w pierwszej części wyróżniała się i trudno było sobie wyrobić jednoznaczne o niej zdanie. Celne przytyki wobec głównego bohatera kontra wspomaganie go w momentach największego zagrożenia budziły w czytelniku skrajne emocje. Kiedy wydawało się, że po „Księciu Półkrwi” stanowisko Snape’a jest oczywiste, w ostatniej książce dostaliśmy „twist”. Dopiero dzięki temu można odczuć, że w filmach Severusa jest stanowczo za mało. Szczególny brak tego bohatera odczuwałem w „Zakonie Feniksa”, sceny nauki oklumencji są tu ograniczone do minimum, szkoda też, że zabrakło kłótni z Syriuszem w siedzibie Zakonu. Na szczęście w drugiej części „Insygniów” otrzymujemy wzruszające kilkanaście minut wspomnień mistrza eliksirów. Świetne przedstawienie rozmowy z Albusem, rozpacz po utracie Lily. Scena śmierci Snape’a też należy do wzruszająco nakręconych. Podobał mi się motyw pobrania wspomnień przez Harry’ego, pod postacią łez, choć w książce było to przedstawione inaczej.

Za mało było mi w filmach Syriusza i Zgredka. Gary Oldman stworzył zabawną, zawadiacką postać, która jak wiemy, z życiem rozstała się w „Zakonie Feniksa”. Moim zdaniem, twórcy filmów nie wykorzystali potencjału postaci i częstotliwości pojawiania się w książce. To samo tyczy się Zgredka, który nie bagatelną rolę odgrywał w „Czarze Ognia” i „Zakonie Feniksa”. W filmach pojawia się jedynie w „Komnacie Tajemnic” i „Insygniach Śmierci”. Scena, w której ten bohater odchodzi z tego świata jest podobnie poruszająca jak Snapea i Dumbledore’a jeśli nie bardziej. Biorąc pod uwagę, że była to jedna z ostatnich scen pierwszej części poruszała tym bardziej.

Zbliżając się do końca moich rozważań chciałbym napisać co mi się w filmach ogólnie podobało i nie podobało. Zacznę od pozytywów, których jest znacznie więcej.

-Hogwart, Hogsmeade, sceny z pociągu do Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Scenografia, kostiumy, rekwizyty. Wszystko to stworzyło na przestrzeni lat świat będący rajem dla wyznawców sagi.

-Postacie Hagrida, Zgredka, Stworka, Bracia Weasleyowie, Luna i Neville, czyli postacie zabarwiające filmy scenami humorystycznymi.

-Plejada gwiazd jakie pojawiły się na ekranie. Alan Rickman, Brendan Gleeson, Miranda Richardson, John Hurt, Michael Gambon, Ralph Fiennes, Gary Oldman, Helena Bonham Carter, Robbie Coltrane, Timothy Spall, David Thewlis, Warwick Davis, Jason Isaacs czy Julie Walters… Każdy fan powinien przynajmniej większość nazwisk dopasować do postaci.

-Okularnik, Rudy i Mądra/Ładna. Taaaaak, im więcej filmów tym większa sympatia do odtwórców trójcy. Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie innych odtwórców tych ról.

-Podział ostatniej części na dwie. Pomysł świetny, powstała rozbudowana, poruszająca historia szybkiego dorastania i poświęcania się dla innych.

-Niektóre sceny, szczególnie z ostatniej części są bardzo dramatyczne i brutalne. To nie jest film dla dzieci. Voldemort przechodzący się w kałuży krwi swoich wrogów, śmierć nauczycielki mugoloznastwa, martwy Gryfek…

-Wątki miłosne. Nie przesłodzone i całkiem zgrabnie pokazane. Szczególnie przypadł mi do gustu pocałunek Rona i Hermiony w Komnacie Tajemnic, mimo że w książce doszło do niego w innych okolicznościach

-Przemiana w młodym Malfoyu, świetnie pokazana przez Toma Feltona

-Wszystko co dzieje się w filmach wokół postaci Snape’a. Alan Rickman, zimny i nieprzenikniony w końcowych scenach „Insygniów” poruszający i szczery. Zawsze mam łzy w oczach gdy wypełnia wolę Albusa. Kiedy cofamy się do jego znajomości z młodą Evans i jej tragicznego finału. No i oczywiście kiedy umierał…

-Potwory! Magiczne zwierzęta. Wspaniały Hardodziób, genialne smoki i „słodkie” testrale

-Muzyka! Jest przegenialna. Temat przewodni bezbłędny i legendarny. John Williams for the win!

A teraz to co ewidentnie mi się nie podoba.

-Pomijanie niektórych wątków. Zupełny brak Mrużki w „Czarze Ognia”. Brak retrospekcji odnośnie rodziny Voldemorta i tego jak pozyskiwał horkruksy. Brak historii rodziny Albusa o czym już mówiłem.

-Dziwne rzeczy dzieją się z wyglądem śmierciożerców. Porównajcie sobie ich wygląd z „Czary” i „Zakonu”

-Mało Severusa, Syriusza i Zgredka. Tak, wiem powtarzam się.

-Okrojenie „Zakonu” i „Księcia”. Nie tylko „Insygnia” powinny być podzielone na dwie części…

-Finałowa walka Harry’ego i Beznosego. Wydłużona i zbyt bombastyczna. I ten Voldemort zamieniający się wirujące płatki… Ech, no cóż taki zamysł reżysera.

W sumie to by było tyle jęczenia. Cykl o Harrym dokonał swego żywota ale bardzo chętnie do niego wracam. I na pewno na nim wychowywać się będą moje dzieciaki. Alex też jest wielką fanką HP, mamy nawet konto na Pottermore.

Swój drugi Kinematograf chciałbym zamknąć tak jak go otworzyłem, trailerem, tyle że do ostatniej części przygód w ramach powiedzenia „Wszystko co ma swój początek, ma też swój koniec”. Choć nie umiem się powstrzymać by po nim nie wrzucić czegoś co nas wtedy tak bardzo poruszyło w kinie. Do jutra moi drodzy. Gwardia Pottera wiecznie żywa!

-After all this time?

-Always.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s