Garść koncertowych wspomnień!

Z racji zbliżającego się, trzeciego w moim życiu Woodstocku wzięło mnie na wspominki o sztukach, które już dane mi było widzieć. A było tego całkiem nie mało i w różnych okolicznościach.

Zacznę od tego, że koncerty polskich wykonawców już od ładnych paru lat stoją na bardzo wysokim poziomie. Bardzo mile wspominam koncerty takich artystów jak Hey, Myslovitz, Dżem, Lao Che, Frontside czy Armia. Z Hunterem i Coma (a konkretnie z Drakiem i Rogucem) było mi dane przeprowadzić wywiady.

Od panów z Blindead, przy okazji koncertu The Exploited w Olsztynie osobiście kupowałem koszulkę. Na Jarocinie zakochałem się w Tides From Nebula, by ponownie ujrzeć ich na Rock In Summer. Za każdym razem inaczej wspominam sztuki Acid Drinkers, bywało, że oglądane w nie do końca „trzeźwych” okolicznościach… Świetnie było oglądać też rozwijającą się wciąż Luxtorpedę, szalejącego Litzę i statycznego Hansa.

Z Riverside łączą mnie szczególne wspomnienia, byłem świadkiem odegrania całego „ADHD” i największych hitów w olsztyńskim centrum kultury czego nie zapomnę nigdy, tak samo jak epickiego woodstockowego przedstawienia, o którym już w wspominałem opisując utwór „Left Out”. Miło było też zobaczyć kapelę w Empiku i dostać autografy, to samo tyczy się Hunter, których wspominam jako miłych i rozluźnionych. Przy Hunterach chciałbym się zatrzymać na dłużej. Widziałem ich w odsłonach z Jelonkiem i bez co bardzo różnicowało odbiór. Olsztyński gig w ramach Covan Wake The Fuck Up był zbrodniczo krótki, za to ten w mojej maleńkiej Ostródzie (niestety kojarzonej z Reggae Festivalem) wspaniały i z wyżej wspomnianym skrzypkiem.

A samego Jelonka było mi dane widzieć dwa razy. Dwa wielkie gigi. Pierwszy na Woodzie, drugi na tegorocznych Ursynaliach i wciąż nie mogę zdecydować, który był lepszy.

Nie mogę też zapomnieć o żywiołowym Virgin Snatch (dwa razy), Flapjacku, który ostatnio triumfalnie powrócił z nową płytą (o nich więcej w kolejnym artykule), wisienką na polskim torcie pozostanie dla mnie też wyjątkowy koncert Vader kiedy to w Amfiteatrze imienia Czesława Niemena w Olsztynie suportował ich między innymi Marduk. A ostatnio nawet było mi dane zobaczyć Petera… w pociągu co oczywiście musiało zostać uwiecznione.

Z zagranicznych kapel było mi dane zobaczyć zestaw dość rozstrzelony stylistycznie. The Prodigy, Flogging Molly, Ska-P, Heaven Shall Burn, Nightwish, Apocalyptica czy Kvelertak. Zapewne dopasujecie okoliczności do nazw.

O kilku gigach chciałbym jednak powiedzieć kilka słów więcej. Przede wszystkim mam radochę z zobaczenia na żywo Slayera bo w końcu to nie lada legenda i kapela, którą bardzo lubię. Angel Of Death, Raining Blood, Dead Skin Mask, Season In The Abbys… Było naprawdę pięknie!

Kolejny zjawiskowy koncert? Stanowczo In Flames! Only For The Weak, The Qiuet Place, Take This Life… Dali czadu totalnego mimo poślizgu czasowego. I tylko Come Clarity brak.

Na ich tle nieźle wypadli Limp Bizkit, dostałem wiązankę ulubionych hitów, niestety przerywanych gadkami Freda, poza tym z tego co się dowiedziałem nie było DJ Lethala, wyleciał jakiś czas temu… Zresztą kto chce niech zajrzy do mojej relacji dla Przylądka Muzycznej Przestrzeni.

jak-przezyc-ursynalia-czyli-relacja-ze.html

Najbardziej porywające były sztuki, które zagrały Gojira i Mastodon. Gojira wygrała absolutnie pod względem najlepszego koncertu Ursynaliów a Mastodon pokazał precyzję wykonawczą, finezję i emocje. I choć większość utworów poleciała z „The Hunter” byłem bardzo zadowolony. A do tego załapałem się na fotki z muzykami z obu grup!

Z Christianem Andreu (Gojira)

Z Jeanem- Miechelem Labadie (Gojira)

Z Brannem Dailorem (Mastodon)

Nim sięgnę pamięcią do najlepszego koncertu w moim życiu jeszcze jedna wielka sztuka. Mam tu na myśli genialny koncert Rammstein w Ergo Arnie w zeszłym roku. Wraz z moimi przyjaciółmi po koncercie udało mi się dorwać połowę zespołu w hotelu! Kto był ten wie, że było to niemal przedstawienie teatralne z ogniem w jednej z głównych ról. Nie ma sensu bym wymieniał tutaj utwory jakie zagrali bo to przecież oczywiste!

I na koniec koncert numer jeden w moim osobistym rankingu! Deftones na Rock In Summer! Było przepięknie, magicznie, niesamowicie, czekałem na to od 2004 roku! To był cudowny wieczór i noc. Na afterparty pojawili się Abe, Sergio i Frank! Były rozmowy, popijawa, wspólne zdjęcia (niestety jestem tylko na zbiorowym i mnie nie widać) i autografy, które musiałem uwiecznić! Nigdy nie zapomnę tego co się tam działo, szału jaki ogarnął garstkę fanów w niebieskich koszulkach, tego jak zespół się pojawił i jak odjeżdżał… Taaak, koncert życia.

Na koniec jeszcze ważna sprawa koncertowa. Potrzebne są pieniążki na rehabilitację znanego w kręgach muzycznych producenta Szymona Czecha. Namawiam byście tłumnie walili na dwa gig specjalnie dla niego!  Trzymajcie się ciepło!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s