Relacja z Wrath Of Gods Mini Tour, 14.09.12, Olsztyn, Klub Nowy Andergrant

Wakacje się kończą i w Olsztynie zaczyna się jesienny wysyp gigów. Pierwszy, który otwiera dla mnie serię najbliższych koncertów to Wrarh Of Gods Mini Tour organizowany przez Mariusza „Dumę” Wożniaka przy udziale niezastąpionego Tomasza Brzozowskiego z Olsztyn Old Underground.

Na początku kilka słów o frekwencji. Było całkiem nieźle choć nie powiem bym się cisnął. Zaskoczyło mnie lekko to, że przyszło dużo młodych osób, niektóre wyglądały na przypadkowe bądź towarzyszące ale nie można dzięki temu stwierdzić, że publika dała dupy… bo nie przyszła. Najgęściej było na gigu Thempest i w sumie mnie to nie dziwi bo to grupa olsztyńskim maniakom metalu już wystarczająco znana.

Organizatorzy krzątali się w tą i z powrotem a ja ze statusem „gościa specjalnego” (dzięki za wyróżnienie 🙂 ) obserwowałem wszystko starając się jak najwięcej zapamiętać. Znanych mi z widzenia na różnych gigach person było sporo, tak więc plakatowe i facebookowe ogłoszenia dotarły tam gdzie powinny. A jak wypadły same gigi? Zacznijmy od początku.

Niewdzięczna jest rola kapeli otwierającej jakikolwiek fest i tak też było w przypadku FORECAST, którzy napocili się i straszyli swoją muzą ale szaleństwa nie wywołali. Muza całkiem spoko osadzona w deathu ale jeszcze sporo czasu minie zanim zaczną być rozpoznawalni. Póki co budują sobie markę co wróży dobrze. Jak będą się starać to nie utoną. Być może wokalista przypominający lekko Satyra z Satyricon (wokalnie jak i wizualnie) w tym pomoże. Się okaże.

Drugi band, który się zainstalował na scenie to wspomniany wcześniej THEMPEST, który zgromadził zgotował zebranym niezły młyn! Były ścianki, było pogo i był death metal! I to w tej bardziej melodyjnej odmianie choć nie przaśnej. Widać, że mają swoją publiczność, nawet miałem wrażenie, że kilka duszyczek wykruszyło się po ich gigu ale kij w to, dalej było jeszcze lepiej. Czekam, aż Thempest wychyną się na czołówkę olsztyńskiej sceny, mają ku temu wszystkie atuty, są zgrani, utrzymują kontakt z odbiorcami no i muzę serwują zjadliwą i na czasie. Punkt dla Dumy za ich wybór.

Kolejna grupa miała cholernie pod górkę, choć finał koncertu był jednym z lepszych tego dnia. Panowie z PNEUMATIC FROST, którzy co prawda nie legitymowali się albumem za to fajnymi koszulkami z logiem mieli na początku problem ze zgarnięciem publiki pod scenę. Ni cholery nie kumałem czemu. Wokalista charakterystyczny i wyglądający dość groźnie, reszta składu, czysty gabinet osobowości. Razem zasuwali death z djentowymi zagrywkami. Gitarowy w koszulce Meshuggah dobitnie potwierdzał inspirację. Kiedy publika po Thempest się przerzedziła wszystko wskazywało na to, że gorzej być nie może. Mogło – wokaliście padł mikrofon. Chłopaki zaczęli kombinować i grać dla publiki… której zaczęło przybywać. Incydent z majkiem pomógł i grupa ruszyła na takim wkurwie, że o rozkręcenie pogo nie było trudno. Ciekawy przypadek grupy, której turbulencje na koncercie znacznie pomogły. Trzymam kciuki za grupę bo muza zacna. Będą z nich jeszcze dobre stwory.

Koncert DEADTHORN zbiegł się w czasie z urodzinami wokalisty (cholera jak nic przypominał mi gardłowego Venom co było lekko creepy), który stwierdził, że wkrótce pora do piachu. Wizualnie panowie wyglądali na na wyluzowaną ekipę wierną staremu deathowi. Poleciały kawałki z ich najnowszego dokonania „W ciemności”, które niedługo doczeka się recki na TEOES. A najbardziej entuzjastycznie został przyjęty cover Darktrone „Under The Funeral Moon”. Gig był całkiem spoko jeśli, ktoś nie domaga się wiecznych blastów. Grobowy klimat i stanowczo anty religijna postawa dopełniły dzieła. Maniacy powinni być zachwyceni tym co widzieli i słyszeli, mi też się podobało.

Na koniec Ci, którzy powrócili niedawno z nowym materiałem. Krótkim, ale jednak i zapowiadającym pełny krążek. NEOLITH, bo o nich mowa dali popis dla najbardziej wytrwałych. Obsuwy sprawiły, że zaczęli grać w czasie, w którym już dawno powinno być po koncercie. Ale co z tego skoro świetnie wypadli? Polecały hity jak Prayer, cover Slayera Bloodline i nowy wałek Of The Angel And His Orison. Ich death jest pełen smaczków, doprawiony lekkim powiewem blacku, fajną atmosferę zbudowali dzięki temu.

Jeszcze kilka słów o tym co było można nabyć podczas gigu. Były dwa stoiska, na jednym rządził gardłowy Pneumatic Frost, sprzedawał koszuli swojej grupy i płyty, a nawet kasety Neolith. Dodatkowo można było nabyć Magazyn Musick i stare Mega Siny! No i za dwie dyszki płytki artystów z różnej półki, szkoda że nie miałem kasy bo mam cholerne braki… Drugim, epickim wręcz stoiskiem było to zorganizowane przez Old Temple. Hah! Świetna sprawa, za nie duży pieniądz można było zgarnąć płytki takich grup jak Embrional, Iblis, Deathpell Omega, Mordhell a nawet starych wyjadaczy z Grave. Widziałem maniaków, którzy dłuugo się zastanawiali i przekopywali straganik podczas każdej przerwy.

Podsumowując gig bardzo udany, publika dopisała, było pogo i ściany więc olsztyńską odsłonę WoG można uznać za bardzo udaną. Ciekawie jakbyło następnego dnia w Gdańsku…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s