CERBER – Mammothian

1. My Tribe
2. Demon, który spaceruje z księżycem
3. Krew Na Duszy
4. Pain Is Omnipresent
5. No Kings

Jest przynajmniej kilka powodów, dla których obcowanie z muzą CERBER to prawdziwa przyjemność. Pierwszy z nich to riffy, które podróżują głęboko w mojej głowie, są pomysłowe choć nie panowie nie silą się na przesadną oryginalność i eksperymentatorstwo. Drugim powodem jest mięsista sekcja rytmiczna, nieco suche i twarde brzmienie bębnów w tym przypadku nie gryzie, wręcz pomaga i jest znakiem rozpoznawczym. Trzecim powodem jest wokal. Kiedy trzeba zdarty jak u Phila Anselmo w łagodnych momentach odpowiednio delikatny i dopełniający klimat. Czwarty powód to kompozycje. Na dzień dobry panowie serwują rzecz bardzo nośną a jednocześnie rozbudowaną. My Tribe to kawałek długi i z polotem skonstruowany. Bez pędzenia na złamanie karku za to z mega podniosłym refrenem. Piątym powodem są melodie, pobrzmiewające momentami brudną Ameryką, pełną twardzieli obnoszących się w katanach z naszywkami Black Label Society.

Szóstym powodem jest lekkość w posługiwaniu się zarówno językiem angielskim jak i umiejętnym i nie bolesnym budowaniu tekstów w języku polskim jak choćby w Demon, który spaceruje z księżycem czy Krew na duszy. Siódmym powodem jest rozwój w porównaniu poprzednim dokonaniem „Mad At The Soul” Jest więcej przebojowego stroneru niż przyciężkawego sludge ale o rozrywkowym graniu w stylu Corruption czy Leash Eye nie ma mowy. Jak ich słucham to myślę o dobrym zimnym piwku, tatuażach i twardych życiowych zasadach. Cerber to zaiste słowo świetnie ich opisujące, powinni ich ziomki z Crowbar w trasę zaciągnąć. A na dobrą sprawę to na tym wydawnictwie jest materiał na takim poziomie, że spokojnie mogliby zastąpić na scenie Illusion, gdyby Lipa nie miał w planach reaktywacji.

Powodem numer osiem są nowe elementy w ich muzyce o czym świadczy klimatyczny i instrumentalny Pain Is Omnipresent. A na koniec panowie serwują bardzo rozbujany No Kings stanowczo najsmaczniejszy na płytce. Płytce co prawda, krótszej od poprzedniczki ale nieco lepszej i innej. I to jest powód numer dziewięć – surowy, niezbyt melodyjny materiał ma w sobie więcej duszy niż nie jeden krążek opatrzony od góry do dołu rzewnymi postgrunge’owymi balladami. Muza dla twardzieli i choć nie twierdzę, że do takowych należę to stawiam 9/10. Ile powodów tyle punktów. Cerber rządzi!

CerberBand

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s