ARCHITECTS – Daybreaker

01. The Bitter End
02. Alpha Omega
03. These Colours Don’t Run
04. Daybreak
05. Truth, Be Told
06. Even If You Win, You’re Still A Rat
07. Outsider Heart
08. Behind The Throne
09. Devil’s Island
10. Feather Of Lead
11. Unbeliever

Lubię takie płyty. Lubię ARCHITECTS. Lubię jak ktoś wyda słabą płytkę, a później się nawraca.Ich ostatni krążek był raczej porażką, niż kamieniem milowym w historii muzyki.

Zacznijmy jednak od początku, Architects: kapela, która zna, lubi i szanuje wiele osób. Dobrze się ich słucha, elegancko wykonują swoją robotę, jednak wirtuozami w żadnej materii nie są. Nie słyszałem, żeby kiedykolwiek, ktokolwiek wymienił jakiegoś muzyka z tego zespołu jako swojego ulubionego, podobnie z którąkolwiek płytą, albo samą kapelą.

To już ich piąta płyta. Dużo. Jednak nadal mało kto wymawia nazwę Architects w czołówce metalcorowych kapel. Przeważnie są to: Parkway Drive, wracający I Killed The Proom Queen, As I Lay Dying czy Bring Me The Horizon, bardzo mało kiedy ktoś wspomina o nich. Słusznie? Według mnie nie, bo oprócz wpadki z „The here and now”, nie wydali jeszcze słabej płytki.

Przejdźmy w takim razie do sedna. Pierwszy singiel: „Devil’s Island”, mówiący o zamieszkach w Londynie, zmiótł mnie z powierzchni ziemi. „Oni wrócili!”- mówiłem sobie. Po chwili jednak myślałem- „Kaspa, nie podniecaj się, to tylko singiel, wiesz jak to działa, już tyle razy się przejechałeś, poczekaj”. Genialny refren, już mam wizję, jak w Poznaniu cały tłum będzie go podśpiewywał, zaangażowany politycznie tekst (ta płyta to nie duperele o imprezach, podrywaniu panienek i żłopaniu jacka, chociaż takie też są w porządku), oraz wściekłość. Wściekłość na System, wściekłość na sytuacje w kraju i na świecie, złość. To lubię! Lubię, jak muzycy mówią o tym co im się nie podoba. Dziesiątki świetnych płyt były napędzane złością i gniewem, z tą nie jest inaczej. „These colours don’t run”, kolejny singiel i znowu darcie japy, lekkie połamańce i znowu nośny refren. „Musi być dobrze, to już drugi taki singiel, nie spierdolcie tego, proszę”- myślałem. Nadszedł trzeci singiel, „Alpha Omega”, wejście gitar, miód, dalej, jeszcze więcej miodu. Już wiedziałem, że nie spieprzą tej płyty. Po trzech takich singlach to byłoby niemożliwe. A nawet gdyby jakimś cudem to spieprzyli, to mielibyśmy trzy bardzo, bardzo dobre kawałki do słuchania, to już dużo. I wyszła płyta.

Prosto z mostu- w tym roku lepszej około metalcorowej płyty jeszcze nie było. Czy ktoś ich przebije? Nie wiem, poczekam. Czy chciałbym? Bardzo! Bo, żeby ją przebić trzeba by było wydać coś co zapisze się w historii gatunku, jako jedną z najlepszych płyt ever.

Wracając do „Daybreaker”. Są i wolniejsze momenty, jak np. „Behong the throne”. Wolniejsze w tym przypadku nie znaczy słabe albo niepotrzebne. Oprócz singlowych kawałków warto zwrócić również uwagę na np. „Outsider heart”. Jak się okazało nie tylko signle tworzą ta płytę. Całość jest spójna i mocna.

Słowem podsumowania: nie dziwi, że zagrali trasę z Rise Against. Architects z „Daybreaker” to odpowiednik Rise Against, podany w metalcorowym sosie (uwielbiam ten zwrot). Refleksyjne, upolitycznione teksty świetnie współgrają z metalcorowymi, często zachaczającymi o mathcore zagrywkami. Celowo nie pisałem o żadnym członku kapeli. Architects t kolektyw, który jest dobry razem (mimo drobnej zmiany personalnej). To zespół w którym każdy odwala taką samą, ciężką, ale tak samo efektywną robotę. Brawa za tą płytę! I nie wracajcie do „The here and now”, to o niej jak najszybciej zapomnimy!

Ocena: 8.5/10 Autor: Kaspa 

One comment on “ARCHITECTS – Daybreaker

  1. Pingback: Podsumowanie roku 2012 by KASPA |

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s