A FOREST OF STARS – A Shadowplay for Yesterdays

01. Directionless Resurrectionist
02. Prey Tell of the Church Fate
03. A Prophet for A Pound of Flesh
04. The Blight of Gods Acre
05. Mans Laughter
06. The Underside of Eden
07. Gatherer of the Pure
08. Left Behind as Static
09. Corvus Corona (Part 1)
10. Corvus Corona (Part 2)
11. Dead Love (Bonustrack)

Moja pierwsza recenzja dla „The Eye of Every Storm”. Trochę dziwne uczucie, ktoś będzie czytał moje wypociny. Tytułem wstępu powinienem tu chyba napisać coś mądrego dla potomnych, ale w sumie kogo to obchodzi, więc do rzeczy.

Na tapetę mojej pierwszej konfrontacji z internetem wziąłem trzeci krążek A Forest of Stars, wyczarowany przez sześciu angielskich dżentelmenów i jedną dżentelmenkę (jest w ogóle takie słowo?) nazwany „A Shadowplay for Yesterdays”. Jeśli ktoś lubi szufladki możemy ich wrzucić do tej z karteczką „psychodeliczny black metal”, a chociaż sam takowych zbytnio nie lubię („Znasz zespół Devil’s Satan? Wiesz, ci co grają blackened thrashened epic death metal!”, „Stary myślałem, że oni grają progressive melodic doom!”), to w tym przypadku zgadzam się w 100%.

Na płycie dane nam jest jedenaście (razem trwających ponad godzinę) utworów wypełnionych black metalowymi dźwiękami przy akompaniamencie instrumentów na dźwięk których hipsterzy w koszulkach Cainy robią w spodnie. Skrzypce, pianino czy chociażby tamburyn (serio) idealnie tworzą tło dla ostrzejszych riffów (choć nie mamy z nimi do czynienia cały czas) i wolniejszych partii. Zaczyna się bardziej od recytacji, jak utworu „Directionless Resurrectionist”, która idealnie wprowadza nas w klimat płyty. Niepokojące dźwięki i dosyć intrygujący tekst tylko potęgują stan oczekiwania na to, co będzie dalej. A dalej będzie działo się sporo.

Za największe zalety albumu na pewno trzeba uznać chore, a chwilami opętańcze wokale Mister Curse’a oraz to, że mimo iż średnia długość utworu to 6 minut, żaden nie sprawia wrażenia przeciąganego na siłę. Instrumentalne części utworów idealnie przeplatają się z szybszymi kawałkami lub, o czym zapomniałem dodać wyżej, żałosnym (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) zawodzeniem wokalisty. Na uwagę zasługują także pojawiające się tu i tam czysty śpiew Katie Stone (grała ponoć na skrzypcach na „For Lies I Sire” My Dying Bride), oraz tu i ówdzie jednego z wioślarzy.

Jeśli chodzi o same utwory, największe wrażenie robi chyba „Gatherer of the Pure” (do którego video znajdzie się na samym końcu, a obejrzeć naprawdę warto), ale wiele nie odstępują od niego „Left Behind As Static” (napawajcie się dźwiękiem 3:26 do 4:21) lub dwuczęściowa „Corvus Corona”. „Man’s Laughter” traktowałbym bardziej jako krótki przerywnik i jednocześnie wstęp do „The Underside of Eden”. Dzieła igrania z naszym umysłem dopełnia „Dead Love”. Łagodny (kto tu wpuścił Jarboe z czasów „Children of God”?), ale nadal w klimacie zespołu na zakończenie tej świetnej płyty.

O pozostałych utworach ciężko się rozpisywać (bo kto by chciał tyle mnie czytać), ale jeśli ktoś w black metalu szuka czegoś więcej jak srogiej sieczki (do której, broń Bo… no ktoś kto się tym zajmuje, nic nie mam) to tak „A Shadowplay for Yesterdays”, jak i pozostałe dwa albumy A Forest Of Stars powinien łykać jak młody pelikan.

Z czystym sumieniem wystawiam 10/10 i odpalam 2 pierwsze płyty, gdyż narobiłem sobie apetytu.

Odmeldowuje się Vigil

2 comments on “A FOREST OF STARS – A Shadowplay for Yesterdays

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s