POPSYSZE – Popstory

1. Joulin
2. Blue summer
3. No time to think
4. Maybe
5. She’s a pumpkin
6. Palm tree
7. Love in the kitchen
8. Changing apartments
9. Rewolwer
10. Break it
11. Drive until you stop
12. So so
13. Ali song

Niech was nazwa nie zmyli. Popsysze gra rocka w bardzo melodyjnej odmianie. Brudne brzmienie, przytłumiony wokal i hałaśliwe gitary – oto ich znak rozpoznawczy choćby w krótkim Joulin. Na urozmaicenie muzy mają różne sposoby, a to patent z wokalami to w jednym to w drugim kanale (Blue Summer) a to rytmiką zakoszoną od Arctic Monkeys czy innych Kasabian (No Time To Think). A chyba najważniejsze jest, że nie słychać, w tym… polskości. Grupa stara się czerpać od najlepszych i przewijają się tutaj inspiracje choćby Queens Of The Stone Age czy brytyjskimi grupami Nowej Rockowej Rewolucji.

Kompozycje trwają zazwyczaj do dwóch-trzech minut z okładem, panowie nie silą się na sztuczną przebojowość i nie przeładowują kompozycji. Zagrane to wszystko na luzie, przelatuje przędziutko, odrywając na chwilę od rzeczywistości. Nie jest to szczególnie moja działka muzyczna ale nie sposób nie docenić pomysłu jaki na siebie wymyślili. Kompozycje skupiają na sobie uwagę szczególnie rytmem. Jako maniak wszelakich perkusyjnych zawirowań przyznam, że bujają mną takie numery jak She’s A Pumpkin z nieco psychodelicznym solo (to stanowczo jeden z najlepszych numerów na krążku!) czy wspomniane No Time To Think.

Jaka jest główna cecha Popsysze? Bezpretensjonalność! Haaaaa, takie mam odczucie, że grają to co im po prostu przyjdzie do głowy. Może to być rzecz żartobliwa jak Love In The Kitchen z takim desertowym posmakiem (tak, właśnie tu kłaniają się moi ukochani Queensi, ale też gdzieś mi się tam tłucze Hey po głowie zanim jeszcze totalnie odlecieli). I to kolejny zacny numer, stanowczo lepiej im wychodzą te dłuższe kompozycje. Bo przyznam, że z Palm Tree czy Changing Apartaments nie wiele mi zostało.

I jeszcze jedna rzecz do, której się przyczepię. Mianowicie nie lubię rozbijania klimatu tak zwanymi „kilkoma utworami po polsku”. Tu mamy co prawda jedną piosenkę, która za pewne ma ukazać słuchaczowi, że o bzdurach nie śpiewają ale po tylu niezłych numerach zaśpiewanych po angielsku Rewolwer mi jakoś nie podszedł.

Najbardziej ciekawy byłem rzecz jasna kończącego album Ali Song i za to co zrobili w tym utworze mają ogromnego plusa. Pachnie mi tu QUOTSA i Kings Of Leon a może nawet The White Stripes i The Black Keys. Wyszła im cholernie seksowna i stonowana piosenka. To jest stanowczo kierunek, w którym powinni się dalej udać! Żadnych tam dwuminutowych szybkich strzałów. Co prawda wyszła mi rzecz bardziej eksperymentalna i nie radiowa ale za to jaka! Esencja rocka zamknięta w dziewięciu minutach. Za to podbijam ocenę bo na początku to tak 6,5 mi wychodziło. Za ten utwór oczko wyżej. Dobry odjazd na sam koniec! Tak trzymać! W ostatecznym rozrachunku 7,5/10. /Stanley

Perełki: No Time To Think, She’s A Pumpkin, Love In The Kitchen, Ali Song 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s