Diabeł nie płacze, kiedy dowiaduje się, że ma białaczkę – czyli o „Spowiedzi heretyka” słów kilka.

Ciężki temat do ugryzienia… Cholera przyznam, że wydaję teraz ostatnie pieniądze na wydawnictwa, w których mowa o Behemoth. Byłem ich fanem (i wciąż jestem) zanim rozpętała się burza, zanim to wszystko nabrzmiało do rozmiarów niebotycznego balonu, który jebnął prosto w twarz malkontentom pomstującym pod adresem Nergala, życzącym mu szybkiego przejścia na drugą stronę. Jestem cholernie dumny, że mamy taki band i wciąż będę chodzić w mojej spranej koszulce z okładką „Demigod” nawet jeśli w „Spowiedzi heretyka” Adam tańczy z Piaskiem i dorabia wąsy Ani Dąbrowskiej.

To nie jest pean na cześć Nergala, nie ze wszystkim o czym mówi się zgadzam, ale obserwowanie tego jak pewne rzeczy zmieniają się w tym człowieku jest fascynujące. Ślepota ludzi nie zna granic – przecież lepiej zbesztać za ukrywanie się za maską „jasełkowego diabła” niż docenić rozwój pana Darskiego jako artysty, który może nas godnie reprezentować na polu światowym. Postawa lidera Behemoth kłóci się z wizerunkiem typowego Polaka – marudnego, smutnego, liczącego minuty do końca kolejnego dnia i nie doceniającego czasu danego nam na tym łez padole.

„Spowiedź heretyka” to portret człowieka. Nie diabła, bo diabeł nie płacze, kiedy dowiaduje się, że ma białaczkę. I jeśli objąć szereg postaci, która z Adamem miała styczność to trzeba by wrzucić do kotła z wrzącą smołą zarówno Czesława Mozila, Macieja Maleńczuka, Grzegorza Skawińskiego, którego Nergal jest zagorzałym fanem, Piaska, bo nosił koszulkę Behemoth i masę artystów, o których w książce mowa. W końcu wszyscy to przyjaciele diabła. A do tego błędne koło, które toczą persony takie jak pan Nowak (on wciąż nie zdaje sobie sprawy, że robi Behemoth PR o jakim marzy nie jeden band?) udowadniają, że są w tym kraju ludzie, którzy za wszelką cenę pragną jego zacofania. Mur, którym otoczony jest nasz kraj ma już wyraźne wyrwy, ale bez przerwy, ktoś to łata! I po co to? Ech… No ale wróćmy do meritum.

W „Sacrum Profanum” nie ma tu tematów tabu. Nie ma wykręcania się z żadnych pytań, mimo że zadają je osoby, które bohater książki zna nie od dziś. Azarewicz i Weltrowski atakują pytaniami naszego narodowego Evil Boya w każdym możliwym temacie: od narkotyków, przez prostytucję, po kuchnię i modę. Błahe nieraz pytania, kontrastują z tymi zahaczającymi o metafizykę i w rezultacie im dalej w książkę tym Nergal bardziej staje się Adamem i na odwrót. Bardzo ciekawa i wstrząsająca jest analiza choroby przedstawiona dobitnie, ponieważ portretuje Nergala jako zwykłego pacjenta! Tak, pacjenta! Antychryst przecież sam by się uzdrowił…

Do tego dochodzą fotografie będące kopalnią dla fanatyków grupy, na których nasz Woland jest jednocześnie i fanem (pamiętny występ u boku Fields Of The Nephilim), synem i bratem (foty z dzieciństwa rządzą!) no i rzecz jasna charyzmatycznym frontmanem, jurorem czy w końcu prowokatorem. W tym wszystkim brak mi tylko plującego jadem satanisty, bo czy można nazwać kogoś satanistą jeśli dla niego Bóg jest wytworem tak samo prawdziwym jak Myszka Miki? Ludzie nie wiedzą czym jest sztafaż, nie kumają maski jaką nałożył na twarz ten artysta.

Spieszę z wyjaśnieniem tym, którzy uważają „Spowiedź heretyka” za skok na kasę i trzymanie się na bluźnierczej fali. Jeśli uważacie, że ideą sprzedawania jest szczerość i chwytanie każdej chwili w życiu to okej, nie wnikam. Jeśli uważacie, że Nergal to pozer to okej, w końcu po cholerę przeciętny zjadacz chleba ma wiedzieć, że jednak mamy w kraju zdeterminowanych osobników, którzy wychodzą niemal z piwnicy na sam szczyt. A jeśli uważacie, że to już poszło o jedną „Galę” za daleko to zastanówcie się czy to nie jest tak kuriozalne, że aż śmieszne, że z okładki pisemka dla gospodyń domowych spogląda inteligentny, dowcipny i uprzejmy gość, który swoich poglądów łopatom do głowy nikomu nie wkłada? Nergal jeszcze raz zaśmiał się wszystkim oponentom w twarz. Jeśli jesteś zdystansowanym fanem będziesz miał mu to za złe? Nie lepiej się po prostu uśmiechnąć i odpalić, którąś z płyt grupy? Cieszyć się, że mamy swoją Alicję po drugiej stronie lustra, która świetnie sobie tam radzi?

Książkę warto kupić z jeszcze jednego powodu. Tej złotóweczki, która idzie na słuszne cele. No i rzecz jasna świetnie to na półce wygląda a czyta się jednym tchem. Zapewniam, że można ją postawić na półce zarówno obok „Władców chaosu” jak i „Władcy Pierścieni” bo wciąga tak samo!

W sumie bardziej niż recenzja wyszedł mi tekst eksperymentalny ale no kurwa nic nie poradzę. Jedynie mogę podziękować bohaterowi tej książki za to, że nakręca mnie do tworzenia The Eye Of Every Storm, że chce mi się to robić. Póki co czaję się na przyszłoroczny gig Behemoth przed Rammsteinem! Pierwszy raz będzie mi dane zobaczyć Pomorską Bestię na żywo. A kolejny cel? Jako fan i dziennikarz w jednym wiadomo jakie ono jest. Heh, może kiedyś się uda, na bank będziemy z TEOES do tego dożyć. A póki co horns up and no sympathy for fools! \m/ STANLEY

P.S. Ciekawe czy pan Adam dotrze do Empiku w Gdańsku… Hmmmm…

One comment on “Diabeł nie płacze, kiedy dowiaduje się, że ma białaczkę – czyli o „Spowiedzi heretyka” słów kilka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s