PARKWAY DRIVE – Atlas

1. Sparks
2. Old Ghost / New Regrets
3. Dream Run
4. Wild Eyes
5. Dark Days
6. The River
7. Swing
8. The Slow Surrender
9. Atlas
10. Sleight of Hand
11. Snake Oil and Holy Water
12. Blue and the Grey

„Witam Panów! Posłuchajcie płyty „Atlas”, a teraz „Killing With a Smile”, jeszcze raz „Atlas” i „Killing with a smile”. Szkoda, że Atlas nie jest KWAS’em”

Stało się. Musiało się kiedyś stać. Parkway Drive wydaje słaby album. W sumie słaby to duże niedopowiedzenie. Dawno, ale naprawdę dawno nie zawiodłem się tak na płycie jak na „Atlasie”. Kapela, która w Polsce była wywyższana ponad niebiosa, o której praktycznie każdy słuchacz metalcore’u mówił, że jest jego ulubioną, nagle zapomniała jak tworzy się dobre kawałki.

Nie rozumiem i nie mam nawet ochoty zrozumieć.

OK, wstęp, jako taki mam za sobą. Było ciężko, ale mkniemy dalej. Jak zrobić, żeby totalnie nie wykpić tego ‚dzieła’? Oj, ciężkie zadanie przede mną, ale sam chciałem.

Może tak- Winston robi robotę. Jego wokal nie brzmiał nigdy tak mocno, wyraziście, mimo, że zawsze był świetnym krzykaczem, tym razem przechodzi sam siebie. Niewątpliwie to największy plus tej płyty.

„Największy i jedyny!”- szepcze mi diabełek siedzący na lewym ramieniu.

„Nie słuchaj go, przecież to Pakrway Drive, surferzy, pełni luzu, mają prawo nie przykładać  się i robić po łebkach, od taka natura Australijczyków”– odszczekał aniołek, który pojawił się na prawym.

Tyle, że nie jestem postacią z kreskówki i nie zgadzam się z aniołkiem.

Według mnie ta płyta jest zrobiona na zasadzie- „pobrzdękamy trochę i wykurwiamy na deskę chłopaki!”

„Ale przecież eksperymenty, przecież nie można iść raz wytyczoną sobie ścieżką, no nie można, no, ale, no weź, przecież, przecież chcieli fajnie”- zamamrotał, rozżalony aniołek.

„No chyba Cię pojebało biały! Takie eksperymenty to mogą sobie wsadzić, tam gdzie wiesz, piasek wpada na plaży.”- eh, znowu ma rację.

Kto lubi kobiecy wokal w metalowych/ hardcorowych kawałkach niech podniesie rękę do góry lub naciśnie przycisk. Dziękuję.

Zasada jest taka, że, żeby taki manewr przeszedł, gościem musiała by być jakaś wyrazista wokalistka, która zaśpiewała by więcej niż tylko jedną linijkę, ale nawet wtedy mało komu się to spodoba. Osobiście lubię „Don’t go” od Bring me the horizon, ale znam masę ludzi, którzy uważają ten kawałek za gówniany, mimo, że zrealizowany jest o niebo lepiej od „The river”. Tutaj mamy kontrastujący wokal żeński, która ma pokazać różnicę, pomiędzy leciutkim i delikatnym śpiewaniem (i nuceniem przez cały song) a mocarnym wokalem Winstona. W porządku, rozumiem, że chcą uwypuklić najlepsze elementy, ale jakoś nie przemawia to do mnie totalnie.

„Nie chodziło mi tylko o ten anielski śpiew, miałem na uwadze też scratche, no nie mówcie, że nie brzmią fajowo”– Aniołek szuka argumentów na siłę, bo to w końcu Parkway Drive.

„Linkin Park słuchaliśmy w podstawówce a nie teraz, daj Pan już spokój”– znowu trafnie.

„The Slow Surrender”, z intrem zerżniętym z Metallicy i prawdopodobnie najlepszym i najbardziej mocarnym breakdownem płyty. Ba, breakdownem, który miałby prawo zaistnieć na każdej płycie Pwd. To również numer z scratchami. Praktycznie każdy kiedyś słuchał Hybrid Theory od Linkin Park. Większość tą płytę uznaje za kultową i taką, od której zaczął słuchanie cięższej muzyki. Dużo osób się tego wstydzi, ponieważ to nie jest „true” itd. Tamta płyta jak na swoje czasy była odkrywcza, świeża i po prostu świetna. Ale scratche w innych gatunkach niż rap i nu metal brzmią przeważnie słabo, jeżeli nie jesteś z Benighted i nie robisz często, różnych eksperymentów, bądź pewny, że polegniesz na takich próbach.

„Są jeszcze chórki, śpiewane przez cały zespół i orkiestra!”– rozpaczliwie krzyczał aniołek spychany z mojego ramienia.

To nie tak, że ta płyta jest nie do słuchania. Przypuszczam, że mój odbiór Atlasu jest podobny do odbioru płyty „Load” przez fanów Metallicy w tamtych czasach. Kapela, która, bądź co bądź ukształtowała twój gust muzyczny, wydawała wyłącznie świetne i dobre albumy, nagle robi coś takiego, ponieważ nie chcą nagrywać kropkę w kropkę tego samego. No cóż, wolałbym powtórzony Killing with a smile, niż Atlas. Nie widzę też powodu, dla którego miałbym szukać na siłę mocnych punktów. Oprócz kawałka „Dark days”, nie ma drugiego, którego pewnie będę słuchał po napisaniu tego artykułu.

Pozostaje mi jedynie życzyć szybkiego powrotu do zdrowia, bo jeżeli kolejny krążek od Parkway Drive będzie tak samo nudny, słaby, kompozycyjnie, nie spójny, momentami na siłę przekombinowany i po prostu słaby, to obrażę się na nich ostatecznie.

5/10 Kaspa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s