THE CULT – Choice Of Weapon

1. Honey From A Knife
2. Elemental Light
3. The Wolf
4. Life>Death
5. For The Animals
6. Amnesia
7. Wilderness Now
8. Lucifer
9. A Pale Horse
10. This Night In The City Forever

W ramach walki z zaległościami dzisiaj na tapetę trafia krążek, który stanowi pozycję obowiązkową dla wszystkich fanów szeroko pojętego hard rocka. Grupy The Cult specjalnie przedstawiać chyba nie trzeba, ale jeśli ktoś do tej pory nie zetknął się z tą nazwą to sugeruję nadrobić zaległości. A jest, do czego wracać, bo The Cult funkcjonuje już od prawie 30 lat i zdążył wydać dziewięć albumów. Opisywany „Choice Of Weapon” zaliczył premierę w maju tego roku i jest następcą nagranego pięć lat wcześniej „Born Into This”.

Na tegoroczne wydawnictwo The Cult składa się dziesięć numerów w wersji podstawowej i cztery dodatkowe, które są dostępne w wersji deluxe. Lepiej zaopatrzyć się w edycję rozszerzoną, bo wśród bonusowych kawałków znajduje się, co najmniej jedna perełka. Ale po kolei. Kto zna The Cult, wie, że ten zespół nie rozczarowuje swoich fanów. Zdarzają się średnie albumy (jak chociażby „Born Into This”), ale pewnego solidnego poziomu grupa nie schodzi. Na szczęście tym razem Anglicy mogą pochwalić się tendencją zwyżkową i trzeba powiedzieć, że stworzyli dzieło imponujące pod każdym względem.

Od strony brzmienia wszystko klei się idealnie. Motorem napędowym są tu gitary i te wysuwają się na pierwszy plan z przyjemnym brzmieniem, które spodoba się wszystkim fanom tradycyjnego grania. Słychać, że panowie zaprzęgli do pracy lampowe wzmacniacze i ukręcili na nich ciepły, pełny, miejscami lekko przesterowany sound. Bez zarzutu jest także wokal Iana Astbury’ego . Frontman grupy mimo upływu lat świetnie radzi sobie z wymagającymi i zróżnicowanymi partiami. I tu trzeba przejść do części kompozycyjnej.

Tradycyjnie już The Cult prezentuje na płycie całą gamę nastrojów. Zaczyna się od rozpędzonego „Honey from a Knife”. Muzycy podkładają tam solidnie do pieca, w efekcie wychodzi numer niesamowicie przebojowy, z porywającym groovem. Popis swoich możliwości daje Astbury, który w refrenie zdziera gardło, a całość ładnie kontruje krótka, ostra solówka. Po ostrym początku przychodzi czas na złagodzenie klimatu. Kolejne numery nie wchodzą już na taki poziom ekspresji, ale też trzymają poziom. Z tej grupy najlepiej prezentuje się według mnie balladowy „Life>Death”. Pełnię swoich możliwości prezentuje w nim Astbury, wyśpiewując kolejne wersy z prawdziwym przejęciem i pasją. Żeby jednak nie rozpłynąć się w lekkich brzmieniach, już w następnych numerach grupa prezentuje swoje bardziej drapieżne oblicze. Warto na dłużej zatrzymać się przy przyjemnie pulsującym „Amnesia”, ale to i tak tylko przedsmak do tego, co czeka kawałek dalej. Prawdziwym kąskiem jest „Lucifer”. Już sam początek z pulsującą elektroniką wprowadza napięcie. Potem do głosu dochodzą gitary i kolejna wolta stylistyczna wokalisty, który tym razem śpiewa ostro i zadziornie. Tego numeru trzeba posłuchać samemu żeby zrozumieć jego klimat. W tym momencie zbliżamy się już powoli do końca podstawowej wersji „Choice Of Weapon”, a tam czeka jeszcze „This Night In The City Forever” – to taki klasyczny rockowy kawałek, ni to ostry, ni balladowy, ale na swój sposób przyciąga uwagę. Z numerów bonusowych najsłabiej wypada „Embers” i rzeczywiście należy traktować go jako dodatek, natomiast „Every Man And Woman Is A Star” oraz „Until The Light Takes Us” z powodzeniem mogłyby wejść do podstawowej wersji albumu. Szczególnie ten drugi wyróżnia się świetną solówką. Zresztą, co chwilę chwalę Astbury’ego, ale na słowa uznania zasługuje także Duffy, który na całym krążku odwala kawał dobrej roboty. Na deser zostaje jeszcze prawdziwa perełka. „Siberia” zachwyciła mnie od pierwszego przesłuchania. Numer wyróżnia się w porównaniu do innych pewną lekkością i przestrzenią, i (dobra wiem, że powtarzam to do znudzenia) wokalista znów pokazuje charakter wyciągając ładne górki.

Podsumowując- płyta must have dla miłośników rocka, a i pozostali powinni się zapoznać jeśli nie chcą mieć wrażenia, że cos istotnego ich ominęło. Na „The Choice Of Weapon” The Cult pokazuje, że grając tradycyjną muzę można stworzyć coś znakomitego, czego słucha się z przyjemnością i bez wrażenia powtórki z rozrywki. Jak dla mnie jeden z mocnych kandydatów do płyty roku. 9/10 Dirk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s