DEATH DENIED – Appetite For Booze

1. This Is How We Roll

2. Sssnakes

3. Murky Waters

4. Blind

5. City Of Dust

Szybki rzut oka na okładkę i pojawia się myśl – przecież ja to już gdzieś widziałem.  Racja. Skojarzenia z Guns’n’Roses są jak najbardziej wskazane. Zresztą ciężko nawet nazwać nawiązania do debiutu amerykańskiej grupy subtelnymi. Tymczasem, chociaż strona graficzna wyraźnie sugeruje, że należy się spodziewać się burzy loków, cylindra i Gybsona to Death Denied nie zamierza nikogo plagiatować i na „Appetite for Booze” prezentuje siarczysty stonerowy materiał. No, a Gybson i tak jest!

Zaczyna się zachęcająco. W otwierającym krążek „This Is How We Roll” dostajemy ostro przycinający riff, fajny motyw z użyciem kaczki i chwytliwy refren. Generalnie całość buja jak należy i trzeba powiedzieć, że panowie zaczynają od solidnego kopa. Trochę słabiej jest na kolejnym „Sssnakes”, niby dalej ten sam klimat, ale brakuje czegoś, co przykułoby uwagę na dłużej. Jak dla mnie jest zbyt monotonnie i bez wyrazu. Na szczęście lepiej wypada następny na liście „Murky Waters”. Czuć tam dużo autentycznego luzu i charakterystycznego południowego klimatu. To takie utrzymane w umiarkowanym tempie, leniwe granie z kuflem zimnego piwa w tle. Śmiało można chyba potraktować ten numer, jako zespołową manifestację poglądów. Na dłuższy relaks przyjdzie jednak czas później, bo za sprawą „Blind” zespół ponownie dorzuca do pieca. Kawałek napędza świetny riff, któremu tło wybija podwójna stopa, ale nie ma tu żadnej rzeźni, bo całość równoważy melodyjny, spokojny refren. Tu mam trochę wątpliwości czy nie należało raczej iść dalej w stronę bezkompromisowej jazdy na maxa (słychać, że całkiem dobrze to grupie wychodzi), ale to już kwestia gustu. Na koniec zostaje jeszcze „City of Dust”. Jest bez niespodzianek, ale na poziomie. Ciekawie urozmaicenie stanowi „harmonijkowa” zagrywka, a do tego znowu na plus wypada zadziorny refren. Kawałek rozbudza apetyt na więcej akurat w momencie, kiedy dochodzimy do finału. Generalnie w kontekście tego kawałka, ale i całego albumu należy pochwalić gitarzystów. Prochu na „Apetitte For Booze” nie wymyślili, ale wycinają naprawdę zgrabne riffy. Potrafią w odpowiednim momencie solidnie przyłożyć, ale równie dobrze czują się też w bardziej stonerowych, luźnych zagrywkach, gdzie trzeba popisać się raczej feelingiem niż sprawnością palców.

Trzeba powiedzieć, że Death Denied na swojej drugiej już EPce odwalają kawał dobrej roboty. Nie ma tu zbyt wielu zaskakujących dźwięków i powiedzmy sobie szczerze, droga do rodzimej metalowej/rockowej ekstraklasy jeszcze długa. Słychać jednak, że panowie lubią to, co robią i dobrze czują te klimaty. Może z tym materiałem świata (a na początek Polski) nie zawojują, ale mam wrażenie, ze im to nie przeszkadza.  Czuć, że mają dużo satysfakcji z grania, a o to przecież chodzi. / Dirk

OCENA

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s