VISION OF DISORDER – The Cursed Remain Cursed

1. Loveless
2. Set To Fail
3. Blood Red Sun
4. Hard Times
5. Annihilator
6. Skullz Out (Rot in Pieces)
7. The Enemy
8. The Seventh Circle
9. New Order of Ages
10. Be Up On It
11. Heart And Soul

Alicja W Krainie Koszmarów

Jako, że to jest moja pierwsza recenzja, mam problem ze wstępem, ale założę się, że tak ma każdy, więc spróbuję przez to jakoś przebrnąć. Może zacznę tak: od genialnej poprzedniej płyty panów z Vision of Disorder zatytułowanej „From Bliss To Devastation”, na której trochę odbili od charakterystycznego dla nich progresywnego HC na rzecz bardziej lejących się wokali i grunge’owej psychodelii minęło 11 lat i chyba już każdy stracił nadzieję, że kiedykolwiek się zejdą, by nagrać nowy materiał, aż tu nagle, bodajże na początku tego roku pojawiła się informacja, że wracają do studia, żeby nagrać swój nowy, piąty krążek. Wszyscy czekali w napięciu, ponieważ nie wiedzieli, czego dokładnie mają się spodziewać, aż do momentu wycieknięcia dwóch utworów, czyli „The Enemy” i „Loveless”, z czego ten drugi jest otwieraczem płyty. Okazało się, że ekipa VoD ma się chyba lepiej niż kiedykolwiek i właśnie nagrywają swoje najcięższe wydawnictwo. Na początku trochę się zawiodłem, bo właśnie liczyłem na utrzymanie klimatu poprzedniej płyty, czyli zachrypniętego, „lejącego” się wokalu z umiarkowaną ilością darcia mordy. Dobra, nabyłem płytę, odpaliłem, przesłuchałem, moją pierwszą myślą było „spoko płyta, miło się słucha”, potem odświeżyłem sobie ich całą dyskografię (oprócz „From Bliss”, bo tę znam na pamięć), żeby przypomnieć sobie, skąd to wszystko się wzięło, by na koniec jeszcze raz przesłuchać „The Cursed Remain Cursed”. I stało się. Zakochałem się.

Wyobraźmy sobie, że panowie z Alice in Chains wszyscy na raz – już niestety oprócz Layne’a – biorą kwasa i stwierdzają, że będą grali progresywny hardcore. To jest właśnie ta płyta. Podróż przez wszystkie jedenaście kawałków na krążku to naprawdę niezłe przeżycie, ponieważ cały czas coś się dzieje. Rzadko w takich kapelach zdarzają się breakdowny, szczególnie z czystym wokalem (i szczególnie jako refreny), które po chwili przechodzą do ciężkich, połamanych riffów. A najlepsze jest to, że wszystko się trzyma kupy, wszystko ma sens i słychać, że jest bardzo dobrze przemyślane. Zainteresowanym szukającym typowo ciężkich utworów, które mają działać jak typowa piącha w ryj, znajdą takie kawałki jak „Annihilator”, czy singlowy „Set To Fail”, a jeśli chodzi o bardziej melodyjne utwory mogę polecić wcześniej wspomniany „The Enemy” i „Be Up On It”. Oczywiście wszystkie kawałki są stricte hardcore’owe, ale ten duszny klimat, który charakteryzuje Vision of Disorder jest nie do opisania, po prostu trzeba to usłyszeć. Swego czasu był to mój ulubiony zespół na upalne dni i sądzę, że pomimo nadchodzącej zimy, ta duchota będzie mnie rozgrzewać od środka. Każdy ma podobno swój gust, ale ja z ręką na sercu daję pełne 10/10. Polecam, bo do tej płyty naprawdę chce się wracać. /Dread

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s