DECADES OF DESPAIR – Alive

Decades of Despair - Alive1 Introduction
2 Son Of The Red Sand
3 Alive
4 Defeated Kingdom
5 The Essence Of Life
6 Instrumental
7 The Ritual
8 Wrath Of The Fallen Gods
9 Tremors
10 An Eternal Eclipse
11 I
12 A Glittering Obscurity

Dziwnie brzmi słowo debiut w przypadku tegorocznej płyty Decades Of Despair.  Przecież załoga ta funkcjonuje od 2007,ale dopiero krótko przed końcem świata zachciało im się spłodzić pełny, dojrzały materiał długogrający o jakże budującym tytule Alive . Pewnie nie po drodze im było z wytwórnią, że kazali tyle na siebie czekać. W końcu niełatwo wydać materiał o którym usłyszy cały świat. Jednak prędzej czy później można jak widać na załączonym obrazku.

Kiedyś mówiono na nich francuska The Black Dahlia Murder  i w sumie nie dziwota gdyż w ich twórczości słychać ewidentnie  wpływy kolegów za oceanu. Pierwsze epki na kilometr śmierdziały twórczością dahli. Jednak z czasem DoD nie dali sobie pluć w twarz i pokazali światu, że potrafią stworzyć swój własny styl i zamknąć dzioby żartownisiom. Już na epce z 2009 roku –Throes of the Wretched kapela pokazała swoje nowe oblicze. Oczywiście nie odcinając się od melodyjnej stylistyki stricte core przemyciła do swojej muzyki pierwiastek black metalu. Od razu znaleźli się tacy, którzy kręcili nosem na norweskie zapędy tej sympatycznej kapeli, ale wiadomo, że nie każdemu można dogodzić. Mnie osobiście też średnio podpasowały te zabiegi, no ale trzeba było uszanować i czekać cierpliwie na pełny materiał.

W grudniu tego roku w końcu ukazał się pełny album. Już po pierwszym kawałku było słychać, że kapela pozostała przy stylistyce obranej na epce z 2009 roku. Jest szybko, brutalnie, a zarazem ultramelodyjnie. Połowa płyty typowo leśny black metal, druga połowa soczysty deathcore a la The Black Dahlia Murder. Nie mówię tu oczywiście o poszczególnych numerach w tych stylistykach, ale o wymieszaniu obu biegunów w obrębie poszczególnych kawałków.  Powstał przez to ciekawy misz -masz . Niby nic odkrywczego bo w dzisiejszych czasach masa kapel tak gra, ale przyjemnie się tego słucha.

Warsztat muzyków jest ponad przeciętny. Wiosła mają swoje unikalne brzmienie , perkusja gra szybkie galopady na dwie centrale no i ten wokal. Właśnie wokal! Tu już mamy od wyboru do koloru. I głęboki, niski growl i typowo black metalowe skrzeki i inne wysokie dźwięki. Niespodzianką są jednak pojawiające się sporadycznie falsety (mój faworyt- numer tytułowy!!)  oraz czyste (nie pedalskie) wokalizy, które potrafią budować napięcie i wprowadzić słuchacza w fajny klimat.

Wszystko pięknie ładnie, ale w końcu do czegoś trzeba się dojebać. Część  riffów potrafi znużyć.  Na szczęście takich momentów jest mało, ale mi jako recenzentowi wypada wszystko wychwycić. Materiał wprawdzie nie jest przewidywalny, bo sporo się dzieje, ale jednak część partii można by spokojnie darować bo psują całokształt wybranych numerów. Nigdy nie byłem zwolennikiem zapychaczy. Mimo to większość numerów to nie lada gratka dla fanów muzycznej ekstremy. Dla maniaków czarnej dahli pozycja obowiązkowa. Miłośnicy Varga i innych leśnych dźwięków z północy pewnie będą narzekać na zbyt duże naleciałości melodii i muzyki core. Pozostali mogą śmiało posłuchać Alive bo to kawał zajebistego grania do którego ja będę wracał na pewno. Piękny mikołajkowy prezent zaserwowali nam na zbliżający się wielkimi krokami armageddon. /Oli

8

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s