XV-Lecie GORTAL – Warszawa@Progresja 15.12.2012

Conquest Icon:  

  1. Intro
  2. Icon of Conquest
  3. I Annihilate
  4. Flesh Harvest
  5. Multiverse Decay
  6. Remnants
  7. The End of Times

Pandemonium:

  1. Black Forest
  2. God Delusion
  3. Intro
  4. Frost
  5. Hellspawn
  6. Intro
  7. Stones Are Eternal
  8. Dingir Xul
  9. Intro
  10. Gat Etemit
  11. Memories

Gortal:

  1. Obscene Nazarene
  2. Black-Purest-Desacration
  3. Perversity Rites
  4. Blasphemy
  5. Christwhores
  6. Doombringer
  7. Dreaming of Being Dead
  8. Cult of the Cloth
  9. Supernal Refuse
  10. I Am God (Vital Remains Cover)
  11. Crimens Sollicitationis

Do Progresji jadę dziś trochę, jak Niemcy na Stalingrad. Strasznie zimno, a w perspektywie rzeź. Polskie podziemie wytacza najcięższe działa. Conquest Icon, Embrional, Pandemonium, piętnastolatek Gortal – wszystkie te grupy popisały się w tym roku! Jadę na coś pomiędzy soniczną bombą termobaryczną, a imprezą u znajomych.

Po drobnym zamieszaniu z akredytacjami wpierdoliłem się w kolczastą ścianę Conquest Icon.

Progresja zaczęła się zapełniać dopiero podczas ich setu, gdy głośniki ryknęły pralkowatym, ale dość selektywnym jak na warunki małej sceny Brutal Death Metalem. Mimo powstającego dopiero moshpitu kilku niezdecydowanych chłopaków, panowie dali ognia jakby grali pod koniec. Przedostatni numer wykonali z odchodzącym wokalistą i zeszli, zostawiając po sobie zwęgloną scenę, tysiące włosów na podłodze i miliony rozpierdolonych neuronów słuchaczy. Jeszcze o nich usłyszycie!

Następny wpełzł Embrional, tu brzmienie z początku wydało mi się po prostu ścianowate, ale skill techniczny nadrabiał niedoskonałości dźwiękowe małej sceny. Rozpętało się piekło w bardziej tradycyjnym, choć nie mniej brutalnym stylu. Moshpit dorobił się pierwszej ofiary podczas ich setu. Metalowcy – dobrzy ludzie, ponieśli biedaka z daleka od sceny. Wokalista ustawicznie skarżył się na bierność publiki. Muza Embrional zlewała się tego wieczoru w jeden wielki techniczny blast. Na koniec zaszczycił nas wokalista Stillborn (!) wykonując cover „Buried by Time and Dust” – przypomniałem sobie powód zakończenia bliższej przygody z Blackiem. Oprócz gościa weszło na scenę kilku jego kolegów, co zaowocowało pandemonium na scenie.

Ale prawdziwe Pandemonium miało dopiero nadejść…

W zasadzie zapowiedziałem ich zbyt szumnie… Ruszyła maszyna po szynach ospale; z początku z ministrancką grzecznością podziękowali gościom i gospodarzom, następnie po ambientowo-elektronicznym wstępie ruszyli z kopyta ze swoim klimatycznym Black/Death Metalem. Powoli budowali monumentalną atmosferę swojego występu, a chłopcy w moshu skakali niczym martwe, rażone prądem szczupaki w kałuży krwi.

Nowy perkusista Pandemonium świetnie poradził sobie z materiałem. Im bliżej końca koncertu, tym bardziej przybywało spontanicznych reakcji ich oddanych fanów. O ile zaczęli jakby nieśmiało, o tyle kończyli w glorii i chwale należnej zapomnianemu fundamentowi polskiego podziemia.

Nieuniknienie zbliża się Gortal, czuję w kościach że ochlapie mnie krew. Cudza.

I nie byłoby w Gortalowym rozpierdolu nic nadzwyczajnego gdyby nie ten specyficzny, koleżeński klimat brutalnej urodzinowej imprezy z wiśniówką obiegającą nawet pierwszy rząd przy barierkach. W połowie setu na scenę weszły dwie urocze panie i nawpół teatralnie kazały przerwać koncert, po czym na scenę wniesiono tort-mięsnego-jeża (sic!). Odśpiewaliśmy piętnastoletniemu Gortalowi „Sto Lat!” (w USA „Happy B-day” jest zastrzeżone patentem i nie można śpiewać go grupowo bez zezwolenia).

Sieka trwała dalej po krótkiej przerwie a wszystko chodziło płynnie jak w naoliwionej brazylijskiej prostytutce. Godnym odnotowania był featuring wokalisty Centurion -Ceasara, z którym wykonali cover Vital Remains „I Am God”

Zebraliśmy się tam, żeby pogratulować im piętnastolecia działalności, wyrazić uznanie dla wydanego niedawno „Deamonolith” i dobrze się bawić. Udało się w zasadzie wszystko, bez zgrzytów. Równy poziom zespołów zrównujących nas z ziemią był na tyle intensywny, że w połowie setu Gortal byłem już pozbawiony sił. Cała impreza wymęczyła mnie i ucieszyła jak dzika kochanka. Hm… no właśnie, przybyło też wiele naprawdę pięknych kobiet, eye-candies po prostu!

Warto chodzić na metalowe koncerty, warto wspierać podziemną scenę – jej klimat potrafi pochłonąć bez reszty! /66szukaj

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s