Podsumowanie roku 2012 by STANLEY

Stanley Dla mnie ten rok to przełom niesamowity z bardzo prozaicznego powodu. Powołałem do życia The Eye Of Every Strom! Strona pierwotnie nawet nie była przeznaczona do recenzji, relacji o wywiadach nie wspominając a urosła nagle, zasilona o nowe pełne pomysłów persony, będące w stanie poświęcić maksimum swojego wolnego czasu na jej urozmaicanie.

 W powstawaniu TEOES towarzyszyła mi też (i wciąż towarzyszy), moja ukochana, bardzo cierpliwa Alex, której na początku w dużej mierze strona była poświęcona!

 To niesamowite w jakim kierunku wyewoluowała i z jakim uznaniem spotkała. Udało nam się stać bardzo płodną maszyną kochającą ciężką i ambitną muzykę! Mamy na koncie wywiady z takimi artystami jak Tides From NebulaFrontsidePandemoniumOceanDead Infection czy Hate. Promujemy grupy młode i ambitne w swych poszukiwaniach jak From AfarPink RosesUnanswered czy Soundfear, staramy się dostrzegać co ciekawsze kapele i trzymać rękę na pulsie w obozach starych wyjadaczy. I nie ma dla nas znaczenia czy grupa gra black, grind, metalcore, death, rapcore czy djent – jeśli jest dobra po prostu to słyszymy i o tym mówimy! Zanim przejdę do rzeczy chciałbym Wam podziękować za śledzenie naszej strony tu, na Facebooku i mam nadzieję, od przyszłego roku na Twitterze! Mamy masę pomysłów i koncepcji do zrealizowania więc bądźcie przygotowani na wszystko!

 Zanim przejdę do podsumowania płytowego parę słów o koncertach, które dane mi było zobaczyć w tym roku!

 10.Archive (Gdańsk, Parlament) – Niesamowicie potrafią stopniować napięcie! Grali ponad dwie godziny! I to bez żadnych supportów! Wielki zespół!

9.Anathema (Gdynia, Ucho) – Magia! Magia! Magia! Braciszkowie w świetnej formie!

8.Fear Factory (Poznań, Eskulap) – wiązanka hitów, której absolutnie się nie spodziewałem!

7.Machine Head/Ministry (Woodstock) – moc, energia, hity, trans, pierdolnięcie!

6.66Slayer (Ursynalia) – SLAER KURWA!

5.Devin Townsend (Poznań, Eskulap) – energia, szał, show, durne filmiki i piosenka o zwierzątkach!

4.Mastodon (Ursynalia) – niech zdjęcie, które powstało po koncercie przemówi za siebie!

3.Jelonek (Ursynalia) – „Robimy ściankę! Ścianka!” No i wężyk. Najlepszy koncertowy wariat jakiego widziałem!

2.Katatonia (Warszawa, Progresja) – niesamowicie żywiołowy koncert, rozgrzewający od środka, porażali energią! Jonas w świetnej formie! Bardzo emocjonujący gig! A pisano, że smęcić tylko umieją!

1.Gojira (Ursynalia) – Jeszcze nie promowali nowego krążka, zagrali masę swojej klasyki i zabili totalnie!

 Nie mogę też nie wspomnieć o całkiem niezłych gigsach Limp BizkitIn Flames (zabrakło mi „Come Clarity” bardzo 😦 ), Tides From NebulaGod Is An Astronaut, całkiem nieźle napompowanego Nightwish i pajacujących The Darkness! Ten rok koncertowo był bardzo udany!

Zanim przejdę do podsumowania najlepszych albumów tego roku chciałbym wyróżnić dwie lektury, o których pisałem swego czasu dość obszernie. A więc jak zapewne się domyślacie chciałbym tutaj wskazać na Konkwistadorów Diabła Spowiedź Heretyka. Obie w bardzo ciekawy sposób się uzupełniają i potwierdzają, że Adam Nergal Darski jest człowiekiem! Tak, tak kto widział zdjęcia Adama w „Spowiedzi” ten wie, że nie ma on rogów i ogona a jego spostrzeżenia na temat świata są uzasadnione analizami setek książek nie hołdujących satanizmowi. Wiele już o obu tych publikacjach napisano, więc nie będę się powtarzać! Kto chcę niech zbada moje recenzje. Obie książki są fantastyczne i zdobiące moją półkę! A już 12 stycznia jadę na pospisywanie „Spowiedzi” do Gdańska!

Spowiedź Heretyka

Recenzja Spowiedzihttps://theeyeofeverystorm.wordpress.com/2012/10/22/diabel-nie-placze-kiedy-dowiaduje-sie-ze-ma-bialaczke-czyli-o-spowiedzi-heretyka-slow-kilka/

Konkwistadorzy Diabła

Recenzja Konkwistadorówhttps://theeyeofeverystorm.wordpress.com/2012/07/05/nie-brnij-w-to-czyli-o-konkwistadorach-diabla-slow-kilka/

 Dobrych i bardzo dobrych wydawnictw płytowych w tym roku nie zabrakło. Powrócili Fear Factory, Devin Townsend, Tiamat, Moonspell, Soulfly, Killing Joke, The Mars Volta, Neurosis, Sigur Rós, Serj Tankian, P. O. D., Muse, Archive, Marduk, Testament, Lamb Of God, Kreator, Dead Can Dance, Overkill, Soundgarden, Linkin Park ale i tak mam poczucie pewnego niedosytu.

Scylla

 Zacznę od Debiutu Roku. Nieliche wrażenie zrobił na mnie band SCYLLA z naszego rodzimego podwórka i to właśnie tę grupę chciałbym wyróżnić za album „Pestilence, War, Famine And Death”. Bardzo dobrze wykombinowany materiał, który z powodów zdrowotnych i kłopotów z laptopem jeszcze nie doczekał się recenzji na TEOES. Death spotyka się tu z djentem i elektroniką. Fani Meshuggah, Fear Factory czy nawet Strapping Young Lad powinni być happy! Ja jestem!

 Poza tym w Polszy działo się całkiem ciekawie i chciałbym tutaj wyróżnić następujące grupy:

Luxtorpeda

4.LUXTORPEDA – Robaki za Slayera w riffach i przebojowość w refrenach, Litza, Hans i spółka udowodnili, że mocniej nie znaczy kosztem melodii. Swego czasu bardzo mnie uzależniły takie numery jak „Mowa Trawa” „Pies Darwina” czy „Tajne Znaki”. Paradoksalnie jednak największe wrażenie zrobił na mnie numer, który nie do końca jest ich. W bardzo mroczne dźwięki ubrali panowie Hansowe „Gdzie Ty Jesteś” , które jest dla mnie jedną z najlepszych kompozycji w tym roku! Bardzo dobry album!

Acid Drinkers

3.ACID DRINKERS – La Part Du Diable za koniec potańcówki! Co prawda nie tak genialny krążek jak „Verses of Steel” ale podobnej klasy, całe szczęście, że zgubili gdzieś tą rozlazłość „Acidofili” i „Rock Is Not Enoguh”. Co prawda sukcesu komercyjnego jak w przypadku „Fishdick Zwei” albumowi nie wróżę ale takie wałki jak „Old Sparky” „Andrew Strategy” czy będący swoistym novum w poszukiwaniu Kwasożłopów „Zombie Nation” umacniają mnie w przekonaniu, że to bardzo solidny i przemyślany krążek.

Masachist

2.MASACHIST – Scorned za to, że obudzili się w odpowiednim momencie i obronili tron technicznego deathu nad Wisłą, podczas roszad personalnych w Decapitated. Huh, co za pierdolnięcie! Od „Drilling The Nerves” do „Inner Void” jesteśmy chłostani deathem z najwyższej półki a jak ktoś ma wątpliwości to niech posłucha choćby „Manifesto (100% D. M. K. M.). Gwarancja chłosty jak w tytule – 100% Kurwa Mać!

hunter_krolestwo[1]

1.HUNTER – Królestwo za to, że po tak złożonym albumie jakim był „HellWood” potrafili upichcić album prostszy formalnie, a jednocześnie żywiołowy („Rzeźnia Nr.6” „Dwie siekiery”) wielobarwny („Samael” czy choćby „Trumian Show”) i momentami bardzo poruszający („PSI”, „Inni”). Plus ciekawy podział na Wojnę i Pokój, czyli tak jak ostatnio panowie przebogato czerpią z dobrodziejstw literatury. A gadanie, że to zespół dla emocjonalnie niedojrzałych gimnazjalistów można między bajki włożyć. Tak więc czekam na część drugą panowie!

 No, a teraz pora na zestaw dziesięciu, krążków które poruszyły mnie w ten czy inny sposób. Z bardzo konkretnymi uzasadnieniami mam nadzieję!

honorfoundindecay[1]

10.NEUROSIS – Honor Found In Decay Miałem niemały problem z przyznaniem ostatniego miejsca i przez jakiś czas parę pozycji się tu wymieniało ale ostatecznie padło na Neurosis i ich nowy długo oczekiwany krążek. Nie zmienili się za bardzo od czasu „Given To The Rising” choć może jest nieco bardziej etnicznie. W każdym razie numery takie jak „At The Well” czy „We All Rage In Gold” nikogo nie pozostawią obojętnym. Zespół wciąż nie do podrobienia, którego piętno zawsze będzie towarzyszyć Cult Of Luna, Amenra czy Rosetta.

NAPALM-DEATH-UTILITIARNA[1]

9.NAPALM DEATH – Utilitarian Jeśli wkurwiają Was metalcore’owe wynalazki, nowy krążek Anaal Nathrakh znacie już na pamięć, death i black metal wydają Wam się skostniałe lub zbyt melodyjne sięgnijcie po ten krążek. Skondensowana dawka brutalności, polotu, i upolitycznionego przekazu czyli to czym powinien być gryzący po uszach grindcore. Przykłady geniuszu? Rozbrajający refrenem „The Wolf I Feed”, potężny „Fall Of Their Swords” do spółki z „Blank Look About Face” czy schizowe „Everyday Pox” z przegiętym saksofonem. W czasie kiedy Dismember się rozeszli, Nasum nie istnieje a Morbid Angel nagrywa co nagrywa ND atakuje z siłą o której kapele powstałe w ostatnim dziesięcioleciu mogą tylko pomarzyć.

Katatonia

8.KATATONIA – Dead End Kings Nie jest to może dzieło tak przełomowe jak „Viva Emptiness” ani genialne jak poprzednik „Night Is The New Day” ale wciąż potrafi porwać swoistym transem („Hypnoe”„Undo You”) zauroczyć i chwycić za serce („The One You Are Lookong For Is Not Here”) czy zaskoczyć nowymi elementami (zakręcone na maksa „Dead Letters”). Katatonia nie musi już wyznaczać nowych ścieżek w krainie smutnego grania. Dla mnie grupa jest jak nomen omen król, który może już nie wojuje jak za dawnych lat, ale z tronu wciąż zepchnąć się nie da.

Anathema

7.ANATHEMA – Weather Systems Przepiękny album! Urzekający melodiami i „pogodowym” klimatem. Zresztą widać to po tytułach tak genialnych numerów jak „Strom Before The Calm” czy „Gathering Of The Clouds”. Zespół jest w świetnej formie kompozycyjnej jak i koncertowej co potwierdził gig w Gdyńskim Uchu, który wstrząsnął mną jak należy. Świetny krążek grupy, która swobodnie porusza się w świecie rocka progresywnego nie tracąc przy tym autentyczności charakterystycznej dla ich metalowego okresu.

Anaal Nathrakh

6.ANAAL NATHRAKH – Vanitas Miał być koniec świata, więc zespoły prześcigały się by dojebać jak najbardziej apokaliptyczny soundtrack. AN nawet nie musieli się spinać bo każdy ich krążek jest jak powiew z głębi piekła! Od wkurwionego „Forging Towards The Sunset” przez wkurwione „You Can’t Save Me So Stop Fucking Trying” po wkurwione „Of Fire And Fucking Pigs”. A wisienką na tym zgnilcu jest ultra melodyjny skurwiel zwany „A Metaphor For The Dead”. Nie dla słabeuszy i emo ciot! Drżyjcie! \m/

Converge

 5.CONVERGE – All We Love We Leave Behind Następca „Axe To Fall” jest ostry jak brzytwa, ale podszyty większym smutkiem niż jego poprzednik. Złotym punktem (zawsze takie mają) jest tu niesamowite „Coral Blue” a dramatyzmu dodaje utwór tytułowy. Jebniecie gwarantują „Aimless Arrow” czy „Predatory Glow” zaś kunszt muzyków słychać w „Sadness Comes Home” czy „Shame In The Way”. Wciąż niepokonani! A przecież od wydania „Jane Doe” już ponad dziesięć lat minęło!

Meshuggah

4.MESHUGGAH – Koloss Długo czekałem na ten krążek i znam go niemal na pamięć. Chyba nawet bardziej nośny od „obZen”, choć w tym przepadku to bardzo specyficzna nośność. Bo lekko funkowe zagrywki w „Do Not Look Down”, rój pszczół w gitarach „Swarm” czy kanciaste „Marrow” sąsiadują tu z ciężarówą pod postacią „Behind The Sun” oraz zapierdalającymi „The Demon’s Name Is Surveillance” „The Hurt That Find You First”. Nie ma grama przesady w nazwie tego krążka. Oczywisty kolos jest oczywisty!

Gojira

3.GOJIRA – L’enfant Sauvage Bardzo inteligentna muzyka ekstremalna. Pełna jazzowych wręcz zagrywek, ukrytej pod warstwami ciężaru pięknymi melodiami, które tu bardzo wyraźnie widać w „Born in Winter”. Wszystko zagrane z polotem i błyskotliwością czy to bardzo deathowe „Planned Obsolescence” lekko „cynicowe” „Liqiud Fire”, bardzo przebojowy numer tytułowy a do tego doprawiają materiał takimi perłami jak „Explosia” czy „Pian Is A Master”. Dzieło, które moim zdaniem, udowadnia, że królowie Francji są tylko jedni!

Baroness

2.BARONESS – Yellow & Green Dla mnie ten album to pomnik współczesnego progresywnego grania. Dawniej czerpali z Mastodona, teraz młode kapele powinny czerpać od nich, zwłaszcza, że wydostali się spod wpływu bestii. Krążki cholernie dojrzałe, trudne i świadomie odciążone. Nad utworami takimi jak „Cocainum”, „Twinkler”, „Stretchmaker”, „MTNS. (The Crown & Anchor)” unosi się delikatna psychodeliczna mgiełka, pojawiają się nawet odniesienia do country w „Board Up The House” ale nie brakuje też emocjonalnego uderzenia jak w „Eula”, „March To The Sea” czy „Green Theme”. A do tego warstwa słowna, pełna wspomnień, przemijania i ulotności ludzkiego istnienia. Niesamowite i skończone dzieło.

Deftones

1.DEFTONES – Koi No Yokan Album do odkrywania warstwa po warstwie, utwór po utworze. Nie porwie Was od razu, o nie. Wbrew tytułowi (oznaczającego miłość od pierwszego wejrzenia) tu trzeba poświęcić dużo uwagi by wychwycić to co w Deftones najlepsze. Leniwie rozkręcające się „Rosemary”, przyczajone „Poltergeist”, kosmiczne „Swerve City”, magiczne „Entombed”. Każdy utwór z innej parafii. Razem tworzą niesamowitą emocjonalną bombę, której można słuchać godzinami. Czekam na teledysk do „Tempest” z obrazami ich utwory nabierają jeszcze większej mocy, ale przecież o tym dobrze wiecie!

 Na krążki jakich artystów czekam? Cult Of Luna! Mój Boże, tyle czekałem i w końcu się doczekałem! „Vertikal” urwie mi głowę! Podobne uczucia towarzyszą mi podczas słuchania nowego singla Soilwork. „The Living Infinity” to będzie coś niesamowitego! Podwójny krążek? Ja pierdolę! Huh, i jeszcze nowe Riverside się kroi! A do tego mam smaka dla nowego The Dillinger Escape Plan. Chodzą plotki, że będzie nowy album Toola ale póki nie zobaczę jakiegoś wyraźnego sygnału, nie uwierzę. Jest jeszcze kilka zacnych pozycji, na które czekam więc szykujcie się na recenzje!

 A na końcu chcę Wam życzyć wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku! Dzięki, że jesteście z nami! /Stanley

One comment on “Podsumowanie roku 2012 by STANLEY

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s