CIRCLE WAVES – From Lust To Dust

Circle Waves 1.From Lust To Dust

2.Indian Summer

3.Serenity’s Song

Tym razem pod moją klawiaturę padła Epka zespołu, który nie emanuje przesadnie brutalnością, z wokalisty nie są wypruwane wnętrzności, a perkusista nie łamie kijów co drugą piosenkę. Mowa tu o From Lust To Dust zespołu Circle Waves. Tym razem, ocenię tylko otrzymany materiał, nie spojrzę na poprzednie osiągnięcia zespołu. Postaram się przybliżyć co nieco tego co usłyszałem i wystawić ocenę na jaką zasługuje materiał. Więc do dzieła!

Na pierwszy rzut oka, zespół rockowy z dorywczo grającymi fragmentami pozwalającymi powiedzieć że, poniekąd metalowy. Pośród grającymi solówkami przeplatana podwójna stopa zupełnie mnie zbiła z tropu, jednak podnoszę się słysząc bardzo przyjemny, niski, kobiecy wokal.

Chcąc pokazać, co zespół przygotował do recenzji, zacznę od pierwszego oraz tytułowego kawałka From Lust To Dust. Intro, gdzie partia gitary ma dużo do powiedzenia, jest jak definicja mówi wprowadzeniem do reszty. Ba! I to jakim! Po wejściu wokalistki, w pierwszej chwili miałem mieszane uczucia, nie zważając, jednak na to co mi powiedział umysł najpierw, z czasem, gdy płyta leciała polubiłem przyjemną barwę głosu tej kobiety. Wracając do FLTD, mogę powiedzieć, że jeśli zespół dalej będzie szedł w tym kierunku, to mają dosyć spore szanse żeby coś zdziałać na polskim rynku muzycznym. Mogę dodać jeszcze, że jestem pełen podziwu dla gitarzysty solowego ponieważ lubię melodyczne i technicznie zagrane solówki. Kolejny kawałek czyli Indian Summer z początku robi naprawdę fajny nastrój. Jak sama nazwa wskazuje piosenka utrzymana w zachodnim klimacie, a fragment intra, który ten klimat stworzył ciągnie się przez znaczną część piosenki. Jest szybciej i wolniej są słyszane powiększone siódme stopnie skali molowej, wokal dalej niezawodny. Jak do tej pory podoba mi się aczkolwiek czuję pewien niedosyt spowodowany ostatnio głębokim siedzeniem w muzyce przez moją mamę zwaną nieludzką. Jeszcze dodam kolejny plusik za gitarę solową, bo po prostu jest zajebista. Nie ma bawienia się w wirtuozerię, jak to mówi Adrian Smith „Najpierw melodia, potem dodajemy smakołyki”.

Idąc dalej Serenity’s Song dostaje karne prącie za dodanie reverba na tom’a w intro. Według mnie to nie pasuje i nieco zaprzepaściło szanse zespołu na bardzo wysoką notę, choć nie powinienem oceniać pracy studia a pracę zespołu. Pomijając to, dalszy ciąg utworu jest wciąż z tą samą energią co poprzednie kompozycje.

Nie jest to zbyt obszerna recenzja, ale myślę, że to co tu wypisałem zachęci Was do śledzenia dalszy poczynań kapeli. Jak już wspomniałem, pomijając fakt niedosytu i braku wypruwania flaków to naprawdę nieźle i przyjemnie się słucha.. Przed poddaniem tego ocenie dodam, że chętnie odświeżę ten zespół i posłucham siedząc w autobusie.

Żeby już oszczędzić Wam czytania głupot daję dobre 7.5 na 10. Polecam i pozdrawiam Maseł.

7,5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s