STANLEYOWE ROZMYŚLANIA – odcinek 01: Gówniany soundtrack do życia (aka Autobusy i pociągi)

Hellbus

[Wsiedlibyście?]

Nigdy ale to nigdy nie zapominajcie zabierać ze sobą słuchawek. Inaczej autobusowa i pociągowa kurwica gwarantowana. To nie jest tak, że nienawidzę ludzi, żaden ze mnie mizantrop i aspołeczny stwór skrywający się za klawiaturą. Ale po prostu mam czasem tak, że coś mnie wkurwi, zirytuje lub zaintryguje i mam ochotę o tym napisać. Nie inaczej jest tym razem, więc powtórzę raz jeszcze – nigdy nie zapominajcie słuchawek.

Siedzę sobie w autobusie, nudzi mi się tłukę w Angry Birds Star Wars. Wlecze się toto w kierunku mojej uczelni. Pełno ludu i oczywiście obok mnie musiała mi się przytrafić ona… Blond włosy, opalenizna, różowe tipsiki, kozaczki, pustka wymalowana na gębie i to co wylewało się z jej niemożliwe przepuszczających dźwięk na całe otoczenie słuchawek. Nie wiem co to było ale pewnie jakiś niedaleki krewniak Weekendu czy innych tego typu wynalazków. No i szlag mnie trafił bo wiedziałem, że jedyne co pojawiło się wewnątrz mnie to wściekłość, że nie mogę jej rozbić czaszki o oparcie siedzenia. Jakby tego było mało, zadzwonił telefon a wymiana zdań (he, he, he, ZDAŃ!) ograniczyła się do czegoś takiego:

-Taaaaaa?

-….. ….. …. ….. (nie słyszałem tego co mówiła osoba po drugiej stronie)

-Noooo

– ….. ……. …… …….

-Nie? No co ty?

-…… ……. …….

-Kurwa.

-…… …… …..

-Taaaa. Zara będę.

-……. …….. …….

-Kurwa, jasne.

-…….. …….. …….

-No nie pierdol.

-…… ……..

-No nara.

A potem istota ta wróciła do zatruwania środowiska swoim techno/disco/chujmnietoboli czymś. Mam taką małą manię, że słucham czego ludzie słuchają w autobusach/tramwajach i pociągach (o których za chwil kilka) i dochodzę do wniosku, że albo jest to totalne gówno (ej serio nie mam nic do ambitnej popowej muzyki, może nie katuję się Michaelem Jacksonem, Adele, czy Lady Gagą ale talentu im nie odmówię, ba Gorillaz czy Pendulum bardzo często u mnie gości, a „Frozen” Madonny do dziś puszczam sobie bo to cholernie kunsztowny kawałek), albo Happysad, Coma lub SOAD lub ewentualnie jakiś Slipknot (tak, poza Happysadem słucham tych grup i wcale nie rzutuje to na moim ogólnym guście). Zanim nałożę słuchawki wyłapuję co komu w duszy/sercu/głowie gra. No chyba, że widzę naszywki na kostce to mi styka – nawet jeśli jest to pozerstwo (o którym z pewnością napiszę), to wolę żeby tak właśnie było.

Ale nie, ja mam pecha. Normalnie dawno mnie nic tak nie wkurwiło jak ten kawał plastiku. Dostałem apopleksji wewnętrznej – każdego to prędzej czy później dopada, obliczcie sobie ile razy skręcaliście komuś kark w myślach – moja na co dzień spokojna natura roztopiła się pod warstwą wściekłości z powodu głupoty siedzącej obok mnie. Żywej głupoty – zwykle o takich „ludziach” (?) czytam z rozdziawioną mordą na Mistrzach czy innym Kwejku (he, he, he, o tym co leci na Vivie i MTV też za jakiś czas cosik napiszę). Wiecie, ten rodzaj tych dziuń, które byłyby w stanie wysmarować samoopalaczem swoje nowo narodzone dziecko, które powstało w wyniku wkładania sobie marchewki w cipę. Najgorsze jest to, że to nie jest trolling – nikt nie wyskakuje wrzeszcząc „Ukryta kamera!”.

midnight_meat_train_01

[Czasem mam ochotę wstać w pociągu i zrobić to co ten pan za chwilę…]

No, ochłonąłem po tym niemiłym wspomnieniu ale to jeszcze nie koniec. Jako, że studiuję mobilnie codziennie spędzam ponad pół godziny w pociągu w tę i w tamtą słuchając urywków życia osobników wokół mnie. I bywa, że jestem totalnie rozpierdolony bullshitem wyłażącym z ich narządów mowy.

„Nowa płyta Rihanny jest zajebista”

„Ale się najebaliśmy, kurwa gruba biba była, HŁE HŁE, HŁE” (ten magiczny rodzaj śmiechu tak pustego, że Nietzsche byłby z tej otchłani dumny)

„Robiłamsobieostatniotakietipsy,zobaczkurwazajebistecnie?”

Do tego smród szlugów i miny typu „Przypierdolę Ci bo Ci przypierdolę”.

Jasny chuj, czemu nasze społeczeństwo jest takie bezmyślne, zupełnie niewychowane o inteligencji mniejszej niż u rozwielitki? Ja wiem, że sam bluzgam i słucham totalnie niereformowanych grup pokroju Cannibal Corpse czy Anaal Nathrakh. Ale przyznam szczerze z ręką, na moim czarnym jak smoła sercu, że wolę słuchać abstrakcyjnych historyjek o zjadaniu mózgów i łupaniu czaszek do spółki z kopulowaniem z Szatanem, bo to ma wymiar czysto relaksujący i odmóżdżający (i nie nie podprogowy, nie doklejajcie tu wielkich ideologii i manipulacji młodymi osobnikami, kto ma rozum ten odróżni fantazję od rzeczywistości, kto nie, nie powinien się za to zabierać, proste). I nie nie chcę słuchać, że „Ona tańczy dla mnie”, że jest „Prawdziwym powietrzem”, nie życzę sobie by mi to było narzucane choćby przez dziesięć minut w jebanym autobusie i puszczane w sklepach, od czegoś takiego chce się tylko wysiąść/wylecieć/wyjść/wyskoczyć oknem. Może się komuś nie podobać to co tu czyta, że mam ból dupy, że jęczę – to takie polskie co nie? A i owszem mam ból dupy, że mi narzucacie gówniany soundtrack do życia, jak nie w radiu i w TV to przez pranie mózgów takim cipom jak ta z autobusu.

Ale zaraz zaraz, przecież jakiś czas temu wrzucałem Braci Figo Fagot na stronę z wałkiem „Zobacz dziwko co narobiłaś”. Cisnę pompę oglądając „Kiepskich”, „Kapitana Bomby” czy swego czasu „Włatców Móch”. Nie mam zamiaru specjalnie się bronić więc użyję trzech słów – szyderstwo, ironia, krytyka. W przypadku Braci i ich muzycznego i filmowego świata wszystko jest uproszczone maksymalnie z jednego prostego powodu – twórcy zauważyli, że mózgi odbiorców są mocno ubitą papką więc zaserwowali im z pełną premedytacją papkę jeszcze bardziej skondensowanej głupoty. Jednak, dla bardziej „ogarniętego” odbiorcy, ten kisiel bluzgów, stereotypów ciosanych za pomocą jednowymiarowych postaci to znacznie więcej – to przykład, że młodzież to w większości banda tępych chujów, których należałoby napierdalać z laserowej dzidy. To samo „Kiepscy” i „Móchy” – obraz dzisiejszego społeczeństwa w bardzo krzywym acz nie rozbitym zwierciadle. I jak to oglądam to śmieję się, rzecz jasna, ale bardzo często jest to „smutny śmiech”…

Kończę, bo złość zamieniła mi się w rozpacz nad kondycją lwiej części naszego gatunku. Wrócę, tu z kolejnymi rozważaniami, także czekajcie na następne butthurty!

P.S. I nigdy nie zapominajcie słuchawek!

2 comments on “STANLEYOWE ROZMYŚLANIA – odcinek 01: Gówniany soundtrack do życia (aka Autobusy i pociągi)

  1. Napisz coś o pozerstwie. Jestem ciekaw kogo uważasz za takiego człowieka i dlaczego. Miałem okazję zostać tak nazwany przez osobę o wiele mniejszej wiedzy o metalu naszym kochanym i zastanawiam się o co chodzi 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s