SCYLLA – Pestilence, War, Famine And Death

Scylla - Pestilence, War, Famine And Death1. The Anthem Of Lost
2. Hate Breeds Hate
3. Enough Of Lies
4. Meet My Dark Side
5. Reaching The End
6. The Grey
7. Miss Takes
8. Stalemate
9. Executioners
10. We Can Be Legends
11. Disillusioned MMXII

Takich pomysłowych bandów jak Scylla ze świeczką szukać. Jest to mieszanka wszystkiego co w metalu nowoczesne, a jednocześnie „Pestilence, War, Famine And Death” to pierdolnięcie, na które nie powinni marudzić fani oldschoolowych brzmień (choćby przez świetny siłowy growl).

Już od pierwszych dźwięków „ The Anthem Of Lost” jesteśmy atakowani połamaną rytmiką, agresywnym wokalem i elektronicznymi smaczkami. Ale panowie będą nas jeszcze straszyć za pomocą bardziej intrygujących elementów jak chory śmiech w „Hate Breeds Hate” (w tym numerze zacna solówka!) czy dźwięków rodem z bardzo pojebanej muzyki elektronicznej czy nawet dubstepu vide „Enough Of Lies” (niczym miks Suffocation, Meshuggah i Skrillexa).

Rajcują mnie takie połączenia a do tego odpowiednio dawkowany „tlen” w tej muzyce sprawia, że się nie męczę, wręcz przeciwnie, śledzę kompozycje grupy z napięciem i przyznam, że takie „Meet My Dark Side” z echami Fear Factory sprawiło mi nie lada ciarki. Kawałek nie dość, że ma znakomicie zaaranżowane elektroniczne smaczki to jeszcze serwuje wyśmienite solo na koniec.

„Reaching The End” to kolejna próba zaadaptowania dubstepu do metalu, tym razem jednak panowie serwują lekko doom metalowe riffy i wychodzi im to lepiej niż całe Kornowe „The Path Of Totality”.

Jest też całkiem do rzeczy kompozycja instrumentalna „The Gray”, przy której można nieco odetchnąć. Następny łamaniec „Miss Takes” to już praca gitar typowa dla djentu z odrobiną czystych wokali.

„Stalemate” kojarzy mi się z w szybkich partiach z The Haunted, kiedy zwalniają gdzieś mi się po głowie kołacze stare The Oecan. Dużo inspiracji, ale uwierzcie mi na słowo po dodaniu ich do siebie otrzymujemy Scyllę, nie inaczej. „Executioners” natomiast zapamiętacie za szczególnie udane wplatanie elektroniki i klawiszowe outro.

Najlepsze serwują na koniec! „We Can Be Legends” to młócka, której nie powstydziliby się najwięksi techniczni deathmetalowi wyjadacze, do tego świetne szatkowanie wyciszeniami i zakończenie numeru, które pozostawia tak przesolidny kisiel w majtach, że ja pierdolę. Na koniec numer, który większość z Was zna z singla a więc „Disillusioned MMXII”. Chyba najbardziej melodyjny numer na płycie, choć i tutaj na kompromisy nie idą. Jak za parę lat nie będą mieć pozycji, powiedzmy, Blindead to zacznę wysadzać stoiska z muzyką popularną tak by na półkach pozostał sam metal. Za takie wałki jak „Meet My Dark Side” i „We Can Be Legends” powinni zgarnąć jakąś nagrodę albo przynajmniej ruszyć na trasę z Meshuggah!

Fantastyczny debiut! Jestem tak zachwycony, że daję 9,5/10. I wierzę, że dycha przyjdzie z krążkiem numer dwa. Do ataku panowie!!! /Stanley

9,5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s