Enter Shikari, Cancer Bats- Proxima 19.01.2013

Obrazek

Ciężko napisać w miarę sensowną i składną relację, jeżeli ponad 24 godziny po zakończeniu gigu nadal boli cię wszystko, a na lewej nodze niespodziewanie urosło ci „drugie kolano”. Zacznę od zarzutu, żeby mieć to za sobą i pisać o przyjemnych sprawach. Taki gig w Proximie to nieporozumienie logistyczne i coś co nie powinno się przytrafić po raz drugi. Zbyt duża ilość osób na tak małej przestrzeni cholernie popsuła zabawę na tym koncercie. Jeżeli jedziesz pół kraju, spodziewasz się mega wixy i niesamowitej zabawy, a na miejscu okazuje się, że nie dasz rady sobie palca do dupy wsadzić, bo jest taki tłok, to znaczy, że coś jest nie tak. Taką sytuację mogą uratować jedynie grające kapele.

Te na szczęście mocno dały radę.

Podczas gdy Cancer Bats zaczynali grać, a ¾ osób nie weszło jeszcze do klubu, ja szybko zrzucałem ciuszki na bardziej koncertowe i jeszcze szybciej dopijałem piwo. Energiczna set lista (jakżeby inaczej), zawierająca największe hity kapeli, takie jak: „Hail Destroyer”, „Lucifer’s rocking chair”, „Pneumonia hawk”, czy cover klasycznego „Sabotage”, przemieszana z kawałkami z ostatniego wydawnictwa. Generalnie coś, czego każdy się spodziewa i nie jest dla nikogo żadnym zaskoczeniem.

Po zachowaniu Kanadyjczyków widać, jak wielką radochę sprawia im granie, sami byli pod wrażeniem publiki, Liam kilka razy zwrócił uwagę jak świetnie się zachowuje itd. Standard.

Kilka osób bawiących się na Cancerach do końca chyba nie wiedziała, że istnieje coś takiego jak mosh i próbowała pogopodobnie popychać ludzi na około, jakby była na koncercie Pidżamy Porno, ale ok, nie każdy od razu wiedział o co chodzi. Tutaj dochodzimy do momentu, w którym należy wrzucić kilka zdań o ludziach. Ja rozumiem, że każdy lubi sobie wypić piwko na koncercie, sam uzupełnianie płynów uważam za bardzo ważny element takich imprez, ale po kiego chuja ludzie idą z tym piwem w tłum to nigdy się nie dowiem. Kolejna kwestia jest taka, że jeżeli idzie się na taki gig, a tak średnio się zna kawałki, to nie inicjuje się np. ściany śmierci, bo wyjdzie jak w sobotę, czyli generalnie w bardzo nie odpowiednich momentach. Tutaj też powinno się znaleźć kilka zdań o małolatach, które po przypadkowym oberwaniu kończyną górną lub dolną, albo po jakimkolwiek kontakcie fizycznym są tak oburzone/oburzeni, jakbyś im człowieku ojca gazetą zatłukł. Tego fenomenu też nie zrozumiem chyba nigdy i szkoda, że nie wszyscy chodzą na gigi w tych samych celach. Lanserka zawsze była, jest i będzie.

Kończę z tym narzekaniem, bo pierwszy koment jaki się pojawi to będzie „jebany polaczek znowu narzeka”.

Enter Shikari zagrali piękny koncert. Kawał cudownej roboty. Już przy „System” bardzo dużo ludzi zaczęło tańczyć. Klubowy bit porwał wszystkich do zabawy, co też było nie lada problemem ze względu na ilość miejsca, ale wolę kiedy zajebiście się bawi większość ludzi i trzeba pocierpieć niż gdy samemu próbuje się coś robić a reszta nie wie o co chodzi. Set znany mi już od kilku dni (jak dobrze, że istnieją takie cuda jak setlist.fm) sprawdził się doskonale. Powiedziałbym, że kawałki z nowej płyty nawet lepiej dały radę niż stare hiciory. Momentami dubstepowe klimaty świetnie się sprawdziły i brzmiały lepiej niż gitary. Podobało mi się to, że chłopaki z ES nauczyli się kilku zdań po polsku. Niby człowieku wiesz, że mówią to na większości koncertów, że tego „dziękuję” się można szybko nauczyć, ale sprawia to nie małą radochę, gdy się słyszy. Takie elementy niewątpliwie działają na publikę i zachęcają do zabawy. Z samych kawałków najbardziej podobały mi się wykonania „Sssnakepit” i „Return to energiser”, wiadomo jednak, że ciężko byłoby zrobić tak, żeby się nie podobały. Te dwa ustąpiły jednak miejsca mojemu ulubionemu „Mothership”, który został zagrany z przydługim intro, ale kiedy wszedł główny temat elektroniczny rozerwał mnie na strzępy. Ci ludzi umieją dawkować napięcie i budować emocje. Można powiedzieć, że co prawda nie byli tak ruchliwi jak zwykle, Rou nie skakał wszędzie, tylko stał koło perkusisty w tej swojej bluzie (nie mam pojęcia jak w niej wytrzymał). Mieli po prostu zbyt mało miejsca na wygibasy. Przypuszczam jednak, że byli cholernie zadowoleni z show jaki dali. To był mój pierwszy koncert zarówno Enter Shikari jak i Cancer Bats, jednak na pewno nie ostatni.

Marzę tylko o większej miejscówce następnym razem. Tak, wiem, Woodstock. Poczekajcie na potwierdzenie. /Kaspa

It’s hard to write as rational and neat report if 24 hours after the concert everything hurts you, and unexpectedly on your left leg grown “second knee”. I’ll start with objection in order that I can write about good things later. Concert like that one in Proxima club is a pure misunderstanding, and it shouldn’t happen never again. Too many people in so small space hella destroyed good fun at concert. If you go by train through half country – you expect huge party and incredible fun, and when you come to the venue it figures out there’s huge crowd inside, it means it’s something wrong. This situation only can rescue performing bands. For luck sake they handle it very well.

While Cancer Bats started to play their set, and ¾ of people didn’t enter the venue, I quickly changed my clothes prepared for concert, and more quickly I drank my beer. Energetic setlist (how could have it been in another way?) had the biggest hits of band like Hail Destroyer”, „Lucifer’s rocking chair”, „Pneumonia hawk” or cover of classic „Sabotage”, mixed with songs from their newest record. In general, everything what everybody expected and it is no surprise for anybody.

Behavior of Canadians showed that playing live music make them happy, and they were impressed of audience. Liam payed attention on their fantastic demeanour many times etc. Standard. Some people who had fun during Cancer’s probably didn’t know what is mosh, and tried to push on around the crowd just like they’ve been on a punk concert but ok – not everybody should know at its first concert. And now we’re coming to a situation which it’s necessary to say something about people. I know that everyone like to drink a beer on concert – I think that topping up is very important element of this kind of parties but why the fuck people are going with beers around the crowd – I won’t get it. Next issue I want to say is, when if you go to a concert like this, and you don’t know songs that much you ought to – don’t initiate for example wall of death. Because it will turn out like on Saturday i.e. in very bad moments. Also I should mention some words about youngsters who after an accidental hit or any physical contact they are so indignant with you just like you will bludgeoned their father or else. I won’t never ever comprehend this phenomenon, and it’s so pity that not everybody goes to a concert with the same aim. Self-promotion will/was/is always around.

Enter Shikari gave such an amazing show. The piece of incredible work. Many people started to dance while “System” already began. Club-beat took everybody to great fun which was not a hard thing to do because of space amount but personally I like people are having fun and I have to suffer a bit instead of moshing alone, and except me no one knows how to do it. I knew the setlist for several days (how awesome that things like setlist.fm exist) proved it’s fantastic live. I’d say that songs from newest album are better than old, good hits. From time to time dubstep sounds were awesome, and sounded better than guitars. I liked it that guys from ES learned some words in polish. Maybe you know that they say it on most of concerts, it’s easy to learn how to say “dziękuję” but it makes feels so happy when you hear it. Elements like this doubtlessly have an effect upon audience and encourage to have fun. Frp, whole perfomance I liked the most perfomances of „Sssnakepit” and „Return to energiser”. But these two songs were not as great as my favorite one – „Mothership” which was played with kinda long intro but when came main electronics – it tore me down. They can dose tension and build emotions. I can say that they weren’t as active as they used to be, Rou didn’t jump everywhere, he only stayed nearly drummer in his sweatshirt (I don’t know how he hnadled that in it). They had not too much space for going crazy. I guess they were happy for show they made. It was my first concert of Enter Shikari as well as Cancer Bats but for sure not the latest one.

I only dream of bigger place for concert next time. Yes I know, Woodstock. You guys only wait dor confirmation. /kaspa.

3 comments on “Enter Shikari, Cancer Bats- Proxima 19.01.2013

  1. „Kilka osób bawiących się na Cancerach do końca chyba nie wiedziała, że istnieje coś takiego jak mosh i próbowała pogopodobnie popychać ludzi na około, jakby była na koncercie Pidżamy Porno” – tym mnie rozjebałeś, ale faktycznie to jest w Polsce jakiś problem, mnie osobiście strasznie irytuje publika na koncertach polskich zespołów jak nawet te Strachy na lachy czy coma, a potem jak idą tacy na koncert np Enterów to robią taką sama chałę, no cóż. Jak dla mnie koncert był świetny tylko miejsce za małe. W większej stodole było połowę mniej ludzi i był to jak na razie najlepszy koncert w moim życiu. Spoko recenzja pozdro.

  2. Recenzja dobra, ale wyzwaniem dość dużym nie była bo co tu ukrywać-ES zawsze urywają dupę na gigach i przyjebać się nie ma do czego, ewentualnie jest się strasznym bucem gdy powód takowy się znajdzie. Pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s