ANTYKWARIAT #02: MY DYING BRIDE – As The Flower Withers (1992)

My Dying Bride - As The Flower Withers 1. Silent Dance
2. Sear Me
3. The Forever People
4. The Bitterness And The Bereavement
5. Vast Choirs
6. The Return Of The Beautiful
7. Erotic Literature

MY DYING BRIDE to zespół który wraz z PARADISE LOST i ANATHEMA na początku lat 90-tych współtworzył podwaliny pod jeden z podgatunków muzyki metalowej zwany doom/death metalem. Trójca ta wywarła znaczący wpływ na cały nurt metalowy inspirując do działania i muzycznych poszukiwań zespoły takie jak WINTER, SKEPTICISM czy THERGOTHON, które przesunęły granicę ekstremalnego grania i stworzyły funeral doom. W swojej bogatej dyskografii obejmującej 11 albumów, zespół dorobił się płyt dziś już uznawanych za klasyczne, jedną z takich płyt bez wątpienia jest także ich debiut o wdzięcznej nazwie „AS THE FLOWER WITHERS”.

Album ten ujrzał światło dzienne w 1992 roku za sprawą angielskiej wytwórni PEACEVILLE, z którą zespół związany jest do dzisiaj. Poprzedzała go ep’ka „Symphonaire Infernus Et Spera Empyrium”, na której zadebiutował nowy basista grupy, a sama zawartość sugerowała że nadchodzący pełny album wart będzie uwagi słuchaczy. MY DYING BRIDE wbrew głównemu nurtowi, w którym niepodzielnie królował death metal rodem z Florydy, postanowili zaprezentować na swoim pierwszym wydawnictwie własną wersję ciężkiej muzyki, nie pozbawionej agresji i chaosu death metalu, a jednocześnie rozbudowanej o dodatkowe instrumentarium, jakim było użycie skrzypiec oraz natchnionym, poetyckim lirykom wokalisty Aarona.

„AS THE FLOWER WITHERS” odstawało od innych wydawnictw tego okresu w wielu aspektach. Już na pierwszy rzut oka po samej okładce czuć że mamy do czynienia z nietuzinkowym zespołem. Na froncie bookletu mamy obrazek przedstawiający mroczne zdjęcie damskiego tułowia, prawą pierś zasłania cień a twarz jakby teatralna maska,z prawej strony w ramie obrazu tkwi kwiat róży. Gdy rozłożymy książeczkę naszym oczom ukaże się jeszcze więcej, a po drugiej stronie umieszczono teksty. Liryki Aarona to bezwzględnie jeden z najważniejszych punktów kapeli. Tu dopiero nabierają one kształtów i nie są jeszcze tak przepełnione metaforami i poezją, jak te z ostatnich lat, ale wciąż intrygują, są mroczne, pełne smutku i melancholii oraz pasji i furii. Tu kształtował się styl który wkrótce poznało wielu fanów metalu.

Album otwiera krótka kompozycja instrumentalna, dramatyczna orkiestracja wprowadzająca słuchacza w nerwowy, ponury a jednocześnie fascynujący świat UMIERAJĄCEJ NARZECZONEJ. Tuż po nim następuje jeden z najbardziej znanych utworów w historii zespołu „SEAR ME”, który doczekał się nawet dwóch kontynuacji na kolejnych płytach. To jeden z ciekawszych utworów, który po tylu latach wciąż ma wiele do zaoferowania. Rozpoczyna go samotne wystukiwanie specyficznego rytmu perkusji do którego za każdym kolejnym powtórzeniem dochodzą inne instrumenty. Niczym w orkiestrze, rozbrzmiewają pojedyncze instrumenty, perkusja, nisko buczący bas, po nim jedna z gitar, po chwili druga-każda grająca inną melodię uzupełniając się nawzajem, do wszystkiego dochodzą rozszarpujące wokale Aarona, który wykrzykuje rozpaczliwy tekst po łacinie(!), w środkowej części do akompaniującej mu tylko sekcji rytmicznej. Genialny utwór. Na trzeciej płycie zespołu „THE ANGEL AND THE DARK RIVER” w utworze „THE CRY OF MANKIND” użyto podobnego sposobu komponowania. Utwór kończy się po 9 minutach, a my otrzymujemy kolejny „przebój” grupy, do dziś grany na koncertach „THE FOREVER PEOPLE”. Tu usłyszymy 90-te lata w całej rozciągłości. Echa sceny death metalowej są tu wyraźnie słyszalne. Szybkie, szorstkie niewygładzone riffy prują powietrze, perkusja napędza lokomotywę i mamy prawie death metal, gdyby nie to że MY DYING BRIDE przemyca pod całym tym chaosem specyficzną rytmikę, melodię, częstuje nas w środku zwolnieniem a w końcowej części gdy gitary atakują jeszcze szybciej, uduchawiają utwór użyciem klawiszowego chóru. Na koncertach przy tym utworze publika dostawała amoku. Po tym szybkim ciosie, następuje oddech w postaci wolnego „THE BITTERNESS AND THE BEREAVEMENT”, gdzie można podelektować się ciężkimi i posępnymi riffami, które panowie doprowadzili później do perfekcji i melancholijnymi melodiami skrzypiec Martina Powell’a.”VAST CHOIRS” to kolejny szybki cios nie wstydzący się swoich deathowych naleciałości. Pruje niczym błyskawica, jednocześnie zachowując rodzący się styl kapeli, jej specyficzną melodykę i styl komponowania przeplatający fragmenty agresywne i szybkie z wolnymi, prawdziwie doomowymi walcami. Kulminacyjnym punktem płyty jest przedostatni, siódmy w kolejce, epicki, ponad 12-minutowy kolos „THE RETURN OF THE BEAUTIFUL”. Utwór skonstruowany niczym osobny poemat, jak opowieść, którego poszczególne wersy tekstu we wkładce są porozbijane na części, a muzyka współgra z nimi niczym ścieżka narracyjna. Przez pierwszych kilka minut otrzymujemy walcowaty riff, a na jego tle gęstą grę sekcji, dopełnione klawiszami tworzącymi niezwykły klimat i nieziemską wręcz atmosferę. Dopiero w drugiej połowie uświadczymy zmianę leniwego tempa w bardziej żywe granie. Posępne melodie,wypadające muzykom z rękawa jakby od niechcenia, ukazują całą przyszłą progresję ich stylu. Tu mamy jej czyste źródło. W kawałku nawet możemy usłyszeć pierwsze czyste wokale w formie krótkiej recytacji, na tle odgłosów nieznanej bitwy, aby po chwili powrócić do początkowego tematu, i zatoczyć koło do miejsca z którego rozpoczęliśmy. To długi utwór,który pozostaje w pamięci na dłuższą chwilę. Ale nie ma czasu na przemyślenia,bo już rozpoczyna się ostatni na płycie „EROTIC LITERATURE”, kończący tę jakże udaną płytę. Siódmy utwór to bujanie w średnim tempie. Gęsta, brudna produkcja nadaje mu ciężkiego, lepkiego klimatu, mrok zdaje się z niego przelewać na słuchacza i osaczać go. Nerwowa końcówka tylko potęguje wrażenie odrealnienia i wyobcowania, i kiedy zapada cisza ma się wrażenie, że zakończyliśmy obcowanie z jakimś magicznym seansem, rytuałem czy po prostu sztuką.

„AS THE FLOWER WITHERS” weszło na stałe do kanonu muzyki doom metalowej. Pozwoliło zespołowi śmiało iść na przód,rozwijać się i realizować swoje pomysły. Sukces produkcji był większy niż się spodziewano. W okresie wydania albumu, powstało wiele kapel czerpiących z pierwszych kroków jakie MY DYING BRIDE poczyniło w dość powiedzieć, konserwatywnym świecie metalu. Dziś wiele kapel parających się ta sztuką wskazuje zespół z Anglii jako jedna ze swoich inspiracji. Ja zachęcam po sięgnięcie po ten materiał aby usłyszeć jak brzmiała jedna z pierwszych doom metalowych kapel, która dołożyła swoją cegiełkę na rozwój tegoż gatunku. /darkuss3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s