Relacja z koncertu ALASTOR, INFLICTION, WARFLAME w Toruniu, 20.01.13, Lizard King

images (3)Ponownie odwiedziliśmy toruński Lizard King!

Tym razem hip – hopowe brzmienia zamieniliśmy na kawał dobrego thrash metalu. Było kameralnie, ale imprezę zaliczamy do udanych. 20 stycznia wystąpił zespół Alastor.

Występy rozpoczęły się punktualnie. Na samym początku mieliśmy przyjemność posłuchać aż dwóch zespołów supportujących.

Miała grać Hateera. Z przyczyn zdrowotnych nie dojechali. Zamiast nich wystąpili chłopcy z brodnickiego składu Warflame. Alastor sam się do nich odezwał i zaproponował ten występ. Nie będę ukrywała, że podobali mi się najmniej, ale mają oni bardzo poważne plany na przyszłość.

– Zagraliśmy do tej pory ok. 20 koncertów. To, że mogliśmy wystąpić przed zespołem Alastor traktujemy jako nasz mały sukces. Mamy na swoim koncie jedną epkę. Jesteśmy właśnie w trakcie tworzenia debiutanckiego longplay’a. W planach mamy również nagranie teledysku z pomocą warszawskiej Szkoły Filmowej – opowiadał nam Michał Warachowski.

Szczególnie jestem ciekawa tego teledysku, więc czekam na wieści. 😉

Jako drugi na scenie pojawił się zespół Infliction z Bydgoszczy. Było po nich widać, że mają o wiele większe doświadczenie sceniczne niż ich poprzednicy. Najbardziej podobał mi się utwór, który zagrali na koniec – „Path of Sanity”. Rozpoczyna się on od pojedynku perkusji z gitarą. Świetny początek. Z pewnością jest to dzieło wyróżniające się wśród innych tego zespołu. Dostaliśmy w prezencie ich pierwszą, dopiero co wydaną w styczniu epkę. Nie powstrzymamy się oczywiście od zrecenzowania jej. 😉

– Nasz główny plan na najbliższą przyszłość to zagrać jak najwięcej koncertów. Będziemy na pewno w Trójmieście oraz Olsztynie. Bardzo możliwe, że odwiedzimy także Warszawę i Poznań – poinformował nas Grzegorz Kosowki.

Niestety ani jeden, ani drugi zespół nie zdołał rozgrzać publiczności na tyle, aby wstała od stolików. Trzeba również dodać, że nie była ona zbyt duża. Naliczyłam ok. 40 – 50 osób. Szczerze powiedziawszy spodziewałam się tłumów. Większość osób, która zgromadziła się w Lizardzie była z Torunia i przyszła specjalnie na Alastora.

– Jestem trzeci raz na ich koncercie. Najbardziej w ich twórczości podobają mi się teksty. Słuchałem Alastora jeszcze z poprzednim wokalistą – Robertem Stankiewiczem. Bardzo dobry był. Jednakże jego zmianę oceniam pozytywnie. Po pierwsze nastąpiło odświeżenie wizerunku zespołu, a po drugie widać zupełnie inną inwencję twórczą. Nowy wokalista jest zupełnie z innych kręgów muzycznych. Raz, że młodszy, a dwa zupełnie inaczej to wszystko brzmi. Natomiast szanuję jak najbardziej twórczość obecną zespołu jak i również poprzednią – opowiedział nam Aleksander z Torunia.

Wreszcie na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru.

Tak. Gwiazda w pełnym tego słowa znaczeniu. Doświadczeni wyjadacze promujący swój kolejny krążek – „Out of Anger”. Lata współpracy. Rewelacyjnie zgrani, genialni technicznie. Do tego jeszcze totalnie wyluzowani i energiczni. Alastor.

Jeśli chodzi o zaspokojenie publiczności również stanęli na wysokości zadania. Były utwory starsze, tworzone jeszcze z poprzednim wokalistą – Robertem Stankiewiczem. Zagrali także kompozycje z najnowszej płyty, m. in. „Crawling” czy też utwory po polsku takie jak chociażby „Głową w mur”.

Różne krążyły opinie o umiejętnościach wokalnych młodego zastępcy poprzedniego frontman’a. Były obawy czy przez tę zmianę nie spadnie poziom zespołu. Dziś można szczerze przyznać, że zmiana wokalisty była trudną, aczkolwiek słuszną decyzją. Mish Jarski mimo tego, że musiał zmierzyć się z dokonaniami swojego poprzednika świetnie sobie radzi. Oby tak dalej.

Zaskoczeniem był brak basisty na koncercie. Chłopaki zagrali w wybrakowanym składzie, ale w ogóle się tego nie odczuło. To również działa na ich plus. O tej kwestii będziecie mogli poczytać w naszym wywiadzie z zespołem, który mieliśmy okazję przeprowadzić.

Chociaż publiczność nie była liczna i ruszyła pod scenę (nawet ze swoimi krzesłami) dopiero pod koniec koncertu uznaję to wydarzenie za udane. Bo przecież nieważne jest dla ilu osób się gra. Ważne jest to, że mamy do czynienia ze świadomym odbiorcą, który wie po co przyszedł na koncert. Mogliśmy zaobserwować profesjonalizm i energię. Byliśmy świadkami rozwoju umiejętności nowego członka zespołu. Niczego więcej nie potrzeba. Dziękujemy!

Pozdrawiam, Ezo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s