„Toruń, jak dobrze was widzieć” czyli 23 Afryka Reggae Festiwal

Niejeden fan metalu, potrzebuje czasem drobnej odskoczni od ciężkich riffów i mocnego growlu. Dla niektórych będzie to rap, dla innych lekki rock a dla jeszcze innych – reggae czy ska. Moją odskocznią, z racji pochodzenia z Polskiej stolicy reggae – Ostródy jest muzyka z pogranicza tego gatunku. Dlatego będąc w Toruniu postanowiłem nie przepuścić okazji koncertu.

W zeszły weekend, toruński klub studencki OdNowa, opanowały głowy pełne dredów, muzyka rodem z jamajki oraz trzy kolory – czerwony, żółty i zielony. Mowa tutaj o Afryka Reggae Festiwal. W tym roku była to 23 edycja festiwalu z całkiem długą historią. Początki Festiwalu sięgają 1991 r., kiedy to odbył się po raz pierwszy. Przez osiem edycji koncerty odbywały się pod hasłem „Africa is Hungry” (z tą nazwą Festiwal kojarzony jest do dziś), od 1999 r. przyjęto spolszczoną, również popularną do teraz nazwę AFRYKA, a od 2003 r. oficjalna nazwa imprezy to „Afryka Reggae Festiwal”. AFRYKA od początku swego istnienia jest akcją dobroczynną. Dochód z Festiwalu przekazywany jest albo poprzez polskie misje do najbiedniejszych krajów Afryki, do konkretnej miejscowości, w której polskie siostry zakonne prowadzą szpital bądź sierociniec albo też poprzez wyspecjalizowane w tym zakresie organizacje humanitarne m.in. Polską Akcję Humanitarną (za: http://www.Afryka.umk.pl). Dochód z tegorocznej edycji przeznaczony będzie na budowę nowych studni w Sudanie Południowym w ramach kampanii Wodnej PAH.65215_472034556193295_1696302180_n

Przez dwa dni przez klub przewinęły się setki ludzi oraz 9 zespołów. Mieliśmy okazję posłuchać tradycyjnego reggae, jazz-ska, dancehall, modern roots, ska, roots reggae, ragga a nawet punk ska.

Pierwszy dzień jak i cały festiwal rozpoczęła Raggafaya. To energiczny skład z Koszalina łączący w sobie wiele gatunków Reggae, Ragga, Dancehall, Ska, Rock, Hip-Hop. W obecnym składzie, chłopaki sieją pozytywną energię od 2007 roku, mając na koncie takie sukcesy jak I miejsce w konkursie młodych kapel na Ostróda Reggae Festiwal czy udział w finale II edycji programu Must Be the Music. Tylko muzyka. Mimo tak niewielkiego stażu na polskiej scenie oraz trudnej pozycji zespołu rozpoczynającego, niemal natychmiast podbili serca toruńskiej publiczności. Zaserwowali szybki set muzyki, 309988_472034369526647_62005863_nktóra poderwała do tańca i szaleństw, wszystkich obecnych. Zagrali numery zarówno znane i lubiane, takie jak: „Cała sala”, „Bakagenci”, „Nie mów o tym”, „Bongo mam” a także kawałki z nowej płyty Mixturrra takie jak „Halo tu jestem” czy „Cannabis”. Nie zabrakło także coverów. „Welcome to Tijuana” Manu Chao, podczas którego dołączył do zespołu jego manager – Wojciech Wojda, wokalista i lider znanej grupy punky reggae – Farben Lehre, oraz „Płonie Babilon” zespołu Izrael.

Po ognistym koncercie Raggafaya przyszedł czas na skład Cała Góra Barwinków, w skrócie CGB. Kapela pochodzi z Kłobucka a jej nazwa pochodzi od tomiku poezji Jerzego Harasymowicza. Mają na koncie dwie płyty demo i trzy pełne – długogrające. Koncerty na toruńskiej „Afryce” to dla nich żadna nowość, zespół występował na festiwalu już czterokrotnie, w 2004, 2006, 2008 oraz 2010 roku. Ich muzyka to przede wszystkim reggae i ska. Powiedziałbym, że podczas tegorocznego ich koncertu, każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Było dużo energii, ale także momenty spokoju.269283_472034819526602_1843286664_n Nie zabrakło znanych numerów takich jak „24 godziny”, „Sensimilla” czy też „Nie mam czasu”. Publiczność każdy utwór przyjmowała z radością i owacjami dla znanego już im zespołu. Mimo iż napięty harmonogram imprezy nie pozwalał na zbyt długi koncert (organizatorzy przewidzieli dla CGB ok.1h) zespół dał z siebie wszystko, co możliwe. A kiedy zeszli ze sceny, wciąż rozbrzmiewały echa tłumu „CGB!, CGB! CGB!” i choć bisu miało nie być z racji braku czasu, odbył się. Jak powiedział lider zespołu: „Tego bisu miało nie być, ale będzie i ch**”

Kiedy emocje po CGB lekko opadły przyszedł czas na weteranów polskiej sceny reggae, czyli Izrael. Zespół powstał w roku 1983, założony przez Roberta Brylewskiego – gitarzystę Brygady Kryzys oraz wokalisty Deutera – Pawła „Kelnera” Rozwadowskiego. W kwietniu tego roku zadebiutowali na scenie warszawskiego klubu Ubab a następnie w maju muzycy w poszerzonym składzie (Tomasz Lipiński, Piotr Malik, Tadeusz Kuczyński, Katarzyna Grzechnik, Jerzy Jarmołowicz) dokonali pierwszych nagrań studyjnych, które ukazały się dwa lata później na pierwszym krążku Biada, Biada. Przez lata koncertów i nagrań przez zespół przewinęła się ok. setka muzyków, na stałe dołączył do nich Dariusz „Maleo” Malejonek (lider i wokalista formacji Maleo Reggae Rockers). W 1995 roku zespół zawiesił działalność po to by 11 lat później, w 2006 roku ponownie powrócić na scenę, początkowo pod nazwą Magnetosfera jednak od 2007 roku, już pod oryginalną nazwą Izrael.

Tegoroczny koncert na toruńskiej „Afryce” był drugim na tej imprezie, po reaktywacji, a czwartym na koncie zespołu. Publiczność gorąco przyjęła ojców polskiego reggae, jednak sam koncert minął spokojnie, pod znakiem roots reggae. Mimo wszystko rozgrzana po koncercie CGB publika w pewnym momencie uznała, że bujanie się do spokojnego reggae jej nie wystarcza i „łaknie krwi” w postaci szybkiego i kultowego numeru „Płonie Babilon”.

Gdy rozkołysana publiczność pożegnała się z kultową grupą Izrael, przyszedł czas na roots reggae w najczystszej postaci. Mowa tutaj o Paraliż Band, właściwie gospodarzach tej imprezy, gdyż zespół pochodzi z Torunia. Założony został przez 72348_472034856193265_230979919_ngrupę przyjaciół w 1996 roku i ma na swoim koncie 3 krążki audio i 1 DVD. Muzyka początkowo inspirowana punk rockiem przeszła ogromną metamorfozę, kiedy muzycy zakochali się w gatunku reggae. Od tego czasu grają wyłącznie muzykę inspirowaną jamajskimi rytmami i prawdziwą muzyką reggae, nazywaną roots reggae. Ten epizod „Afryki” był zdecydowanie rarytasem dla wielbicieli tego gatunku, okazja by wprawić biodra w kołysanie i bujanie.

Ostatnią odsłoną pierwszego dnia był koncert „mistrza ceremonii”, gwiazdy wieczoru, czyli Junior Stress & Sun El Band.  Junior Stress to tak na prawdę Marcel Galiński, pochodzący z Lublina wokalista znany ze sceny dancehall i reggae. Na stałe kojarzony jest z lubelskim sound systemem Love Sen-C Music, z którym zdobył pierwsze miejsce – Champion Sound na ogólnopolskim soundclashu Poznań 2005. Zadebiutował w 2004 roku utworem Korupcja, nagranym wraz z Natty B (wokalista, człowiek-orkiestra: śpiewa, nawija, rysuje a także autor piosenek i dubmaster). W 2005 roku, na festiwalu Reggae w Ostródzie uzyskał tytuł najlepszego wokalisty, a w 2009 wydał pierwszą płytę zatytułowaną L.S.M. Sun El Band natomiast, jest krakowskim 734245_472035522859865_770644357_nzespołem stworzonym na potrzeby występów Juniora Stressa. Moim zdaniem koncert ten, był jednym z najlepszych pierwszego dnia. Set lista nie obfitowała w większości w najszybsze kawałki jednak słowa i szybkość, z jaką były wypowiadane, powalały. Wielkie brawa należą się także zespołowi, który zgodnie współpracował z Juniorem i perfekcyjnie nadążał za jego niepohamowaną prędkością. Wspólnie zaprezentowali kilka kawałków z płyty L.S.M. – „Nie po to by łapać słońce”, „policja” czy „znam ten stan”. Pojawił się również tribute-cover, czyli wykonany, jak mówił Stress, z szacunku do artysty, utwór „Dla moich ludzi” Bas Tajpana.

Junior Stress to także członek składu Dancehall Masak-rah. Ekipy przyjaciół, która lubuje się w jamajskiej muzyce dancehall & reggae i postanowiła stworzyć projekt muzyczny, który przerodził się w audycję radiową. Jej celem stało się zagrać jak najwięcej jamajskiej muzyki w dynamicznym miksie i okrasić ją komentarzem, czasami merytorycznym a czasami wprost przeciwnie. W Toruniu nie zabrakło także utworów Stressa będących efektem współpracy z Masak-Rah. „Dziś dzień wesoły, bo jest Dancehall Masak-Rah” jak śpiewał, okazał się być bardzo wesoły, bo gdy rozbrzmiały bity kawałka „Kroki” nikt nie mógł się powstrzymać od tańca. Na bis muzyk postanowił rozruszać zmęczoną acz szczęśliwą publikę i zaserwował „Dutty Wine” jednocześnie dyrygując ruchami 226016_472035436193207_1442972628_npubliczności, która biegała raz w prawo, raz w lewo zgodnie ze słowami piosenki. Po fantastycznym bisie, słuchacze zebrani w OdNowie pokazali swoją prawdziwą klasę skandując słowa „Dziękujemy”.

Tym akcentem, około godziny 3 w nocy, zakończył się pierwszy dzień festiwalu. Przyznam, że, mimo, iż był to dopiero początek, moje nogi błagały o litość. Muszę jednak powiedzieć, że piątkowe koncerty miały pewien minus, mianowicie kolejność zespołów. Koncerty rozpoczęły się bardzo energicznymi składami jednak nagła i drastyczna zmiana tempa o późnej godzinie sprawiła, że potwornie zachciało mi się spać. Na szczęście koncert Juniora Stressa uratował całą sytuację i postawił mnie na nogi.

Dzień drugi rozpoczął żywiołowy skład ze stołecznego miasta Warszawa. Mowa tu o The Bartenders, 10 osobowej ekipie tworzącej niepowtarzalny ska-jazz. Zespół, jako jedna z nielicznych formacji w Polsce, wystąpił u boku takich gwiazd gatunku jak New York Ska-Jazz Ensemble, The Slackers, The Aggrolites czy Rotterdam Ska-Jazz Foundation. Ich muzyka jest inspirowana dokonaniami jamajskich muzyków z lat 60, jednak potrafią doskonale porwać dzisiejszą publiczność do 533775_472035712859846_728258131_ntańca. Występowali na imprezach takich jak: Reggae Dub Festiwal, Warszawskie Wielokulturowe Street Party, Fląder Pop Festiwal, Warszawskie Spotkania Teatralne, Festiwal Fafa czy Ostróda Reggae Festiwal. Dźwięki ich energicznej muzyki natychmiast poruszyły świeżo przybyłą publiczność. Cała OdNowa tańczyła i skakała doskonale się bawiąc.

Po barmanach przyszła kolej na kolejną legendę polskiej muzyki. Tym razem muzyki punk-rockowej i ska, czyli Alians. Są rekordzistami, jeśli chodzi o występy na Afryka Reggae Festiwal, bo grali po raz 12. Ich muzyka określana jest mianem „Pilskiego brzmienia” lub punky-reggae. Pochodzą z Piły i na scenie działają nieprzerwanie od 1990 roku. Mimo, że skład już nie jest taki sam, to muzyka nadal posiada w sobie ogień. Przyciągnęli nie tylko fanów reggae czy ska ale także wielbicieli starego punka, którzy raz-dwa rozkręcili mocne pogo. Poleciały takie kawałki jak „bomby domowej roboty”, 22021_472036919526392_1636217886_n„Nielegalni” czy „Władcy pustyni”. Bardzo pozytywnym i zaskakującym elementem koncertu był grający na harmonii Tomasz „Korabol” Kułak. Pojawił się na scenie w szkockim kilcie, ale to nie koniec zaskakujących wydarzeń. Tak energicznej postaci na scenie jeszcze nie było na tegorocznej edycji. Nie zdarzyło mi się spotkać kogoś z równie dobrą podzielnością uwagi by grać i w ten sposób skakać po scenie. Kiedy publiczność była już rozszalała, Korabol nie wahał się ani sekundy, pozostawił harmonię na scenie i skoczył w środek tłumu by zostać przeniesionym na rękach przez pół sali.

Gdy opadł kurz po dzikich harcach Aliansów przyszedł czas na TABU. Zespół powstał w 2003 roku w okolicach Wodzisławia śląskiego. Po pierwszych koncertach i próbach nagrania płyty z zespołu odpadł jeden z twórców Karol Karwot. Jednak nie zniechęciło to chłopaków do dalszej pracy i tak w kwietniu 2005 TABU wzięło udział w przeglądzie Rock-Time w Opolu gdzie zdobyło II nagrodę oraz nagrodę publiczności. Latem 2005 zakwalifikowało się do konkursu młodych zespołów na Ostróda Reggae Festiwal. Udało im się zająć pierwsze miejsce i tym sposobem w 2006 roku nagrali debiutancki krążek 542435_472037019526382_1796107444_n„Jednosłowo” pod szyldem ostródzkiego Positive Music Promotion. Następny – 2007 rok, mija pod znakiem koncertów, m. in. w Czechach, na Słowacji i w Anglii, a w 2009 wychodzi drugi krążek TABU pt. „Salut”. Toruński koncert rozpoczęli od, będącego na pierwszej płycie, numeru „Tyle mam”. Publiczność zareagowała bardzo żywiołowo, widać od razu, że kawałek był im znany bardzo, bardzo dobrze, bo cały klub zaczął śpiewać razem z chłopakami. Na drugi ogień poleciały kawałki z nowej, wydanej w zeszłym roku, płyty „Endorfina”. Mogliśmy posłuchać „Nie chcę umierać”, „Chodź ze mną”, „Ona to wie” czy „Mam to”. Łatwym do zauważenia było, iż mimo wydania płyty nie tak dawno temu, jest już rozpoznawalna i lubiana. Padły także kawałki ze starszych płyt, jak choćby „Dziękuję Ci Jah”. Gdy zespół schodził ze sceny, widać było nienasycenie Toruńskiej publiczności, głośnym skandowaniem „TA-BU!, TA-BU!” Chłopaki zostali przywołani na scenę, po to by w pięknym stylu połączyć bis i pożegnanie z fanami. Zmienione słowa piosenki „Jak dobrze Cię widzieć” na: „Toruń, jak dobrze was widzieć” oraz piosenka „Salut” ze słowami „Tobie przyjacielu mówię dzisiaj Salut” były, według mnie, najlepszą formą podziękowania publiczności za przybycie.

Po ogromnej dawce „Endorfiny” od TABU, przyszła pora na trochę spokojniejsze klimaty. Scenę opanował zespół Dubska Zespół powstał w 1999 roku w Bydgoszczy. Początkowo swój materiał wydawali sami pod szyldem Mandżoga Records. W 537050_472037142859703_488519518_ntakiej formie ukazała się płyta demo z 2000 roku oraz dwa zapisy koncertów w bydgoskich klubach: Sanatorium i Mózg. Na festiwalu w Ostródzie otrzymali nagrodę w kategorii „najlepsza sekcja rytmiczna”. W 2005 r. wydali pierwszą oficjalną płytę pt. „Dubska”, która ukazała się nakładem Mami Records.  Ich koncert w Toruniu przebiegł raczej pod znakiem spokojniejszego setu, co pozwoliło nabrać sił przed ostatnim zespołem.

Następnie nadszedł czas na oczekiwaną gwiazdę wieczoru. Po półgodzinnej przerwie technicznej, weszli na scenę – Jamal. Grupa została założona w 1999 roku przez Łukasza Borowieckiego oraz Tomka Mioduszewskiego „Miodu” („Miodula”), wokalistę zespołu. Pierwszej płyty doczekali się dopiero w 2005 roku. „Rewolucje”, bo taki był jej tytuł, zyskały szybko dużą popularność, a szczególnie kawałek „Policeman”, traktujący o wolności posiadania różnych rzeczy (według niektórych – marihuany, stąd jego duża popularność w kręgach słuchaczy 734998_472037156193035_1684759124_nreggae). W 2008 wyszła druga ich płyta pt. „Urban Discotheque”. Występ rozpoczęli promując najnowszy kawałek, a zarazem zwiastun przyszłej płyty – „DEFTO” (tytuł ma nawiązywać do znanego zespołu młodzieżowego Deftones, młodzieńczej pasji Mioduszewskiego, jednak osobiście nie widzę najmniejszego związku pomiędzy treścią kawałka a jego tytułem). Publiczność szybko podchwyciła proste słowa refrenu i zaczęła śpiewać razem z zespołem. Dalszy ciąg koncertu to przede wszystkim najbardziej znane kawałki, „Policeman”, „Słońca łan”, „Będzie nas wielu” czy „Pójdę tylko tam”. Publiczność bawiła się całkiem dobrze, jednak miałem wrażenie, że wokalista nie był nią zbytnio zainteresowany. Zauważyłem, że jego wzrok utkwiony był prawie cały czas, gdzieś w ścianę na końcu sali lub sufit. Co pewien czas słychać było okrzyki publiki domagającej się ulubionych utworów, i tak pożądany przez większość koncertu utwór „Bilet” został wreszcie zagrany na bis.

Zawiodłem się na Jamalu, jeśli chodzi o czas koncertu. Grupa, na którą niektórzy oczekiwali cały dzień, zagrała set trwający nieco ponad godzinę, a więc nieco więcej niż trwało ich „zainstalowanie się” na scenie.

Po wszystkim udało mi się porozmawiać z trzema uczestniczkami festiwalu, co sądzą o tegorocznej edycji.

Klaudia z Torunia: „Na Afryce podobało mi się bardziej niż rok temu. Była lepsza energia. Najlepiej bawiłam się na Raggafaya, Jamalu, TABU i Junior Stressie. Uwielbiam wokalistę z The Bartenders. Ogółem super klimat, super ludzie. Tylko piwo za drogie i brak palarni były nie fajne.”

Martyna z Rybna: „Byłam pierwszy raz na Afryce i bardzo mi się podobało i już nie mogę doczekać się następnego festiwalu. Byłam zauroczona jednością ludzi na widowni i doskonałym porozumieniem z zespołami na scenie. Najbardziej podobał mi się koncert Tabu, wszystkim podniosły się endorfiny we krwi, kiedy pojawił się na scenie i wszyscy zaczęli bujać się w rytm muzyki . Oczywiście Raggafaya i Junior Stress też naprawdę dobrze poruszyli całym klubem. Zadziwił mnie również Kuba, wokalista z zespołu The Bartenders, który przyszedł w kolejkę do baru i rozmawiał z ludźmi dookoła. Udało się nawet zrobić sobie z nim zdjęcie. Naprawdę niezapomniane dwa dni.”

Justyna z Ostródy: „Najbardziej podobało mi się na TABU, chociaż było strasznie dużo ludzi, co trochę przeszkadzało, ale ogólnie było świetnie. W skali od 1 do10? 9,5 żeby nie przesłodzić”

Podsumowując. Cały festiwal uważam za bardzo dobrą i ciekawą imprezę, tym bardziej, że odbyła się ona już po raz 23 i służy szczytnemu celowi. Organizatorom udało się ściągnąć publikę z całej Polski a tegoroczny skład muzyczny był według mnie niemal idealnym strzałem w dziesiątkę. Duże dawki pozytywnej energii ze sceny, wprawiały publiczność w szaleństwo i euforię. Dużym plusem dla mnie było zaproszenie tak dynamicznych wykonawców. Widok spoconych i zmęczonych, a zarazem niesamowicie radosnych twarzy po koncertach utwierdzał mnie w tym przekonaniu przez obydwa dni. Za drobne minusy uważam niewygodny dostęp do baru, (jeśli po piwo trzeba się przeciskać przez wąskie przejścia, w których akurat ktoś przystanął na pogaduchy, jest to denerwujące), oraz zbyt mała liczba toalet jak na tak duży lokal, o czym świadczyły nieustanne kolejki do nich. Mimo wszystko, jeżeli przyszłoroczny Afryka Reggae Festiwal, będzie posiadał również tak energiczny i dynamiczny skład zespołów, to z chęcią wybiorę się na niego po raz drugi.

/ Johnny

Zdjęcia dzięki uprzejmości Martyny Anzel.

542361_472034339526650_467934728_n

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s