ECHOES OF YUL – Cold Ground

Echoes Of Yul 1. Octagon
2. Foundation
3. The Tenant
4. Crosses
5. Numbers
6. Haunebu
7. Libia
8. Save Yourself
9. The Plane
10. The Message
11. Cold Ground
12. Chrome
13. Last

Skąd w ogóle przyszedł mi do głowy pomysł recenzowania tej płyty. Twory tak  poschizowane potrzebują przecież odpowiedniego nastawienia. Ba, zawsze uważałem, że przed rozpoczęciem słuchania tego typu projektów najpierw trzeba się odpowiednio przygotować. Wprowadźcie się więc w błogi stan, załóżcie słuchawki i zgaście światło. Na dzisiejszy wieczór przewidywana jest solidna dawka psychodelii. 

Drugi album Echoes of Yul, Cold Ground” to instrumentalna podróż po zniszczonym przez plagi świecie. Serio, chyba właśnie tak wyobrażam sobie ścieżkę dźwiękową dla apokalipsy i żałuję, że nie słyszałem tej płyty przed 21 grudnia 2012. „Octagon” to idealne wprowadzenie, które gładko przechodzi do „Foundations”. Porównuję ten utwór do pobudki po długiej śpiączce. Wyobrażaliście sobie kiedyś taką sytuację? Budzicie się w opuszczonym szpitalu, zdezorientowani i z kilkumiesięczną luką w pamięci, wasz mózg nie pracuje jeszcze tak jak powinien a na zewnątrz widać tylko zgliszcza? To wszystko odnajdziecie już na początku, pośród ciężkich brzmień i przyprawiających o ciarki głosów. Głosów, które przewijają się przez całą naszą przygodę z „Cold Ground”, co w nawiązaniu do mojej wizji samotnej wędrówki przez opustoszałe miasto sprowadza nas chyba do początków schizofrenii. Następny „The Tenant” utwierdza mnie w przekonaniu, że ten dwuosobowy opolski band po prostu MUSI inspirować się moim uwielbionym Godflesh, bo riff automatycznie kojarzy mi się z „Cold World” („Cold World” – „Cold Ground”? Może faktycznie coś jest na rzeczy). Mam w każdym razie nadzieję, że nie doszukuje się na siłę podobieństw.

Brnąc dalej przez ruiny docieramy do „Libra”, mojego osobistego faworyta. Sludge/industrial metalowe brzmienie w połączeniu z Yulowym klimatem wprowadza w niesamowity stan. Jeśli miałbym polecić komuś ten album na podstawie jednego utworu wybrałbym właśnie ten (chociaż pełnię możliwości tej płyty można poznać tylko po wysłuchaniu jej „od deski do deski”). Wielkim plusem jest to, że zespół nie zamyka się w pewnym okręgu gatunkowym, tak więc po ciężkiej niczym pewna pseudocelebrytka „Librze” infekują nas dwa krótkie ambientowopodobne utwory, które wypełniają nasz czas w oczekiwaniu na wiadomość. „The Message” to kolejka bardzo ciekawa pozycja na płycie. Brzmi niepokojąco. Chociaż to akurat domena całego albumu o czym do tego momentu nawet największy cwaniak zdążył się już przekonać. Nad ostatnimi trzema kompozycjami nie będę się zbytnio rozwodził, zostawię wam trochę miejsca na własne przemyślenia. A przemyślenia przy „Cold Ground” są naprawdę intrygujące.

Podsumowując, „Cold Ground” to bardzo ciekawa pozycja, szczególnie powinna przypaść do gustu maniakom trochę „porobionych” dźwięków, a także fanom zieleni i opowiadań H.P. Lovecrafta. I chociaż wiele osób może stwierdzić, że nie da się tego słuchać (sam 4-5 lat temu ominąłbym to pewnie szerokim łukiem) to jest to bez wątpienia kolejny ciężki kamyk do polskiego coraz bardziej ostatnio zróżnicowanego ogródka. Mocne 8/10. Ale jutro powraca heavy metal, bo ileż można?

8

2 comments on “ECHOES OF YUL – Cold Ground

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s