INTO DARKNESS – Into Darkness EP

Into Darkness cover art

1.  Into Darkness

2.  Shadows

3. Nemesis: Star of Catastrophe

4. Levy 9’s Death

Są czasami takie chwile, że najchętniej zapadłoby się w letarg i poczekało na lepsze czasy. Niestety, te tak zwane „lepsze czasy” mają do siebie to, że mają nas w dupie. Nie pozostaje więc nic innego jak znalezienie sobie jakiegoś zajęcia, by przeczekać ogólną chujowiznę. A co jest lepsze na smutki niż kawał soczystego, muzycznego mięcha? Przerwałem więc dobijanie się przy „świeżynce” z radia Soundbastards i wziąłem do twórczej roboty.

Kiedy na redakcyjnej poczcie zobaczyłem, że materiał podsyła nam samo Hellthrasher Productions, od razu zaklepałem sobie możliwość zrecenzowania go (kto pierwszy ten lepszy!). A gdy doszedł do tego fakt, że 2/3 składu to płeć piękna nie oddałbym go nawet za czyjeś pieniądze z komunii. W każdym razie, debiutanckie demo włoskiego Into Darkness o tym samym tytule to 4-utworowa kanonada bezkompromisowego, death/doom metalowego napierdalańska. Już pierwszy utwór (noszący ten sam tytuł co zespół i materiał) to trwający ponad 9 minut solidny łomot. Powolny riff (trwający przez większość utworu) i waląca nas niczym młot po potylicy perkusja dają nam 150 sekund na ucieczkę. Bo kiedy do akcji wkracza zawodzący wokal (w którym od pierwszego usłyszenia zakochałby się pewnie sam Martin Van Drunen) nie ma już ucieczki. Od 5 minuty tempo chwilowo zdecydowanie przyspiesza i tu już głowa sama zaczyna napierdalać we wszystkie strony. Druga kompozycja „Shadows” od samego początku bije słabych po pyskach i generalnie jest to chyba mój faworyt. Najkrótsze, ale jednocześnie najintensywniejsze łojenie z całej czwórki. Doomed Warrior robi tu swoim wywrzaskiwaniem doskonałą robotę, a Angela Gossow po usłyszeniu tego materiału powinna poczuć delikatny dyskomfort na metalowym tronie. Trzecia część zagłady, „Nemesis: Star of Catastrophe” powraca do powolnego tempa, bębny łozgocą aż miło a Nor na basie dopełnia dzieła zabójczego tercetu. Główny riff nazwałbym nawet dosyć „melodyjnym”, ale mimo to nadal zabójczo skutecznym. Bo aż zwalniającym pracę serca. I za oknem jakby bardziej ponuro.

A kiedy przychodzi pora na akt czwarty, dopełnienie dzieła zniszczenia i ostatni grzeszników płacz, czyli „Levy 9’s Death” pozostaje nam już tylko poddać się i złożyć broń u stóp oprawcy. Co ja robię z dziką przyjemnością, bo „Into Darkness” to dzieło kompletne i echo po nim powinno krążyć do czasu, kiedy włoskie trio po raz kolejny sprowadzi zagładę na nasze ziemie. Myślę, że nikt nie ma prawa się przyczepić jeśli ocenię je na 9 oczek. Pan z wami. / Vigil

Such moments are sometimes the most collapse into lethargy and wait for a better times. Unfortunately  the “better times” could have us in ass. Theres nothing else like find new occupation to avoid shitty days. What is better for sadness than juicy piece of musical laughter? I stopped my sadness with the ‘fresh’ sounds from the radio Soundbastards and I did some creative job.

When I saw at the editorial mail, that the stuff was sended by Hellthrasher Productions in the one moment I decided to make a rewiev (first come first served!). When I relised that fact that 2/3 of the total team are the gentle sex I wouldn’t gave it back even for the money from someone’s Communion. Anyway, the debut demo italian Into Darkness of the same name is 4-songs canonade of uncompromising death/doom metal hell-raising.

The first composition (bearing the same title what the band and material) takes above 9 minutes of the solid thud. Slow riff (being most of the song) and collapsing us like a hammer on the occiput drums give us 150 sec to escape. When into action comes volacs (in which of the first hearing could fall in love Martin Van Drunen) there’s no escape from. From the 5th minute pace temporarily runs faster and in this moment head bangs in the all directions. The second composition “Shadows” from the beginning punch the weak in the face and in general this is my favourite. The shortest but the most intense sounds of the four. Doomed Warrior made grat job witch the yelling and Angela Gossow after hearing this stuff should fell a little discomfort on a metal throne. The third part of the destruction, “Nemesis: Star of Catastrophe” returns to the slow rate, the drumms are making nice noise and Nor on the bass completes the killer trio. I can call the main riff quite ‘melodical’ but still kicking ass. This one slows heart. And behind the window is more gloomy.

And when comes the fourth act complement the work of destruction, and the last of sinners cry, or “Levy 9’s Death” we just have to surrender our weapoms. Which I do with pleasure because “Into Darkness” is complete work and a echo should circulate until the Italian trio, once again, bring destruction to our lands. I think that no one has right to crap if I assess theis stuff at 9 meshes. Lord with you.

9

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s