MAGNIFICENT MUTTLEY – Magnificent Muttley

MM  1. Something is…

2. One drop

3. Riot

4. The time

5. No stress

6. Phenomenalike

7. Stains

8. Still

9. Take a sip

10. Frank

11. 1500 days

12. Too many songs

13. … going to happen

Aż wstyd się przyznać, że do tej pory właściwie wcale nie wspominaliśmy na TEOES o Magnificent Muttley. Niedawno minęły właśnie trzy miesiące od premiery ich debiutanckiego krążka, a i wcześniej o zespole było całkiem głośno, chociażby przy okazji występów podczas festiwalu w Jarocinie. Pora wreszcie nadrobić te zaległości i wziąć pod lupę debiutancki materiał grupy.

Pochodząca z Warszawy kapela to ciekawe zjawisko na naszej rodzimej scenie muzycznej. Magnificent Muttley funkcjonuje jako trio w klasycznym składzie gitara-bas-perkusja. Stylistyka, w jakiej obraca się zespół to oldschoolowy rock z dużą dawką improwizacji. Pierwsze skojarzenie, jakie ciśnie mi się na papier to Them Crooked Vultures. Nie jest to może najszczęśliwsze porównanie, ale poza liczbą muzyków bez wątpienia zgadza się także bezkompromisowe podejście do rasowych rockowych aranżacji. Słuchając Magnificent Muttley można mieć wątpliwości, czy rzeczywiście mamy do czynienia z debiutującym zespołem, czy raczej ze starymi rockmanami, którzy mają już na koncie nie jeden album. Słuchając muzyki serwowanej przez grupę należałoby raczej skłonić się do tej drugiej opcji. Młodzi muzycy bez kompleksów prezentują klasowy materiał, który może się podobać z wielu względów. Kompozycje są przemyślane , różnorodne i zagrane z polotem. Grupa wie, co chce przekazać słuchaczom i konsekwentnie tego dokonuje.  Świadczą już o tym pierwsze dźwięki „Something is…” –instrumentalnego kawałka otwierającego płytę, który razem z zamykającym „… going to happen” spina materiał klamrą. Pomiędzy tymi dwoma kompozycjami rzeczywiście dzieje się, i to niemało. Drugi na liście „One drop” utrzymuje raczej senne tempo i zdaje się kumulować napięcie przed kolejnymi utworami. Grupa powoli jednak narzuca tempo i choć rozczarują się ci, którzy czekają na proste chwytliwe melodie, to w muzyce Magnificent Muttley jest coś przyciągającego.  Chyba to kwestia umiejętnego połączenia monotonni pewnych dźwięków, która łączy się z żywiołowością. Słychać to w „Riot”, a za popisowy numer można uznać „No stress”, gdzie muzycy pozwalają sobie na trochę szaleństwa. A jest jeszcze „Phenomenalike”. Najbardziej przebojowy numer na płycie…, który nie jest jednak grany na koncertach. Członkowie zespołu stwierdzili, bowiem, że utwór nie może być ich wizytówką, bo fałszuje obraz grupy. Odważna decyzja, trzeba jednak przyznać, że słuszna. Dalej robi się na chwilę spokojniej. Po balladowym „Still” nadchodzi jednak brzmiący trochę złowieszczo „Frank”, a sinusoida nastrojów ciągnie się dalej o dwa kolejne numery także znacząco różnią się od siebie.

Trzeba przyznać, że jak na jedną płytę dzieje się naprawdę dużo. Od strony kompozytorskiej i realizatorskiej wszystko stoi na najwyższym poziomie, za co należą się szczególne słowa uznania. Trzeba przecież pamiętać, że jest to materiał debiutancki. Nie znajdziemy tu jednak chyba żadnych śladów braku doświadczenia i amatorszczyzny, co nie zdarza się przecież wcale tak często, jeśli chodzi o takie wydawnictwa. Nie mam jednak zamiaru narzekać, bo zamiast tego otrzymujemy solidną porcję dobrego, rockowego grania. / Dirk

7

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s