SOILWORK – The Living Infinite (DEVIUS vs. STANLEY)

Soilwork - The Living Infinite

CD 1
01. Spectrum Of Eternity
02. Memories Confined
03. This Momentary Bliss
04. Tongue
05. The Living Infinite I
06. Let The First Wave Rise
07. Vesta
08. Realm Of The Wasted
09. The Windswept Mercy
10. Whispers And Lights
CD 2
01. Entering Aeons
02. Long Live The Misanthrope
03. Drowning With Silence
04. Antidotes In Passing
05. Leech
06. The Living Infinite II
07. Loyal Shadow
08. Rise Above The Sentiment
09. Parasite Blues
10. Owls Predict, Oracles Stand Guard

DEVIUS

Mieliście kiedyś tak, że po odsłuchaniu danego albumu, zakochaliście się w nim bezgranicznie i z niecierpliwością czekaliście te kilka lat na jego następcę? Tak miałem w 2010 roku przy premierze „The Panic Broadcast” i nie uwierzycie, ale tym razem jest identycznie.

Trzeba przyznać, że Soilwork od czasu „Figure Number Five” wykreował swój oryginalny styl, instrumentalnie cudnie, a wokalnie jeszcze lepiej – w Soilworku niczego nie brakuje. Stylistycznie „The Living Infinite” bardzo przypomina swojego poprzednika, jednak da się czasami odczuć nawiązania do staroci (na przykład w utworze „Spectrum of Eternity”).

Czekałem trzy lata na nowy materiał od Szwedów z Helsingborg i w nagrodę dostałem materiał mieszczący się na dwóch płytach CD. Materiału jest sporo i przede wszystkim przy pierwszym odsłuchu nie zanudziłem się na śmierć, wręcz przeciwnie – była to znowu miłość od pierwszego włączenia płyty. Pierwsza część albumu to stary dobry Soilwork, gdzie mamy masę blastów serwowanych przez Dirka, świetne riffy i solówki (tego się najbardziej obawiałem, bo przed wydaniem „The Living Infinite” znowu nastąpiły zmiany w składzie). Muszę przyznać, że nie spodziewałem się takich utworów, które od samego początku sprawiają, że człowieka nosi po całym pokoju, żeby później tylko go uspokoić – prawie na każdy utwór z części pierwszej tak właśnie reagowałem.  Z czasem przychodzi mały problem, który dało się już zauważyć przy poprzednich wydawnictwach zespołu – schematy. Instrumentalnie zostałem zaskoczony, wokalnie również, tylko co z tego, skoro otrzymałem to samo co kiedyś, tylko w trochę innej szacie?

Przejdźmy do części drugiej, która różni się kolosalnie od tego, co dostaliśmy najpierw. Soilwork skupił się tutaj bardziej na bardziej spokojnych utworach, jednak zaskoczenia w przypadku mocnych kawałków nie unikniemy. Płytę otwiera bardzo klimatyczne, instrumentalne intro, które po chwili przenosi nas do bardzo energicznego „Long Live the Misanthrope”. Na tej płycie główne skrzypce gra Speed, który bardzo umiejętnie wyciąga ostatnie soki ze swojego głosu, a w połączeniu z klawiszami dostajemy totalną jatkę dla uszu. Żałuję tylko, że nie dostaliśmy utworów na miarę „Let This River Flow”, który w moim odczuciu jest jednym z najlepszych kawałków jakie zespół nagrał w swojej karierze – nie zabrakło jednak tutaj utworu, który mnie chwycił za serce – „Antidotes in Passing” jest świetnym przykładem tego, że z piosenki, która nadaje się typowo na balladę można zrobić coś, co rzuciło mnie na kolana.

Przyszedł czas na małe podsumowanie – cholernie się opłacało czekać trzy lata na nowy, tak obszerny materiał. Ja się zakochałem i mimo małych minusów, którymi są między innymi powtarzające się schematy, czy bardzo podobne riffy i elementy perkusji, będę ten album katować do upadłego czekając na coś nowego z obozu Soilwork.

Have you ever had a feeling that after listening to given album you constantly fell in love with it and you looked forward to next one for some years? I had it in 2010 when „The Panic Broadcast” was released, and you won’t beliece but this time is the same situation.

I have to admit since „Figure Number FiveSoilwork created its original style; it’s marvelous instrumentarium, and vocals are even better – there’s no lack of anything in Soilwork. Stylistic of „The Living Infinite” reminds so much its predecessor but from time to time you may feel reference to junks (for example in the song „Spectrum of Eternity”).

I’ve been waiting for three years for new work from Helsingborg’s Swedes, and in reward of I’ve got album on two CD’s. There’s plenty of songs and first and foremost while I listened it first time I wasn’t bored to death — quite the contrary, it was love at the first sight. The first part of album is good, old Soilwork where we have a lot of blasts served by Dirk, great riffs & solos (I was afraid of it cause „The Living Infinite” was released while line up has changed again). I have to admit I haven’t expected songs like these which from very first beginning make a human is going crazy just to calm down later – I reacted just like this to almost every song from first part of album. By-and-by comes a little problem which was able to notice at previous band’s records – schemes. I was surprised instrumentally, in a vocal way, too but so what if I got it the same thing like before but in another way?

Let’s go to the second part which is colosally different in compare to first one. Soilwork focused on calmer songs here but we can’t avoid a surprise in case of heavier ones. The album is opened by very climatic, instrumental intro which carries us to every energetic “Long Live the Misanthrope”. In this album Speed plays first fiddle who very skillfully gives everything from his voice, and in combine with keys we receive total slaughter for our ears. I regret only we didn’t receive songs like “Let This River Flow”; in my opinion it is one of best songs that band recorded in their music career – it didn’t run out of the song which clutched at my heart – “Antidotes in Passing” is the great example of that song which is like typical ballad you may do something what get down me on my knees.

It came time for the little resume – it was damn worthy to wait three years for newest, so wide record. I fell in love, and in spite of small minuses like inter alia repetitive schemes, or very similar riffs, and elements of drums I’m going to torture this album as much as I’m able to while I will wait for something new from Soilwork camp.

9

STANLEY

No i nadszedł ten cudowny dzień kiedy mogłem odpalić nowy podwójny krążek Soilwork! Huczało o nim i buczało, reklamy sypały się z wielu portali a ja biedny zagryzałem wargi w oczekiwaniu na „The Living Infinite”. Ostatni ich long mnie nie zawiódł, był wręcz mistrzowski i miałem nadzieję, że będą kontynuować tą ścieżkę. Single świadczyły o tym, że tak właśnie będzie. To znamienne, że album otwiera „Spectrum Of Eternity” numer, żywiołowy, rozpędzony z ultra melodyjnym refrenem i koszącą solówką. „Wróciliśmy by skopać Wam dupska!” tak można odczytać ten wałek.

Bardzo mocne otwarcie zawsze zaostrza apetyt i często od niego zależy, jak bardzo album nam się spodoba. Drugim przystankiem, który sprawia, że szczerzę się od ucha do ucha jest „This Momentary Bliss” słusznie wybrany jako kolejny promocyjny numer. W świetny, skoczny refren jest zaopatrzona pierwsza część numeru tytułowego, to będzie koncertowy killer! „Vesta” ma świetny niepokojący początek, wrażenie robią też krystalicznie czyste partie Speeda, skontrastowane z potężnym wrzaskiem. Refren ma iście radiową nośność, gdzieś mi tam pobrzmiewają patenty ze slipknotowej „Vendetty”. Natomiast „Realm Of The Wasted” napędzają świetne melodie klawiszowe, jest nawet zacne solo! „The Windswept Mercy” to numer z wręcz stadionowym refrenem, znamienne, że gościnne udziela się tu wokalista New Model Army. Dysk numer jeden zamyka spokojniejszy, rozbujany „Whispers And Lights” z wybuchowym refrenem. Coś jak „Let The Rivers Flow” z poprzedniego krążka.

Drugi dysk zaczyna się od instrumentalnego intro, które przenosi nas do świetnego, „Long Live The Misanthrope”, który mógłby się pojawić na którymś z ich pierwszych krążków. Dalej wybija się podniosły „Antidote In Passing”. Druga część numeru tytułowego trzyma fason, choć na moje ucho nie ma siły rażenia „jedynki”. „Loyal Shadow” natomiast to numer instrumentalny, z fajnie wplecionym odgłosem bicia serca. Następujący po nim „Rise Above The Statement” jest wg mnie najlepszym fragmentem drugiego dysku. Odpowiednio podnosi ciśnienie i ma w sobie tą niewymuszoną melodyjność. Na finał zaskoczenie, „Owls Predict, Oracles Stand Guard” to masywny walec, który, gdyby go skomplikować, mógłby się wpisać w konwencję Meshuggah.

Refleksja końcowa jest prosta – kto fanem Soilwork nie był, ten nie przekona się do nich po usłyszeniu tego krążka. Maniacy natomiast będą smakować każdy utwór. Polecam słuchać tych krążków oddzielnie, dawkować sobie muzykę na niej zawartą, wtedy z pewnością lepiej wybrzmi i odkryje coraz to nowsze elementy. Ode mnie póki co 8/10 bo druga, część dyptyku troszkę mniej mi się podoba. Ale nie da się ukryć, że to kawał porządnego melodyjnego łupnięcia. Do zobaczenia na koncercie panowie!

And it finally came that wonderful day when I was able to turn on newest, double album from Soilwork! It rumbled and buzzing about it, many website promoted it, and I the poor was biting my lips in awaiting of “The Living Infinite”. The latest longplay didn’t disappoint me, it was simply masterful, and I had a hope they will continue that way. Singles showed it will be just like that. This is charactertic of album which is opened by “Spectrum Of Eternity” – very lively, coasted song with ultra melodic chorus and kick-ass solo. “We came back just to kick you asses!” – this is how you may interprete this song.

Very strong beginning whets the appetite and it often depends on how much we will like the album. Second stop which makes me feel to grin from ear to ear is “This Momentary Bliss”, very properly chosen as next promotional song. Into cool, brisk chorus there’s supplied first part of album’s title song – it will be concert’s killer! “Vesta” has a great, distressing beginning; a good impression makes crystalic parts of Speed as well, constrasted with tremedous yell. Chorus has it commercial capacity, from time to time I hear some patents from Slipknot’s “Vendetta”. On the other hand, “Realm Of The Wasted” is propelling with great keyboard’s melodies, there’s even notable solo! “The Windswept Mercy” is the song with frankly “We Will Rock You” style chorus; characterstic is that vocalist of New Model Army made guest vocals. Disc numer one is closed by calmer, rocking “Whispers And Lights” with explosive chorus. Something like “Let The Rivers Flow” from the previous album.

The second dics begins with instrumental intro which takes us to great “Long Live The Misanthrope” which may appear on one of their first albums. In futher part of that disc comes pompous “Antidote In Passing”. Second part of album’s title song keeps up its spirit but in my opinion there’s no explosive power of “one”. However “Loyal Shadow” is the instrumental song, interlaced with sound of beating heart. After it there’s “Rise Above The Statement” which in my opinion is the best fragment of second CD. It is raising a pressure accordingly, and it has natural melody itself. In the end “Owls Predict, Oracles Stand Guard” is a song like massive roller – if we complicated it, it would be in convention of Meshuggah.

The final reflection is easy – who wasn’t fan of Soilwork – won’t convice to them after listening to this album. On the other hand maniacs will taste every song. I’d recommend listen to those CDs seperately, to dose music concluded in it. Then it would be better sound, for sure and reveal better and better elements. From me there’s 8/10 cause second part of diptych I like less. But it’s unable to hide there’s a piece of solid, melodic hit. See you soon on a concert, gentlemans!

8

One comment on “SOILWORK – The Living Infinite (DEVIUS vs. STANLEY)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s