„Metal, prawda i wolny rynek – to nie rurki z kremem. Tu się ginie.” – wywiad z KELTHUZZAR

tn_DSCF7089Oto i jest. Zapowiadany wywiad, na który zapewne wiele osób czekało. Mojego rozmówcy przedstawiać nie muszę, bo każdy kto choć trochę interesuje się prawdziwym metalem znać go po prostu musi. Niestety, jak to często bywa, najlepsze pytania wpadają do głowy „po zawodach”, więc mam nadzieję, że kiedyś w przyszłości uda mi się jeszcze je zadać. Ale zanim przejdę do samego wywiadu, chciałbym podziękować pewnej osobie za pomoc w „dotarciu” do jednej z najciekawszych osobowości na polskiej scenie. No to jazda!

Vigil: Nie jesteś nowicjuszem na scenie. Jak w ogóle zaczęła się Twoja przygoda” z muzyką metalową i kiedy to było?

Kel: Jako słuchacz, już w 1991 zostałem zmasakrowany przywiezioną przez przypadek przez rodziców z RFN płytą obskurnego niemieckiego thrashowego zespołu Darkness „Defenders of Justice” – kto zna ten kult, wie, jak płyta się zaczyna i dlaczego można przeżyć szok, zwłaszcza gdy jest się dzieckiem. Potem bałem się włączać tej płyty, ale mimo to robiłem to, czując autentyczne ciary przy muzyce tych „strasznych diabłów”. To była moja pierwsza i przez długi czas jedyna płyta metalowa, która całkowicie wystarczała mi do szczęścia. Dopiero potem, w liceum, puszczono mi takie rzeczy, jak Therion i Mercyful Fate, i wsiąkłem na dobre. W 1999 postanowiłem zacząć grać, i to od razu na basie, gdyż ubzdurałem sobie, że to będzie bardzo niszowe zostać basistą. Nie żałuję tej decyzji. Oprócz tego ogarniałem komponowanie przy wykorzystaniu komputera, więc od samego początku nastawiałem się na pisanie utworów, a nie tylko ich odgrywanie. Jestem całkowitym samoukiem, ale sporo zgłębiałem teorii muzycznej z tego, co udało mi się dorwać, co potem procentowało. Największy wpływ w początkowym okresie wywarł na mnie zespół Bal-Sagoth z płytą „Battle Magic” i oczywiście Manowar, a także muzyka z filmu „Conan Barbarzyńca”, odsiewająca wszystkich tych, co nie wierzą w Croma.

Vigil: Bas chyba okazał się dobrym wyborem, byłeś przecież członkiem lub założycielem wielu projektów muzycznych. Który z nich wspominasz najlepiej, a który był najbardziej krzywy i pozostawił niesmak?

Kel: Każdy kolektyw jest zasadniczo instytucją patologiczną. Pięć osób, próbujących dojść do wspólnego celu, mając inne poglądy na temat środków, wcześniej czy później zacznie się nawzajem zwalczać. Stąd też zespoły muzyczne, jeśli od samego początku nie są prowadzone silną ręką jednego lidera, z jednym wyraźnym celem na horyzoncie, zazwyczaj nie przetrwają długo. Próba ogarnięcia różnych osobowości i temperamentów to zadanie dla doktora psychologii co najmniej. Stąd też zespoły powinny być zakazane, hehe. Tylko solowe projekty z sesyjnymi muzykami, lub duety jak Darkthrone – i to składające się wyłącznie z psychopatów oddanych totalnie tworzonej muzyce. Żadnych złudzeń, że kogokolwiek obchodzi, co np. drugi gitarzysta sobie myśli, albo jakiego ma focha. Niestety, żyjemy w demokratyczno-egalitarnej atmosferze „poszanowania zdania innych”, i ludziom naprawdę się wydaje, że pięć różnych osób powinno mieć równe zdanie w zespole, bo w „różnorodności siła”. Nigdy. Dlatego żadnego zespołu nie wspominam dobrze z perspektywy lat. True Metal nie może mieć kompromisów.

Vigil: Czyli nie ma co liczyć na nowy materiał od Sorcerer? Swego czasu słyszałem plotki o rzekomej reaktywacji zespołu.

Kel: Chcieliśmy razem ze Strzelcem (współzałożycielem) reaktywować zespół w pierwotnym składzie, niestety Krystus bębniarz przyznał, że przegrał życie i nie znajdzie czasu na jakiekolwiek zaangażowanie w granie prawdziwego metalu. Stąd też raczej reaktywacji nie będzie, choć coś nad nowym materiałem kombinuję.

Vigil: No właśnie, nowy materiał. Czym planujesz zaskoczyć słuchaczy w roku obecnym? Może kolejne dzieło Bractwa Stali?

Kel: Jak można się było domyślić, nie mam żadnych planów, jak też nie planuję zaskakiwać. Rozczaruję więc każdego, kto spodziewa się jakichś konkretnych wieści. Co do Bractwa Stali, to byłem tylko muzykiem sesyjnym, i nie mam żadnych wieści odnośnie projektu. W tym kraju granie miażdżącego heavy metalu jest niemożliwe w formie pełnoprawnego zespołu, gdyż znalezienie oddanych muzyków graniczy z cudem. Stąd też nie zobaczycie na żywo np. Kelthuzzar, gdyż próba sformowania składu koncertowego, jaką przeprowadziłem 3 lata temu rozbiła się o kompletny brak woli do grania prawdziwej muzyki u kandydatów wyłonionych w tym celu. Innych chętnych było brak, więc póki co, skoro nikt się nie zgłasza, projekt jest uziemiony.

Vigil: Często nawiązujesz do „prawdziwości” muzyki metalowej. Nie bym był sobą gdybym nie spytał co sądzisz o modzie na brzmienia core’owe. Do „zaoru”?

Kel: Fakt jest taki, że większość kapel zatrzymała się w rozwoju i metal od dawna zżera stagnacja – ale głównie dlatego, że grają go frajerzy oraz przebrzmiałe gwiazdy. Stąd nie dziwi, że próba wpuszczenia trochę świeżej krwi skutkuje wpływami core’owymi. Jest to nie do uniknięcia, jeśli kapela chce zabrzmieć świeżo, a nie ma innego pomysłu na granie, lub chodzi jej tylko o zdobycie powierzchownej popularności na „scenie”. Oczywiście kto ma pojęcie o muzyce, zauważy fałsz i koniunkturalizm w tych przypadkach, gdzie ma to miejsce. Ale nie popadajmy w przesadę. Gdy Pantera wydała Vulgar Display of Power, to sporo prawdziwków nie poznało się na tej płycie, zbywając ją właśnie oskarżeniami o „chujowe wpływy hardcore’u”, podczas gdy było to granie odsiewające po prostu zakute łby swoją mocą i bezkompromisowością, oraz nietuzinkowym podejściem do grania. Obecnie co prawda jakoś nie widzę dobrego przykładu na potwierdzenie tej tezy, natomiast słucham dużo tzw. djentu, który stał się w sumie już nowym trendem, i obserwuję podobne zjawisko, tzn. wszystkie kapele grają podobnie do siebie, wg zasad wyznaczonych przez pionierów nurtu, a niewiele jest faktycznej innowacji. Wszystkie trendy jednakże giną, a pozerzy umierają w męczarniach.

Vigil: Stąd pomysł na audycję „Co Z True Metalem?”? To próba uświadomienia społeczności, który metal jest słuszny, a który zasługuje tylko na zapomnienie?

IMG_3560Kel: Stwierdziliśmy, że trzeba wreszcie zacząć mówić otwarcie i bez owijania w bawełnę o pewnych kwestiach, rozkurwić parę mitów i rozstawić chłopczyków po kątach. Do tego przypomnieć prawdziwą historię metalu i wskazać głównych szkodników i winowajców, mających na sumieniu jej zafałszowanie, jak i wtrącenie metalu na drogę fałszu, co do dziś odpowiada za istnienie całych pokoleń smutnych pizd, którym się wydaje, że słuchają metalu. Nie łudzę się, że moja skromna audycja wywoła jakąkolwiek rewolucję w myśleniu, natomiast pozerzy przynajmniej nie pozostaną dłużej bezkarni :>

Vigil: W drugiej części w/w audycji twierdzisz, że Polska nie jest krajem dla „true ludzi”. Skąd to się bierze? Co w ogóle sądzisz o obecnej kondycji polskiej sceny, nie tylko z gatunku heavy/power?

Kel: Jak to możliwe, że wiele krajów wydało z siebie bardzo dobre zespoły true metalowe, grające epicko i potężnie, a Polska tak odstaje? Gdzie na koncerty zasłużonych zachodnich kapel heavy metalowych przychodzi ledwo setka ludzi? Gdzie nie można znaleźć wystarczająco zdeterminowanych do grania ludzi? Bierze się to z frajerstwa i mentalności drobnego cwaniaka, jaka nam została w spadku po XVII-wiecznej kontrreformacji i latach zaborów. Metal pełen autentycznego patosu, szczerej egzaltacji potęgą, żywiołowych salutów ku czci bogów i stali – to jest kompletnie niezrozumiałe dla cebularzy z mentalnością pańszczyźnianego chłopa. Dlatego pewnie też jedynym gatunkiem, oddającym realne namiętności Polaków, pozostaje death metal, ponieważ jedyne, do czego się nadajemy, to zabić się.

Vigil: Ale oprócz porządnego death metalu mamy też przecież bogatą scenę blackmetalową, która śmiało może konkurować ze światem. Może nie ma aż takiej tragedii?

Kel: Nie no, black metal w Polsce zawsze na propsie, tylko znowuż jest to wyraz nihilizmu i beznadziei, jaka otacza człowieka w tym kraju, stąd też w ciągu ostatnich paru lat wysyp (że tak to nieładnie ujmę) dobrych wydawnictw w tym nurcie, mam na myśli głównie stajnię LTWB, niestety moja podejrzliwa natura wszędzie widzi czyhający trend, więc może zakończę ten wywód. Nie sądzę, by ta muzyka większą masę ludzi faktycznie skłoniła do wzmożonej refleksji i podjęcia ostatecznej i słusznej decyzji.

Vigil: To skoro już o czerni mowa, możesz przybliżyć niezorientowanym na czym polegał Twój mały „konflikt” z Vargiem Vikernesem?

Kel: Bez przesady, jaki tam konflikt. Varg to osoba psychicznie chora, która ostatnio wypełnia pustkę swojego przegranego życia przez pisanie przemyśleń na blogu thuleanperspective.com , i o ile impresje na temat skandynawskiego pogaństwa są w miarę ciekawe i oparte o rzeczowe źródła, to jego próba rekonstrukcji historii i tłumaczenia wszystkich wydarzeń jako działania żydów, oraz zamknięcie się na wszelką racjonalną rzeczową krytykę (jak np. moje komentarze nt. prawdziwych przyczyn ominięcia Polski przez dżumę) przy wtórze chóru równie ograniczonych sykofantów, kwalifikuje Varga i jego fanów jako niegroźnych szaleńców, niestety przyprawiających pewnym ideom twarz kompletnej niepowagi. I tyle. Dostałem bana na jego blogu za pisanie prawdy i nazywanie ich magicznego myślenia „mentalnością azjatycką”, więc niedźwiedzi chuj Vargowi w dupę. Magna Evropa est patria nostra!

Vigil: To nie pierwszy (i zapewne nie ostatni) raz kiedy Twoje wypowiedzi w sieci budzą kontrowersje i kończą się np. banem na daną stronę. Czy czasami nie jest to męczące?

Kel: Metal, prawda i wolny rynek – to nie rurki z kremem. Tu się ginie. Znowuż wracamy do tej zasadniczej kwestii – istnienia mrowia frajerów i pizd klasowych, którym mówienie prawdy w oczy niezbyt pasuje. Oczywiście, jako właściciele for czy stron, mają prawo mnie zbanować, a ja mam prawo ich osądzić i odsądzić od czci i wiary za niechęć do racjonalnej dyskusji i zwykły chłopczyzm. Czasami to faktycznie przypomina walkę z wiatrakami, niemniej – ta walka trwa!

Vigil: W takim razie może chcesz coś komuś przekazać na zakończenie wywiadu? Krótka odprawa dla maniaków prawdziwego metalu lub słowna chłosta dla „chłopczyków”?

Kel: A to już koniec? Noc jeszcze młoda. Kto jeszcze nie ma ostatniej płyty Kelthuzzar, ostatniego epickiego tyrańskiego metalu w tym kraju, to niech pisze, mam jeszcze parę sztuk. Chłopczyki wiedzą, że teraz ich dni są policzone, niech wyrzekną się metalu i powrócą do swych nocnych klubów i dyskotek, to może Młot Pana oszczędzi ich przegrane życia. Zagłada nadciąga. Dosłownie. ZWYGDA!

Vigil: Dzięki za wywiad!

11 comments on “„Metal, prawda i wolny rynek – to nie rurki z kremem. Tu się ginie.” – wywiad z KELTHUZZAR

  1. Keltuzz jak zwykle absurdalnie pompatyczny.
    Sama audycja „Co z true metalem” z jednej strony tona śmiechu i kiwania głową, z drugiej faktycznie coś jest na rzeczy.
    W death metalu to akurat dzieje mnóstwo fajnych oryginalnych rzeczy.

  2. gość piszę że Varg jest chory psychicznie, to ciekawą mieli konwersacje, dwóch idiotów z przerośniętym ego i kompletnych muzycznych impotentów.

    • gdybym był muzycznym impotentem, to nie byłbym w stanie z taką łatwością nagrywać zajebistych numerów w każdym gatunku muzycznym, do tego z należytym dystansem do siebie. Zresztą Varg muzycznie niszczy 90% twojej zjebanej pedalskiej płytoteki

  3. „o ile impresje na temat skandynawskiego pogaństwa są w miarę ciekawe i oparte o rzeczowe źródła” – bzdura, jego impresje na temat germańskiego pogaństwa są wyssane z palca i głupie i nie ratuje ich rzucenie raz na kiedyś jakimś cytatem. Sorry, ale jak ktoś robi z pogaństwa praktycznie monoteistyczny wotanizm i pisze, że narody germańskie stanowią „ciało Wotana”, to próba rzetelnego oparcia tego na źródłach staje się jawnie niemożliwa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s