SAXON – Sacrifice

Saxon 1. Procession

2. Sacrifice

3. Made In Belfast

4. Warriors Of The Road

5. Guardians Of The Tomb

6. Stand Up And Fight

7. Walking The Steel

8. Night Of The Wolf

9.  Wheels Of Terror

10. Standing In The Queue

Podczas gdy większość zespołów, które rozpoczynały działalność w latach 70. i 80. powoli już chyba myśli o emeryturze i jedynie od święta raczy fanów nowymi wydawnictwami, w obozie Saxon panuje wręcz odwrotna tendencja. Anglicy od lat porażają regularnością i na ich nową płytę nigdy nie trzeba czekać dłużej niż trzy lata. Tak samo jest i w tym przypadku, gdy po wydanym w 2011 roku „Call To Arms” nadchodzi premiera „Sacrifice”.

Częstotliwość wydawania nowych albumów różnie jednak ma się do ich jakości. Na szczęście nie w przypadku Saxon. Już na wstępie muszę powiedzieć, że po dobrym albumie udało im się nagrać jeszcze lepszy. Oczywiście zaraz pojawią się głosy antyfanów heavy metalu podnoszących, że zespoły z tego kręgu od lat tłuką albumy na jedno kopyto i sprzedają je tylko w pudełkach z inną okładką. I tak, i nie. Oczywiście można napisać o nowej płycie Saxon wiele, ale z pewnością nie to, że w muzyce grupy doszło do rewolucyjnych zmian. Pewne rzeczy się nie zmieniają, i z pewnością trzeba do nich zaliczyć charakterystyczny wokal Byforda. Z drugiej strony „Sacrifice” znacząco różni się chociażby od swojej poprzedniczki. Anglicy grają tu z większym pazurem, jest ostrzej i szybciej niż na wcześniejszym wydawnictwie. Jednocześnie pojawiają się ciekawe smaczki, które sprawiają, że w prezentowanej muzyce pojawiają się zupełnie nowe akcenty. Następujący po krótkim intro numer tytułowy wypada dosyć przeciętnie na tle całego albumu, ale zadziorny riff i skandowany refren mogą się podobać. O wiele większe wrażenie zrobił na mnie melodyjny „Made In Belfast”. Czuć w nim marynarskie klimaty, a akustyczna wstawka buduje świetną atmosferę i jest niesamowicie przyjemna dla ucha. Zupełnie inaczej wypada „Warriors Of The Road”– kawałek napędzany jest klasycznym rozbieganym riffem spod znaku NWOBHM i rwie do przodu z zabójczą prędkością. Z kolei „Stand Up And Fight” za sprawą refrenu i solówki wywołał u mnie skojarzenia z nowszymi dokonaniami Iron Maiden. Jednym z mocniejszych punktów playlisty jest na pewno „Night Of The Wolf”. Główny riff tnie aż miło, a wysokie partie wokalne w refrenie to jedna z lepszych rzeczy na płycie. Właściwie wszystko przemawia za tą kompozycją – umiarkowane tempo, które nadaje utworowi majestatyczne brzmienie, akustyczne zagrywki i krótkie, dosadne solówki. Kontrast dla poprzednika stanowi „Wheels Of Terror”, który nie ma sobie tyle polotu, ale za to konsekwentnie brnie przed siebie przy dźwiękach mocnego, miarowego riffu. Tym sposobem dochodzimy do końca, gdzie czeka jeszcze utrzymany w luźnym klimacie „Standing in a Queue”. Akurat ten kawałek nie należy do moich ulubieńców i moim zdaniem trochę za bardzo odstaje od reszty utworów. Szkoda, że „Sacrifice” nie kończy się mocniejszym akcentem. Szkoda także, że kończy się tak szybko. Z jednej strony lepiej dostać 40 minut klasowego materiału niż dwupłytowego gniota, ale obecnie, gdy standardem są krążki trwające około godziny, po przesłuchaniu płyty czuje się chęć, na co najmniej jeszcze dwa numery.

Rozpisałem się o nowej płycie Saxon, ale myślę, że to dobry znak. W końcu najwięcej można napisać o tych słabych albumach lub właśnie tych bardzo dobrych. Nad przeciętnymi nie ma, co się za bardzo rozwodzić. „Sacrifice” z pewnością natomiast należy do kategorii albumów wartych uwagi. Zespół prezentuje tu wiele ciekawych patentów, które sprawiają, że podczas słuchania nie można się nudzić. / Dirk

8

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s