DEATHSTORM – Nechesh

Deathstorm-Nechesh_2013_Cover1. He, Who Bears The Light
2. Vindictive
3. Actus Fidei
4. Victims of Mental Enslavement
5. Kingdom Without End
6. Cross- The Inverted Symbolism
7. Opus Diaboli
8. Ascend!
9. NchSh

Niektóre weekendy (mimo łagodnych początków) są wyjęte z życiorysu. Miałem coś zrobić w sobotę? Jebać, zrobię w niedzielę. Niestety w niedzielę spływają na nas wszystkie plagi egipskie i jedyne do czego jesteśmy zdolni to szczera (przynajmniej wtedy) obietnica zaprzestania pewnych praktyk. No cóż, mamy w każdym razie poniedziałek a ja siadam do zaległej recenzji. Przed wami pochodząca z Gubina formacja Deathstorm.

Debiutancki album tej, jakby nie było, znanej już kapeli (grywali przecież u boku Traumy czy Vader) o nazwie „Nechesh” to treściwa dawka brutalnej energii, która z miejsca przyciąga uwagę fanów starej szkoły i odsiewa nieprzystosowanych. Już od pierwszego utworu „He, Who Bears The Light” słychać, jakim ideałom hołduje kapela. Te ideały to: śmierć, totalne zniszczenie i zero jeńców. Próba ucieczki nie ma sensu,  kiedy wpadniesz już w śmiertelny sztorm przejedzie się po Tobie niczym walec, siarczysty riff wedrze do organizmu w postaci trucizny, a perkusja stłucze jak kotlety na obiad. To połączenie daje idealny podkład pod potężny growling wokalisty. Jestem w strzępach. A to dopiero „Actus Fidei”, trzeci utwór.

Na szczęście dalej jest tak samo. Płyta jest bardzo równa, nie ma tutaj momentów bardziej wybitnych lub dużo słabszych, może oprócz niepotrzebnej końcówki „Kingdom Without End”, według mnie takie momenty w ogóle nie pasują do podobnego łojenia (ale co kto lubi). Jednak ten mały „zgrzyt” nie psuje ogólnej radości którą daje przyswajanie tego krążka, bo już następne „Cross – The Inverted Symbolism” rozkłada nas na łopatki.  I dobrze. To death metal, tu trzeba napierdalać! A po pysku ostro dają też wolniejsze partie, z którymi również przychodzi nam się tutaj zmierzyć. Próby znalezienia na tej płycie czegoś, co można by uznać jako „nowe” spełzną na niczym. To dziewięć ukłonów w stronę mistrzowskiej sceny z lat 90, nie jakieś nowomodne granie.

Czy więc trzeba silić się na nagranie czegoś oryginalnego i niespotykanego tylko po to, by ponieść porażkę i stworzyć gniota? Nie lepiej po prostu zrobić to, co potrafi się najlepiej i idąc w ślady Deathstorm grać „podobnie” jak wiele innych zespołów, ale bezkompromisowo i  porządnie? Niech każdy sam sobie odpowie. Ja zostawię po prostu 7 oczek.

Vigil

7

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s