ETHELYN – No Glory To The God

ETHELYN_NoGloryToTheGod_FRONTcover_12x12cm

1. Dead Water
2. No Glory To The God
3. Sacrifire
4. Implosion
5. Scales
6. No Day After Tomorrow
7. Wormhymn
8. Whispers Under The Coffin Lid
9. Last Deadly Wound
10. Heritage Of Puma Punku

Jakiś czas temu, gdy przeprowadzałem wywiad z Kelthuzem dyskusja zeszła nam na temat black i death metalu w Polsce. No właśnie, skąd „u nas” (biorę w cudzysłów, gdyż ja potrafię grać co najwyżej na nerwach) ta potrzeba grania muzycznej ekstremy, podczas gdy scena na przykład folk metalowa wypada na naszym poletku dosyć blado (chociaż, mimo że wielkim fanem jej nie jestem, to mógłbym wymienić kilka świetnych zespołów). Jesteśmy krajem, który może się pochwalić pokaźną liczbą kapel z tych dwóch nurtów, które są mocno rozpoznawalne na całym świecie.  Kiedy spytamy kogoś z zagranicy o polskie kapele metalowe wymieni zapewne Behemoth, Vader, Infernal War czy nawet Kriegsmaschine. A ile osób wspomni o Ethelyn z jej nowym albumem?

No Glory To The God” to czyste zło. 10 kompozycji utrzymanych w blackmetalowym klimacie, momentami bardzo przypominających mi wczesne Dissection. Słuchając „Whispers Under the Coffin Lid” w pewnym momencie miałem wrażenie, że słucham jakiejś reedycji „The Somberlain” z bonusowym utworem. A może dałem się zwieść? W każdym razie faktem jest, że Ethelyn w swoich dokonaniach nie boi się przemycić do blackmetalowej sztuki tej „melodyjności”, która coraz częściej zdarza się w tym gatunku. Robi to na szczęście z wyczuciem, dzięki czemu nie mamy do czynienia z jakimś przesłodzonym męczeniem buły, za to dostajemy 45 minut wciągającego w odmęty piekielne grania. Chociaż nie od razu. Przyznam szczerze, że po dwóch pierwszych odsłuchach miałem dosyć mieszane uczucia. Nie porwało mnie. A potem, po upływie kilku dni złapałem „drugi oddech”. Dałem sobie i płycie jeszcze jedną szansę. Tym razem poświęcając na to całą swoją uwagę. I to był chyba złoty środek. Czułem się, jak gdybym słuchał całkiem innego albumu. Zero schematów, zero zapychania dziur niepotrzebnymi wstawkami. Wszystko, każdy dźwięk na płycie ma swoje miejsce i czas. Rytuał odprawiany przez zespół wciąga niczym sekta. Oczywiście jeśli ktoś będzie chciał znajdzie jakiś powód do narzekań. Chociażby to, że na początku „No Glory To The God” może być niezrozumiałe. A potem zrobi to co ja i dotrze do niego, że to nie jest materiał który można „przesłuchać i odhaczyć”. To trzeba poczuć. Zresztą, jeśli ktokolwiek będzie miał jakieś zastrzeżenia, niech zaczeka do „Last Deadly Wound” i wyłączy niepotrzebne zmysły.

Biję się w pierś za wcześniejszą „ignorancję” w stosunku do zespołu i obiecuję poprawę, gdyż jest to niedopuszczalne. Kolejny kamyczek do mojego metalowego ogrodu. W każdym razie, trzeci długograj Ethelyn to świetna odpowiedź na moje początkowe dywagacje. Robimy to, co umiemy najlepiej!

Vigil

8

3 comments on “ETHELYN – No Glory To The God

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s