KVELERTAK – Meir

kvelertak01. Åpenbaring
02. Spring Fra Livet
03. Trepan
04. Bruane Brenn
05. Evig Vandrar
06. Snilepisk
07. Månelyst
08. Nekrokosmos
09. Undertro
10. Tordenbrak
11. Kvelertak

Wiosna to bardzo piękny czas. Jeżeli nie za oknem – bo śnieg najwyraźniej nie chce dać o sobie zapomnieć – to w muzyce na pewno. Masa świetnych albumów albo już ujrzała albo dopiero ujrzy światło dzienne. Spośród płyt najbardziej wyczekiwanych w metalowych kręgach znalazł się bez dwóch zdań drugi album norweskich szajbusów z Kvelertak. Kapeli, która trzy lata temu wydając swój debiut wstrząsnęła sceną muzyczną. Chłopaki zostali okrzyknięci w swoim kraju (i nie tylko) debiutantami wszech czasów oraz najlepszym norweskim zespołem od czasów kariery legendarnej grupy A-Ha. MEIR bo tak zwie się drugi krążek nie zawiódł oczekiwań.

Od razu przyznam się bez bicia, że nigdy nie byłem zwolennikiem debiutu. Owszem, miał sporo fajnych patentów, skocznych i zadziornych numerów, ale jako całość mnie potrafił znużyć. Jest to muzyka, która swą energią eksploduje na żywo, ale nie podczas słuchania w domu. Dlatego też bez większego entuzjazmu podchodziłem do nowego albumu od tych brodatych Nordów.  Myślałem, że niczym mnie nie zaskoczą, że znowu będzie kilka fajnych riffów i melodyjek. Nic więcej. Jednak po przesłuchaniu singlowego Bruane Brenn odmieniło mi się. Numer wkręcił się w łeb i nie chciał wyjść. Akustyczna wstawka płynnie przechodząca w ciężki riff robiła wrażenia. Niby nic odkrywczego bo podobnych patentów jest całe multum. Jednak w tym kawałku była jakaś magia, która przyprawiała o ciarki i zmuszała do nucenia. Po tym singlu zaostrzył mi się apetyt na album. Zapowiadało się mała metamorfoza stylistyczna w porównaniu z debiutem co mi bardzo podpasowało. Więcej rock&rollowego luzu, mniej metalowego napierdalania. Więcej chwytliwych patentów, mniej popisów cyrkowych.

MEIR to zdecydowanie album z mniejszą ilość stricte metalowych motywów. Więcej tutaj punkowego „wyjebango” w duchu rocka z lat 70.  Oczywiście nie mam tu miejsca na piękne, anielskie melodie śpiewane w refrenach. Cały czas dominuje brud i smród, który tylko potęguje uśmiech na twarzy u słuchającego. Wokalista odpowiednio charczy, gitarzyści potrafią zagrać ciężkie, rasowe riffy, ale też dorzucić wyśmienite melodie podrasowane szybkimi blastami (genialny efekt!) jak w kawałku Spring Fra Livet. To właśnie te luzackie gitarki są najjaśniejszym punktem tej płyty. Niespodziewany misz-masz. Niemal black metalowe partie (świetne agresywne gitary w jednym z moich faworytów na płycie- kawałku Trepan)  kontrastują z świetnymi melodiami, które możemy posłuchać praktycznie w każdym kawałku.  Na plus idzie też świetne zaaranżowanie gitar akustycznych, które świetnie wkomponowały się w klimat całości. Jest ich tutaj znacznie więcej niż na debiucie za co chwała!

Jedyny zarzut wobec nowego krążka Kvelertak tyczy się przeciętności niektórych kompozycji. Jest niekiedy za długo, riffy zostają niepotrzebnie przedłużone przez co dany kawałek zaczyna męczyć. To jedyny mankament do którego mogę się doczepić.

Zespół nie popadł w syndrom „drugiego albumu”, a to najważniejsze.  MEIR to bardzo dobry album do którego chce się wracać. Połączenie metalu, punku i luzackiego rock & rolla tworzy mieszankę wybuchową i powoduje, że  taki szeroki wachlarz stylistyczny nie pozwala się nudzić. Zapewnia natomiast mnóstwo dobrej zabawy. Najlepiej z jakąś dobrą whisky u boku./ Oli

Spring is a very beautiful time. If not behind a window – cause snow doesn’t want to be forgotten – at least in music, for sure. Lots of awesome albums already saw the light of day, or will see it soon. Among the most wanted longplays in metal sphere we have second album of Norwegian madmen of Kvelertak. The band which shook music scene with debut album released three years ago. In their country (and not only) guys were proclaimed as the debutants of all-time, and best Norwegian band since legendary group A-Ha. MEIR – the title of second album – have not disappointed.

I have to admit now that I have never been fan of debut album. Of course – it had some nice patents, lively, and pugnacious songs but as the wholeness – it was able to tire me out. This is the music which explodes with its energy live but not while I listen to them at home. That’s why with no bigger enthusiasm I approached to newest album of beardy Norwegians. I thought they don’t surprise me at all, that it will be some nice riffs and melodies again. Nothing more. However after listnening to single Bruane Brenn I’ve changed my mind. That song stucked into my mind, and didn’t want to let go. Acoustic interlude which fluently goes through heavy riff made a good impression. Apparently nothing new cause we have a lot of patents like this. Nevertheless, in that song was some kind of magic which gave me goose bumps and forced me to hum. After that single I whet the appetite to this album. It promised to a small stylistic metamorphosis in compare to debut’s long play what I liked. More rock & roll leeway, less metal rock-on. More catchy patents, less “circus show”.

MEIR is the album with definitely less number of stricte metal motives. There is more punky “I-don’t-care-at-all” in spirit of ’70 rock. Of course there’s no place for beautiful, angelic melodies singing in choruses. All the time prevails dirt and stink which only intensify smile on listener’s face. Vocalist wheeze properly, guitarists can play heavy, pure riffs but also give magnificent melodies tuned in fast blasts (genius effect!) like in song Spring Fra Livet. Just those guitars are the brightest point of this album. Unexpected mish-mash. Nearly black metal parts (cool, aggressive guitars in one of my favorites on longplay –  in the song Trepan) contrast with cool melodies we may hear in every song practically. In plus comes also great acoustic guitars arrangement which composed well in the whole climate. There are many more of the than on debut’s album – praise the Lord!

The only one objection of newest Kvelertak’s LP refers to mediocrity of some composings. From time to time it’s too long, riffs are unnecessarily prolonged what given song starts to tire. This is the one disadvantage I can pick at.

The band did not fall into “second album” syndrome, and this is the most important. MEIR is very good album which I want to come back. Combination of metal, punk, and leeway rock & roll creates explosive mix and causes that wide stylistic range does not let to bore. On the other hand it guarantees a lot of good fun. The best with some good whisky in a hand./ Oli

8

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s