100 utworów, które może zmienić Twoje życie (ale wcale nie musi, szczególnie jeśli ich nie posłuchasz) część 2

Pora na drugą część zestawienia utworów, które mają w sobie to magiczne coś! Mogą one być zarówno brutalne jak i delikatne, najważniejsze jest to, że wywołują emocje, często skrajne! Jeśli ktoś chciałby zaznajomić się z poprzednią częścią jest ona tutaj  100-utworow-ktore-moze-zmienic-twoje-zycie-ale-wcale-nie-musi-szczegolnie-jesli-ich-nie-posluchasz-czesc-1 A teraz zapraszam na część numer 2!

BARONESS – EULA

 Nie mogło ich tu zabraknąć. To zespół, który stał się dla mnie w ostatnim czasie ważniejszy od genialnego Mastodona. Ich ostatni album „Yellow & Green” spotkał się z mieszanymi recenzjami. Zespół podryfował w stronę kompozycji delikatnych i smutnych o niesamowitym natężeniu emocjonalnym. Utwór Eula rozbił mnie w drobny mak za sprawą niesamowitej aury i oszczędnego acz chwytającego za serce sola. O „Yellow & Green” wkrótce dłuższy artykuł, zresztą nie tylko o nim a i o pozostałych dokonaniach zespołu także.

Czytaj dalej

Garść koncertowych wspomnień!

Z racji zbliżającego się, trzeciego w moim życiu Woodstocku wzięło mnie na wspominki o sztukach, które już dane mi było widzieć. A było tego całkiem nie mało i w różnych okolicznościach.

Zacznę od tego, że koncerty polskich wykonawców już od ładnych paru lat stoją na bardzo wysokim poziomie. Bardzo mile wspominam koncerty takich artystów jak Hey, Myslovitz, Dżem, Lao Che, Frontside czy Armia. Z Hunterem i Coma (a konkretnie z Drakiem i Rogucem) było mi dane przeprowadzić wywiady.

Od panów z Blindead, przy okazji koncertu The Exploited w Olsztynie osobiście kupowałem koszulkę. Na Jarocinie zakochałem się w Tides From Nebula, by ponownie ujrzeć ich na Rock In Summer. Za każdym razem inaczej wspominam sztuki Acid Drinkers, bywało, że oglądane w nie do końca „trzeźwych” okolicznościach… Świetnie było oglądać też rozwijającą się wciąż Luxtorpedę, szalejącego Litzę i statycznego Hansa.

Z Riverside łączą mnie szczególne wspomnienia, byłem świadkiem odegrania całego „ADHD” i największych hitów w olsztyńskim centrum kultury czego nie zapomnę nigdy, tak samo jak epickiego woodstockowego przedstawienia, o którym już w wspominałem opisując utwór „Left Out”. Miło było też zobaczyć kapelę w Empiku i dostać autografy, to samo tyczy się Hunter, których wspominam jako miłych i rozluźnionych. Przy Hunterach chciałbym się zatrzymać na dłużej. Widziałem ich w odsłonach z Jelonkiem i bez co bardzo różnicowało odbiór. Olsztyński gig w ramach Covan Wake The Fuck Up był zbrodniczo krótki, za to ten w mojej maleńkiej Ostródzie (niestety kojarzonej z Reggae Festivalem) wspaniały i z wyżej wspomnianym skrzypkiem. Czytaj dalej