FLAPJACK – Keep Your Heads Down

01. Stand Up
02. Party Never Ends
03. BTV
04. … False Flag Operation
05. Dead End
06. In a Structure
07. The Ballad of Frankie Pots
08. YoGo
09. Nombre: Odio
10. Black Leather Couch
11. Feud
12. Blackmail
13. Quicksand
14. Reborn

Jak FLAPJACK wydawał swój poprzedni album to ja byłem gówniarzem a metal mi się kojarzył z… metalem a nie muzyką. Piętnaście pieprzonych lat! Tyle minęło od ostatniego albumu! Ale jak już nagrali to dojebali po całości. Pierwszy track brzmi jak Deftoens z okolic „Around The Fur”. Stand Up to zacny opener, ale kolejne wałki mu nie ustępują, jak kochacie Rage Against The Machine to Party Never Ends poniesie was po całości! Hah duch ich pierwszego albumu jest tu niemal namacalny! Brawo za uzyskanie tego klimatu! Guzik na propsach! A dodma, że jako goście udzielają się Hau z zapomnianego już nieco Dynamind i świętej pamięci Olass z Acidów. Czytaj dalej

15 muzycznych ciosów w twarz (Part 1)

Z okazji 1000 odwiedzin dziś przedstawię Wam sylwetki 15 polskich grup, które jeńców nie biorą. Nie wszystkie z nich są znane na taką skalę jak powinny, inne wracają po latach w wielkim stylu. Łączy je jedno. Ostre i wyrafinowane NAPIERDALANIE!

1.DECAPITATED Wiem, że o nich powiedziano już bardzo dużo, napisano wszędzie gdzie się da i nominowano do wielu nagród ale nie mogłem się powstrzymać. To bardzo ważna grupa dla naszej sceny, naznaczona tragedią, której fani metalu nie zapomną nigdy. Powstali z popiołów niczym feniks i powrócili z albumem, który śmiało można postawić obok „De Profundus” Vadera czy „Demigod” Behemotha. „Carnival is Forever” to pokaz death metalowej finezji i brutalności. Świetne solówki, skomplikowane podziały rytmiczne, potężny, lekko coreowy wokal. Zespół, którego nie można nie znać. Absolutna czołówka. Przed Wami klip do Homo Sum.

Czytaj dalej

Garść koncertowych wspomnień!

Z racji zbliżającego się, trzeciego w moim życiu Woodstocku wzięło mnie na wspominki o sztukach, które już dane mi było widzieć. A było tego całkiem nie mało i w różnych okolicznościach.

Zacznę od tego, że koncerty polskich wykonawców już od ładnych paru lat stoją na bardzo wysokim poziomie. Bardzo mile wspominam koncerty takich artystów jak Hey, Myslovitz, Dżem, Lao Che, Frontside czy Armia. Z Hunterem i Coma (a konkretnie z Drakiem i Rogucem) było mi dane przeprowadzić wywiady.

Od panów z Blindead, przy okazji koncertu The Exploited w Olsztynie osobiście kupowałem koszulkę. Na Jarocinie zakochałem się w Tides From Nebula, by ponownie ujrzeć ich na Rock In Summer. Za każdym razem inaczej wspominam sztuki Acid Drinkers, bywało, że oglądane w nie do końca „trzeźwych” okolicznościach… Świetnie było oglądać też rozwijającą się wciąż Luxtorpedę, szalejącego Litzę i statycznego Hansa.

Z Riverside łączą mnie szczególne wspomnienia, byłem świadkiem odegrania całego „ADHD” i największych hitów w olsztyńskim centrum kultury czego nie zapomnę nigdy, tak samo jak epickiego woodstockowego przedstawienia, o którym już w wspominałem opisując utwór „Left Out”. Miło było też zobaczyć kapelę w Empiku i dostać autografy, to samo tyczy się Hunter, których wspominam jako miłych i rozluźnionych. Przy Hunterach chciałbym się zatrzymać na dłużej. Widziałem ich w odsłonach z Jelonkiem i bez co bardzo różnicowało odbiór. Olsztyński gig w ramach Covan Wake The Fuck Up był zbrodniczo krótki, za to ten w mojej maleńkiej Ostródzie (niestety kojarzonej z Reggae Festivalem) wspaniały i z wyżej wspomnianym skrzypkiem. Czytaj dalej