NOTHING PERSONAL – The Hardest Part

602868_529329483768143_998656501_n1. Never Lose Hope
2. Self Anthem

The Hardest Part zespołu Nothing Personal powinno zainteresować fanów melodic hardcore’u, bo to co wyszło spod ich skrzydeł jest genialnym zalążkiem tego, co wkrótce może być obiektem kultu dla polskiej społeczności. Czytaj dalej

Relacja z koncertu THY DISEASE, SARATAN, BRAINWASHED- Kielce, klub Woor, 09.03.13

276676_314437438657358_1180015811_nJako ostatni punkt trasy Frozen Plague 2013 został wyznaczony kielecki klub Woor, którego bywalcy dość licznie pojawili się na owym wydarzeniu. 9 marca podłoga się trzęsła, karki to w górę, to w dół wraz z głową machały w rytm muzyki, a strudzone matki przybyłej młodzieży w domach rozmyślały co ich pociechy mogą wyczyniać podczas takich zabaw. Czytaj dalej

CAN YOU HELP? – First Step

Obrazek1. Cardinals
2. Say Goodnight To The Wolves
3. Without Heart

3 kawałki znajdujące się na EP ce to około 10 minut dobrego hardcore’owego grania. First Step jak sama nazwa mówi to pierwszy krok grupy Can You Help? Jestem mile zaskoczony, że mimo bardzo typowego grania, udało się stworzyć coś nowego, i liczę, że kolejne stepy, dalej będą pokazywać wysoki poziom.

Na początek ptaszki, fajnie wchodzi sobie bas, stopniowo klimat wzrasta i się rozkręca. Dalej pojawia się wokal z nieco zachrypniętym i oschłym głosem. Ładnie to się składa w spójną całość, a chęć słuchania wzrasta wraz z budowanym napięciem. Czytaj dalej

Relacja z koncertu CAMELTEA, LOSECONTROL – 08.02.13, Kielce, Klub Woor

Cameltea, LooseControle Gdy tylko dowiedziałem się, że szykuje się koncert tych dwóch grup, od razu mi się wykreował obraz owego wydarzenia. Wiedziałem czego się spodziewać, więc nie była to trudna sztuka, aczkolwiek zostałem miło zaskoczony.

Pierwsza kapela, to jeden z najbardziej niedocenionych skarbów kieleckiego undergroundu- Cameltea. Przeplatanie grooviącego funky z nieco punkowym overdrivem dało w efekcie bardzo nietypową Herbatę. Mogę powiedzieć, że momentami fusionowe granie z charakterkiem w stylu Jacka White za czasów The Raconteurs, jest bardziej porywające niż diabelsko szybkie łojenie. Z każdą kolejną nutą czuć coraz lepiej smak i klimat całego przedsięwzięcia, a chęć dalszego słuchania wzrasta. Plus ogromny za dobranie repertuaru, ponieważ nie ciągnęło się to w nieskończoność a zróżnicowanie kompozycji dało słuchaczowi silną dawkę pozytywnego przekazu. Podczas oglądania przedstawienia, zapadło mi w pamięć bardzo częste i charakterystyczne otwieranie hi-hatu przekładane ze swoistymi uderzeniami w kopułkę ridea.
Na koniec, przed bisami, ku ogromnemu zaskoczeniu publiczności na scenie pojawiła się dama ze smyczkiem i skrzypcami. Za jej występ należą się ogromne oklaski, niemniej jednak sam pomysł również na nie zasługuje. Czytaj dalej