Relacja z koncertu Queen Symfonicznie z dnia 28.10.12

Kiedy wchodzę do klubu, w którym ma zaraz odbyć się koncert, w głowie układam sobie scenariusz gigu. Przeważnie znam set listy, wiem, jakich kawałków mogę się spodziewać, wiem, co śpiewać, w którym momencie robić circle pit itd. Wyobrażam sobie, siebie w następny dzień poobijanego, zadrapanego, z milionem siniaków, z bolącą głową, brzuchem i nudnościami (niektórzy nazywają to kacem mordercą), oraz niesamowicie bolącą prawą kostką. Widzę powoli zbierających się ludzi, czuję zapach tłumu, popijam piwo i powoli rozpoznaję twarze, z którymi chwilę później będę się pokojowo okładał w myśl hardcoru. Czytaj dalej