„Wiadomo nie od dziś, że miarą sukcesu w Polsce jest ilość hejterów, więc dostajemy od nich darmową reklamę” – wywiad z JENNA EIGHT*

Jenna Eight*Oto zespół, który z miejsca został zarówno obdarzony sympatią jak i ukrzyżowany, tak właśnie działają występy w telewizji. Na szczęście chłopaki z Jenna Eight* mają do siebie dystans i nic sobie nie robią z „bidonowych” kpin. I bardzo dobrze, że udało się Masełowi do nich dotrzeć! Zapraszam do lektury!

Maseł- W 2011 roku w świat poszła wasza EP’ka z 4 kawałkami, dużo gracie, zbieracie publiczność, jednak nie uważasz, że kazać fanom tak długo czekać na kolejny materiał na krążkach to nie jest nieładnie? Czy jest to może specjalny zabieg, bo chcecie żeby Long Play grał jeszcze lepiej niż EP’ka?

Marcin Mazur- Bardzo nieładnie. Muzyka jest naszym hobby, poza nią mamy mnóstwo obowiązków. Musimy pogodzić życie prywatne / zawodowe z czymś co kochamy.
Pracujemy sporo na próbach i chcemy aby materiał na longplay’a był naprawdę dopracowany, perfekcyjnie nagrany i świetnie wyprodukowany. Porządny i mocny album jest na pewno jednym z naszych najważniejszych punktów do zrealizowania w tym roku.

– Maseł- Jak to mówicie, jesteście prekursorami w Polsce gatunku zwanego trance core’em. Jak to wpływa na waszą opinię? Ludziom podoba się ta idea, czy jest wyśmiewana jak niekiedy crab core Erisów.

Marcin-Chyba pora odejść od szufladkowania. Z biegiem czasu wytworzyliśmy własny styl, który wciąż ewoluuje wraz z naszym doświadczeniem. Łączymy elektroniczne brzmienie z elementami metalcore’u czy nu-metalu. Obecnie jednak trudno jest określić to co gramy jako trance core. Oczywiście inspirujemy się zespołami typowo metalcorowymi, słuchamy też sporo trancu i elektronicznej muzy, tak więc to co gramy jest gdzieś na pograniczu gatunków. Tworzymy coś, co trudno znaleźć w tej chwili w Polsce.
Sądząc po reakcjach ludzi na naszych koncertach możemy śmiało powiedzieć, że jest dobrze.

– Maseł- Taka jest opinia o was w Polsce, jak to się ma za granicą? Próbujecie jakoś promować się poza Polską?

– Marcin-Póki co mieliśmy okazję zagrać z bardzo dobrymi kapelami z Niemiec, Francji czy Holandii. Kontakty wymienione, kalendarz otwarty!

– Maseł- Masa ludzi po występie w MBTM zarzucało wam, że sprzedaliście się, mimo iż z tego co wiem, nie dostaliście za to ani grosza. Może tą wypowiedziom wyjaśnisz wszystkim hejterom jak ta sprawa ma się naprawdę?

– Marcin- Decyzja o wzięciu udziału w programie była w pełni spontaniczna, nie spodziewaliśmy się też, że uda nam się dojść aż tak daleko. Podczas naszej przygody w programie nie zrobiliśmy niczego wbrew sobie, nie tworzyliśmy też specjalnie utworów pod program. Zagraliśmy to, co mieliśmy już od dawana w repertuarze, musieliśmy jedynie skrócić utwory do regulaminowego czasu.
Naszym celem było jak najszersze wypromowanie naszego zespołu i muzyki, którą wspólnie tworzymy. Polska jest krajem w którym TV wciąż jest najważniejszym medium. To ona kreuje osobowość i gusta Polaków, dlaczego więc nie wykorzystać tej drogi? A jeśli chodzi o pieniądze, to tym bardziej nie ma tutaj mowy o ‚sprzedawaniu się’, ponieważ od Polsatu dostaliśmy minimalny zwrot kosztów dojazdu + nocleg. Tyle.

– Maseł- Macie proste acz ciekawe teksty, powiedz mi, jak wygląda proces tworzenia u was i komu należy bić brawo za liryki.

– Marcin- Proces tworzenia jest spontaniczny. Teksty pisze Kroku. Gitarzyści wymyślają riffy, Tomek (bas) elektronikę i podkład basowy, a Marcin perkusje i różne elektroniczne udziwnienia sekcji rytmicznej. Głównym elementem jest improwizacja na próbach. Teksty powstają w sposób intuicyjny, tak żeby współgrały z muzyką.

– Maseł- Jak każda kapela mieliście pewnie swoje upadki i wzloty, patrząc przez pryzmat czasu co uważasz za największy błąd w działalności Jenny, a co natomiast jako wasz największy sukces?

– Marcin- Wiesz co, za długo nie gramy, Jenna istnieje dopiero 3 lata i w tak krótkim czasie udało nam się sporo zamieszać na polskiej scenie muzycznej.
Niewątpliwie półfinał w MBTM to duży wyczyn. Nagranie EP-ki własnymi kosztami czy współpraca z jedną z najlepszych polskich firm odzieżowych – Unrest Clothing, to też zdecydowane sukcesy.
Błąd? Do grania podchodzimy (póki co) bardzo hobbistycznie, mamy prace, które pozwalają nam godnie żyć i wspaniałe rodziny, które wspierają nas na każdym kroku. O upadkach w Jennie ciężko mówić, ponieważ my się bawimy tym co robimy i po prostu chcemy w ten sposób spędzać nasz wolny czas.

– Maseł- A bidony? Co z nimi, słyszałem, że jeżdżą ludzie po was, za nie właśni. Potwierdzisz, zaprzeczysz a może pokażesz kulturalnie środkowy palec do ludzi, którzy to rozprowadzają?

– Marcin- Zauważyliśmy, że jak ludzie mają za dużo wolnego czasu i jakiejś dziwnej wewnętrznej nienawiści do świata, to siedzą przed laptopami i tylko czekają na podknięcia innych, aby to im wytknąć publicznie lub jak już niczego nie mogą znaleźć, to wymyślają sobie niestworzone powody do hejtowania
Wiadomo nie od dziś, że miarą sukcesu w Polsce jest ilość hejterów, więc dostając od nich darmową reklamę zwyczajnie się cieszymy. Bidony od początku core’u były „pieszczotliwym” nazwaniem breakdownów i KAŻDY takiego stwierdzenia używał i używać będzie. Tak więc bez środkowych palców i bez zaprzeczania – bidony były, są i będą w muzie Jenna Eight!

– Maseł- Mogę wam życzyć dalszych sukcesów i teraz dać możliwość pozdrowienia znajomych i powiedzenia czegoś miłego od siebie.

– Marcin– Dzięki wielkie. Damy z siebie wszystko i obiecujemy, że 2013 będzie rokiem Jenny Eight! Pozdrawiamy ekipę The Eye Of Every Storm i dziękujemy Wam za rzetelność! Dziękujemy również wszystkim tym, którzy szczerze nas wspierają.

Chciałbym serdecznie Was zaprosić do licytacji naszej unikatowej koszulki (@Unrest Clothing) dla WOŚP – walczymy o ratowanie życia dzieci i o godną opiekę medyczną seniorów.

Link do aukcji: http://aukcje.wosp.org.pl/limitowany-tshirt-unrest-clothing-jenna-eight-ep-i703121

Pozdrawiamy serdecznie i do zobaczenia pod sceną i przy barze!

Fotorelacja z koncertu PINK ROSES, 25.12, klub U Zdzicha, Ostróda

Nasz nowy „strzelniczy”, Johnny, był na ostatnim koncercie grupy Pink Roses, która cztery dni po końcu świata dała bardzo żywiołowe show. Mają sporo nowego materiału a podczas gigu można było zobaczyć przedpremierowo teledysk do utworu „Rozmowa z deszczem”. Także zapraszam do przejrzenia fotek! /Stanley

DSCF0850 Czytaj dalej

Podsumowanie roku 2012 by MASEŁ

Clipboard01 Strona The Eye Of Every Storm jest kojarzona głównie z rozpowszechnianiem artystów grających ciężką muzykę, jednak w moim zestawieniu najlepszych płyt tego roku postaram się pokazać nieco inne gatunki, w których gustuję. Będzie bluesowo, folkowo a nawet elektronicznie. Wiem, że możecie się z tym co tu napiszę nie zgodzić jednak to moje podsumowanie więc proszę o wyrozumiałość. Cóż, jedyne co mi z tego miejsca zostało to zachęcić do lektury, więc do dzieła.

– 9 –  20 studyjny krążek KISS to nic nowego. Monster nie porywa mnie, jednak były gorsze płyty w tym roku więc jest na tyle dobry żeby w tym zestawieniu się jeszcze pojawić.

Czytaj dalej

Darmowy Koncert – Metafizyczni, Taste Of Mortality, ADHDUB – 12.12.12 – Woor, Kielce

Gdy młodzi ludzie mają talent znajdują się ludzie dorośli, którzy to doceniają. Widać to po środowym koncercie w kieleckim Woorze. 4 zespoły, które pojawiły się na scenie, byli to „wychowankowie” klubu młodzieżowego Wolna Strefa z osiedla nad Dalnią. Cóż, fakt, że były to młode zespoły, wcale nie dawał się odczuć bo poziom był naprawdę wysoki. Czytaj dalej

LED ZEPPELIN – Celebration Day

ledzeppelin1. Good Times, Bad Times

2. Ramble On

3. Black Dog

4. In My Time OF Dyinf

5. For Your Life

6. Trampled Under Foot

7. Nobody’s Fault But Mine

8. No Quater

9. Since I’ve Been Loving You

10. Dazed And Confused

11. Stairway To Heaven

12. The Song Remains The Same

13. Misty Mountain Hop

14. Kashmir

15. Whole Lotta Love

16. Rock And Roll

Widzicie, warto być grzecznym przez cały rok. Można wtedy 6 grudnia znaleźć w bucie na prawdę ciekawe rzeczy. Na ten przykład najnowsze wydawnictwo od Led Zeppelin z zapisem koncertu, jaki dali 10 grudnia 2007 roku w Londyńskiej hali O2. Wówczas to około 20 tysięcy szczęśliwców mogło na żywo stać się świadkami jednorazowego reunionu członków legendarnej formacji. Aby uszczęśliwić tych wszystkich, którzy musieli wtedy obejść się smakiem Led Zeppelin zdecydowało się wypuścić oficjalne wydawnictwo „Celebration Day”, które upamiętnia tamte niesamowite chwile . Dzięki temu, możemy dziś, dokładnie 5 lat po koncercie, cofnąć się w czasie do tych owianych legendą wydarzeń.

Czytaj dalej

GARS – Gruzy absolutu, rewizja symboli

gars_okladka

1. 101112

2. 270492

3. 280908

4. 111111

5. 010504

6. 260112

7. 271005

8. 120399

Kontynuujemy naszą wycieczkę po polskim, rockowym ogródku. Dziś na rozkładzie Gars. Jest to młoda trójmiejska ekipa, która od czasu sformowania szeregów w 2008 roku zdążyła już nagrać dwa longplaye. Nowszy z nich, wydany w listopadzie tego roku pod tytułem „Gruzy absolutu, rewizja symboli” będzie dziś głównym tematem wpisu. Już na wstępie mogę Wam zdradzić, że warto przyjrzeć się temu wydawnictwu, szczególnie, jeśli lubicie klimaty, które w nazwie zawierają słówko „post”.

To określenie dobrze, bowiem oddaje klimaty, w jakich obraca się Gars. Generalnie nie lubię i niespecjalnie uznaję taką sztywną segregację zespołów według ściśle określonych etykiet, ale w tym przypadku wyróżnik post rock sprawdza się idealnie. Mamy zatem do czynienia z nieszablonowym graniem, gdzie z jednej strony pojawia się prostota i minimalizm, a jednak w tym wszystkim jest  miejsce na sporo smaczków, a nawet dodatkowe instrumenty, jak chociażby przewijająca się gdzieniegdzie altówka. Brzmi to trochę niedorzecznie, ale rzeczywiście jest tak, że mimo wykorzystanie prostych środków, nie jest wcale pusto i bezdusznie. Sam zespół określa swoje najnowsze dzieło, jako wolne, ciemne i duszne, przesycone gęstą atmosferą. Chociaż w tym momencie metalowa brać mogłaby podnieść veto to po części muszę się zgodzić z takim opisem. Ubrałbym to może w trochę inne słowa, ale mimo wszystko trzeba przyznać, że Gars udało się uchwycić na swoim krążku ciekawy klimat. Nie przesadzałbym z tą gęstością, ale na pewno jest tu dużo napięcia, nerwów i niepokoju. Do tego dochodzi jeszcze sporo brudu, który jednak nie zamula brzmienia, ale nadaje mu charakteru i sprawdza się szczególnie dobrze, gdy grupa wrzuca wyższy bieg. Za budowanie aury odpowiada nie tylko muzyka, ale też teksty. Nie sposób określić je inaczej, niż jako „zaangażowane”. Pojawiają się w nich raczej mało przyjemne tematy i co zawsze warto pochwalić, mamy do czynienia z polskojęzycznymi lirykami. Wiem, że w tym momencie zapala się lampka- język polski, zaangażowane teksty, może być ciężkostrawnie. Na szczęście do grafomaństwa jeszcze sporo brakuje, a teksty dobrze same się bronią. Na koniec warto wspomnieć też o brzmieniu. Zespół chwali się współpracą z Jackiem Endino (pracował dla Nirvany, Mud Honey i Skin Yard), który odpowiadał za miks i mastering płyty. Pan dźwiękowiec rzeczywiście odwalił tu kawał dobrej roboty i realizacja materiału stoi na wysokim poziomie i co najważniejsze pozytywnie wpływa na odbiór muzyki.

 „Gruzy absolutu, rewizja symboli” to bez wątpienia dobra płyta. Momentami nawet bardzo dobra. Oczywiście można znaleźć lepsze, ale nawet gdybym miał w tej chwili możliwość coś na niej zmienić to jednak bym się powstrzymał. W obecnej formie całość jest spójna, dobrze wyważona i co najważniejsze ma swój klimat. Może nie każdemu przypadnie do gustu takie granie, ale jeśli lubicie twórczość wymagającą (ale też znowu bez przesady) propozycja Gars powinna Wam przypaść do gustu. / Dirk

 7

Abstrakt – Virtual Extended Play II

  1. Abstrakt- N’7

2. Abstrakt- N’8

3. Abstrakt- N’9

4. Abstrakt N’10

Ostatnio dotarło do mnie sporo starszych i nowszych wydawnictw od tzw. „młodych” zespołów parających się generalnie różnymi odmianami rocka. Oznacza to ni mniej ni więcej tyle, że w najbliższym czasie będziecie mogli na Sztormowym Oku zetknąć się z trochę lżejszymi dźwiękami niż preferuje reszta redakcji. Żeby już jednak nie przedłużać przejdźmy do konkretów. Jako pierwszy pod lupę trafia poznański Abstrakt. Co mogę powiedzieć na wstępie? Jeśli lubicie Tool’a zapraszam do czytania dalszej części tekstu.

Grupa z Wielkopolski to trio. Mamy, więc do czynienia z klasycznym układem gitara, bas, perkusja. Do tego często brzmienie wzbogacane jest o sample. Wokalu nie stwierdzono. Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się bas, który jest mocno wyeksponowany i odgrywa kluczową rolę, często dominując nawet nad gitarą. Ta z kolei odpowiada głównie za budowanie klimatu i raczej nie uświadczymy tu typowych riffów. Sporo za to pokręconych zagrywek- nieraz bardziej zwartych, nieraz opierających się jedynie na sporadycznych muśnięciach strun. Całość spaja natomiast perkusja, która nie narzucając się specjalnie tworzy ramy dla pozostałych instrumentów. Prezentowana EPka „Virtual Extended Play II” to zbiór czterech „Abstraktów” numerowanych od 7 do 10. Niestety otwierający krążek „Abstrakt N’7” to najsłabszy punkt programu. Kawałek jest po prostu nijaki. Ciężko mi tam znaleźć jakąś myśl przewodnią, pomysł czy cokolwiek innego, co przykułoby uwagę. Dla mnie brzmi to trochę jak szkic czy demówka, nad którą trzeba jeszcze popracować. Lepiej jest już w „Abstrakt N’8”. Czuć tam pewne napięcie i chociaż w środkowej części utworu brakuje czegoś, co utkwiłoby w pamięci to słychać progres. Utrzymuje się on za sprawą „Abstrakt N’9”. To mój faworyt na tym wydawnictwie. Najwięcej tam gitarowego grania i przekłada się to na jakość. Ciekawy motyw otwierający i chwytliwy riff w środku sprawia, że jest to numer, do którego rzeczywiście chce się wracać. Poza tym sporo się tu dzieje i w przeciwieństwie do wcześniejszych kawałków, gdzie było słychać dużo wolnej przestrzeni, tutaj momentami jest aż gęsto. Zamykający wydawnictwo „Abstrakt N’10” to z kolei taki miszmasz tego, co było wcześniej. Z jednej strony ponownie więcej tu spokoju i lekkości, ale pojawiają się też pokręcone motywy, które zostają w głowie. Do tego dobrze zagospodarowane jest tło, gdzie przewijają się elektroniczne dźwięki.

Jeśli lubicie tego typu klimaty, polecam Wam sięgnąć do materiału prezentowanego przez Abstrakt. Grupa ma ciekawe pomysły i chociaż przeplata je jeszcze tymi mniej trafionymi, to słychać, że zespół dobrze czuje się w obranej stylistyce. Na zabieranie się za pełnowymiarową płytkę zdecydowanie jeszcze za szybko, ale myślę, że jeśli Abstrakt trochę popracuje nad komponowaniem, to będziemy mieli do czynienia z solidnym bandem. Ważne, aby Panowie pamiętali, że nie liczy się granie dla grania, ale każdy numer powinien coś ze wnosić. / Dirk

THESIS – Fates EP2

1. Fates

2. Fates (superluminal remix)

3. 21 Again

4. Fates (remixed by antosh courtesy of sharpclicks records)

5. Z Dłoni Mojr

Chociaż na następcę debiutanckiego „Channel 1” przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, to Thesis dba o to, aby fani ambitnego rocka mieli, czego słuchać. W ubiegłym roku ukazała się EPka „Acoustic Music EP1” zawierająca akustyczne aranżacje prezentowanych wcześniej utworów, natomiast w październiku za sprawą „Fates EP2” światło dzienne ujrzały dwa nowe kawałki grupy.

Chociaż wspomniałem o dwóch utworach to prezentowane wydawnictwo to wcale nie singiel, ale pełnoprawna EPka. W setliście znajduje się pięć pozycji, natomiast aż cztery z nich to odmienne wersje „Fates”, a całości dopełnia „21 Again”. Zdecydowanie głównym daniem jest utwór tytułowy. Jest on zaprezentowany w dwóch nazwijmy je „podstawowych wersjach” – otwierającej krążek angielskojęzycznej i zamykającej polskojęzycznej. Warto podkreślić, że to pierwszy kawałek z polskimi lirykami w dorobku grupy. Obie wersje nie różnią się poza tym od siebie. Mi bardziej przypadła do gustu rodzima wersja. Jednocześnie dziwię się, że do tej pory wokalista Łukasz Krajewski bronił się przed śpiewaniem w naszym języku. Wychodzi mu to świetnie, a przy okazji, jako autora słów nie można posądzić go o grafomaństwo. Co do strony muzycznej to także trzeba przyznać, że Thesis jest w formie. Numer można w zasadzie podzielić na trzy części – trzymający w napięciu wstęp, uspokajający środek i wybuchowy finał, gdzie grupa ponownie pokazuje, że potrafi też mocniej przyłożyć, a wokalista płynnie przechodzi od łagodnego śpiewu do wrzasku. Ozdobą są natomiast refreny- dawno nie słyszałem tylu emocji w głosie. Poza podstawowymi wersjami są także dwie aranżacje bonusowe utrzymane w klimatach elektronicznych remixów. Pierwszy z nich, bardziej ekstremalny, pozostawia tylko motyw przewodni z oryginału. Drugi, bardziej stonowany, nie ingeruje tak mocno w strukturę kawałka, a jedynie dodaje trochę beatów i dźwięków klawiszy. Z tych dwóch eksperymentów wolę jednak pierwszą propozycję- nie ma tu żadnych półśrodków, wizja jest ciekawa i zaskakująca, a o to przecież chodzi. Odmiennie niż „Fates” prezentuje się „21 Again”. Jest to bardziej stonowana kompozycja i  w moim odczuciu mocno melancholijna. Kawałek nie brzmi tak porywająco jak „Z Dłoni Mojr” ale taki już jego charakter. Można powiedzieć, że o ile utwór tytułowy to dosyć konsekwentna kontynuacja debiutu, o tyle „21 Again” stanowi zapowiedz czegoś nowego i zdecydowanie bliżej mu do prezentowanych na koncertach nowych, bardziej progresywnych kompozycji. Trzeba się w niego dobrze wsłuchać, aby go docenić.

Jeśli słuchaliście „Channel 1” to „Fates EP2” także przypadnie Wam do gustu. Mam wrażenie, że Thesis celowo tak skonstruowało EPkę, aby stanowiła łagodne przejście między znanym do tej pory obliczem grupy, a tym, co nadejdzie w przyszłości. Na wydawnictwie słychać, że zespół się rozwija i liczę, że nowy album będzie, co najmniej równie dobry.

Fotorelacja z koncertu INSIDE AGAIN, ASHTRAY, THESIS – 10.11.12, Klub Mechanik, Warszawa

THESIS

Warszawski klub Mechanik nie jest typowym miejscem, gdzie odbywają się cyklicznie wszelkiej maści rockowe i metalowe koncerty. Niemniej to właśnie ta lokalizacja została wybrana na potrzeby wspólnego występu trzech stołecznych zespołów – prezentującego się, jako gwiazda wieczoru Thesis oraz supportujących go Inside Again oraz Ashtray. Pierwszy raz gościłem w tamtym miejscu, ale trzeba przyznać, że to całkiem dobre miejsce na kameralne rockowe widowisko. Czytaj dalej

„Chciałem wszystko w koło rozpieprzyć” – wywiad z OCEAN

Grupa Ocean to jeden z najlepszych przedstawicieli mocnego rockowego grania w naszym kraju. Ciężką pracą dotarli aż do festiwalu w Sziget i postanowili zaryzykować. Najnowszy krążek, jako pierwszy w ich karierze będzie miał anglojęzyczne liryki. Czy ugruntuje to pozycję grupy w naszym kraju i pozwoli wybić się zagranicą? „Czas zna odpowiedź” odpisał mi Maciej Wasio wokalista grupy. Zapraszam do lektury! Czytaj dalej