SPEKTR – Cypher

spektr1. Hermetism
2. Teratology
3. The Singularity
4. Solitude
5. Antimatter
6. Solve et Coagula
7. Cypher
8. Decoproration
9. Le Vitriol du Philosophe
Myślę, że zasiadając do tej recenzji dobrze odrobiłem pracę domową. Najpierw postanowiłem zapoznać się z pozostałą twórczością Spektr. Lubię mieć porównanie i jakiekolwiek pojęcie o zespole, z którym przyjdzie mi się zmierzyć. A muszę przyznać, że ten pojedynek był dosyć ciężki, gdyż samo stanięcie „twarzą w twarz” z tą francuską zjawą zajęło mi kilka ładnych dni. Czytaj dalej

INTO DARKNESS – Into Darkness EP

Into Darkness cover art

1.  Into Darkness

2.  Shadows

3. Nemesis: Star of Catastrophe

4. Levy 9’s Death

Są czasami takie chwile, że najchętniej zapadłoby się w letarg i poczekało na lepsze czasy. Niestety, te tak zwane „lepsze czasy” mają do siebie to, że mają nas w dupie. Nie pozostaje więc nic innego jak znalezienie sobie jakiegoś zajęcia, by przeczekać ogólną chujowiznę. A co jest lepsze na smutki niż kawał soczystego, muzycznego mięcha? Przerwałem więc dobijanie się przy „świeżynce” z radia Soundbastards i wziąłem do twórczej roboty. Czytaj dalej

ECHOES OF YUL – Cold Ground

Echoes Of Yul 1. Octagon
2. Foundation
3. The Tenant
4. Crosses
5. Numbers
6. Haunebu
7. Libia
8. Save Yourself
9. The Plane
10. The Message
11. Cold Ground
12. Chrome
13. Last

Skąd w ogóle przyszedł mi do głowy pomysł recenzowania tej płyty. Twory tak  poschizowane potrzebują przecież odpowiedniego nastawienia. Ba, zawsze uważałem, że przed rozpoczęciem słuchania tego typu projektów najpierw trzeba się odpowiednio przygotować. Wprowadźcie się więc w błogi stan, załóżcie słuchawki i zgaście światło. Na dzisiejszy wieczór przewidywana jest solidna dawka psychodelii.  Czytaj dalej

HATE – Solarflesh

Hate-album-cover1. Watchful Eye ov Doom
2. Eternal Might
3. Alchemy ov Blood
4. Timeless Kingdom
5. Festival ovSlaves
6. Sadness Will Last Forever
7. Solarflesh
8. Endless Purity
9. Mesmerized
10. Hatehammer (Limited-Edition Bonus Track)
11. Venom (Limited-Edition Bonus Track)
12. Fall ov all Icons (Limited-Edition Bonus Track)

Rok 2013 skuje nam mordy, mówię wam. Minął zaledwie styczeń, a już dane mi było słyszeć całkiem pokaźną (jak na tak krótki okres) ilość kurewsko konkretnych albumów. A co najlepsze, nasz piękny kraj od samego początku idzie łeb w łeb z resztą świata. Do tegorocznej metalowej kompanii, po między innymi Blaze Of Perdition i Ulcer dołączył Warszawki Hate i to właśnie on, a może raczej ich nowe dziecko, będzie bohaterem mojej kolejnej recenzji. Czytaj dalej

COFFINFISH – Staring At The Abyss

Coffinfish - Staring At The Abyss1.Ocean Of Fear (Unknown Ship, Bermuda Trangle)

2.Terrible Shark Attack (USS Indianapolis)

3.The Loss (HMS Royal Oak)

Mam w sobie coś z hipstera. Lubię czasem wykopać jakąś kapelę z „podziemia” i jeśli słuchanie jej nie powoduje u mnie krwawienia z uszu (chociaż prawdziwemu hipsterowi by to nie przeszkadzało, fuck logic) poznać twórczość takowej. Tym razem mój wybór padł na Coffinfish i ich EP-kę zatytułowaną „Staring At The Abyss”. Dlaczego akurat oni? Może zacytuję ich samych: „Zespół powstał z inicjatywy Kapłana Przedwiecznych Cthulhu w zatopionym mieście R’lyeh. Wyszedł z wody z początkiem 2011 roku, a jako bazę wybrał Kraków. Zadaniem Coffinfish jest poprzez muzykę utrzymywanie kultu Cthulhu oraz oczekiwanie na jego powrót.”. Wiedzą jak przyciągnąć uwagę, prawda? W każdym razie, chyba powinienem przejść w końcu do rzeczy. Czytaj dalej

Podsumowanie roku 2012 by VIGIL (część druga – świat) (The Best Of 2012 by VIGIL (part two – world))

249798_571124062914176_767687579_n[1]

Zgodnie z zapowiedzią, po części zestawienia w której zająłem się premierami muzycznymi z naszego kraju, przyszedł czas na płyty zagraniczne. Konkurencja była ogromna, więc zdecydowałem się na 25 krążków. Tym razem pozwoliłem sobie też dodać kategorię „debiut” gdzie wyselekcjonowałem dodatkowe 5 pozycji. Taki bonus. Cóż, no to ruszamy.

25. Dordeduh – Dar De Duh

Na początek odłam rumuńskiej Negury Bunget ze swoim pierwszym długograjem, wydanym 2 lata po świetnie przyjętej EP ”Valea Omului”. ”Dar De Duh” to prawie 78 minut (nieźle!) mariażu brzmień typowo folkowych z black metalem z kręgu tych „atmosferycznych”.

  Czytaj dalej

BLAZE OF PERDITION – Necrosophist

blaze-of-perdition-necrosophist1.Necrosophist

2.Night’s Blood (Dissection cover)

Coraz poważniej zaczynam myśleć o kupnie gramofonu. Wkrótce do mojej skromnej (na razie skromnej!) kolekcji winyli dołączy wydana jedynie w takiej wersji nowa EP-ka Blaze of Perdition. Dlaczego więc kupuje płyty winylowe skoro nie dorobiłem się jeszcze sprzętu, na którym mógłbym je odtwarzać? Z tego samego powodu, dla którego jestem szczęśliwym posiadaczem ”In Domine Sathana” na VHS. Nie mam jebanego pojęcia. Czytaj dalej

Podsumowanie roku 2012 by VIGIL (część pierwsza – Polska)

Jako, że trochę rozbujałem się z pisaniem, postanowiliśmy ze Stanleyem podzielić moje wypociny na dwie części. Dziś będzie wam dane przeczytać, jakie krajowe albumy uznałem za najbardziej warte polecenia. Uprzedzam, że zabraknie tu niektórych solidnych wydawnictw, które powinny się znaleźć w każdym zestawieniu (chociażby Masachist czy Luxtorpeda), ale gościły już w cyklu redakcyjnych podsumowań więc postanowiłem zrobić miejsce dla innych. W każdym razie, przygotowałem 15 pozycji, a każda jest na swój sposób wyjątkowa więc zapraszam do lektury. Czytaj dalej

VOIDHANGER – The Antagonist

1.  Malignant Crescendo
2.  Feed Them to the Pigs
3.  Silent Night, Deadly Night (25.12.1976)
4.  Crumbs of Divinity
5.  Sacrifice (Bathory cover)

Ta recenzja w ogóle nie miała powstać. Miała za to pojawić się inna. Dlaczego więc mimo gotowego prawie tekstu wziąłem się za drugi? Otóż, drodzy parafianie, od jakiegoś czasu mass media zapewne (choć głowy nie daję, gdyż nie posiadam telewizora) starają się tuczyć nas swoją tradycyjną świąteczną papką.  Ciężarówki wiozą colę, a w radio „Last Christmas” odbiera chęć do życia i powoduje myśli samobójcze raz na pół godziny. A czy jest lepszy sposób na odcięcie się od tej masowej histerii, niż dawka porządnego jebnięcia? Czytaj dalej

MEDICO PESTE – א: Tremendum et Fascinatio

1. The Great Illumination
2. Livid (Kill Yourself or Die Trying)
3. Thanksgiving
4. Meanwhile in Gehinnom…
5. Tremendum et Fascinatio
6. I Wither Without Your Grace
7. The Sigil

Wiecie co jest dla mnie najtrudniejsze w pisaniu recenzji? Nie, to nie próby wykrzesania z siebie czegoś co przyciągnie ludzi do czytania moich wypocin, ani znalezienie dobrego materiału pod reckę. Tym bardziej nie jest to próba wypracowania sobie jakiegoś stylu (bo ten ma chyba każdy, swój własny). Najwięcej bólu sprawia mi te kilka kliknięć, które dzielą mnie od odpalenia tego jebanego programu do pisania i rozpoczęcie tekstu. Ale teraz będzie już z górki.

Skoro odsiałem już tych niecierpliwych, zaczynamy. Dziś na tapecie debiutancki album Medico Peste „א: Tremendum et Fascinatio”. Dla tych co nie znają krótka biografia zespołu: są z Krakowa i grają black metal (mało?). Przyznaję, że wypatrywałem różnych wieści na temat ich dalszej działalności od kiedy pierwszy raz usłyszałem demo „Graviora Manent”. Za to, czym zespół przykuł moją uwagę na pierwszym miejscu, w dzień lub obudzony o 4 nad ranem, wymienię klimat. Nie jest to typowa napierdalanka, ani tym bardziej jedna z miliona kapel niczym nie różniąca się od pozostałych. Na płycie dostajemy nieco ponad 47 minut wypełnionej zarazą najczarniejszej muzycznej sztuki. Kilka riffów jest raczej wolniejszych niż zwykle w tego typu zespołach, a czasem brzmią nawet (zabijcie, jeśli taka wola) doom metalowo, co dodaje wydawnictwu oryginalności. Ciężko jest mi rozpisywać się na temat poszczególnych utworów, gdyż wszystkie siedem jakimś dziwnym sposobem tworzy w mojej głowie chorą logiczną całość, a słuchane pojedynczo chwilami są jakby „wyrwane z kontekstu”. Logika w szaleństwie czy po prostu mój umysł płata mi figle kiedy słyszę tak wyraziste tworzywo metalowe? Może ktoś mi kiedyś odpowie. Mogę jedynie wymienić swojego skromnego faworyta, czyli „Tremendum et Fascinas” (to co się wyprawia od 4:05 powoduje u mnie ciarki, co nie zdarza się często). Według tego, co udało mi się wyczytać nad wydawnictwem czuwał M. (którego raczej wszyscy chociaż trochę obcykani z polskim bleczyskiem kojarzą), więc na pytanie „czy warto?” odpowiedzcie sobie sami.
Zastanawiam się, czemu jest tak mało zespołów które grają w chociaż trochę zbliżonym stylu do Medico Peste. Na pewno świat byłby ciekawszy i nie słuchałbym w kółko tej płyty. W każdym razie, jeśli jesteś fanem (fanatykiem?) naszej rodzimej sceny, a nie znasz jeszcze MP to, drogi czytelniku, zapierdalaj po swoją kopię „א: Tremendum et Fascinatio” i daj się zarazić. Jeśli zaś uważasz, że polski black metal skończył się na jakimś „Hail Lucifer”, czy co tam się uważa za Opus Magnum tegoż, tym bardziej zapierdalaj, obiecuję że zmienisz zdanie. Zostawiam mocne 9 i chyba dam sobie już na dziś spokój. Może teraz jakiś post-metal czy coś… Vigil