Podsumowanie roku 2012 by 66SZUKAJ

66szukaj To nie jest tak że 2012 był rokiem nieurodzaju dla muzyki alternatywnej i ekstremalnej. Zawsze znajdzie się coś ciekawego. Jeśli nic takiego drogi słuchaczu nie znajdujesz, znaczy to, że trzeba zacząć szukać głębiej. Kryzys to tylko stan umysłu. Moje podsumowanie to odpowiedź na pytanie, które nasunęło się być może wielu z Was: „Kurwa mać, czy ten gość słucha tylko Death Metalu?!” Kolejność prezentowanych płyt jest przypadkowa. To bardziej zestawienie niż ranking – bardziej „najlepsze płyty” niż „najlepsza płyta”. Jedziemy!

Grave – Endless Procession of Souls

Są na sali fanatycy „brzmienia Sunlight” ? Grave przypomina sobie (wracając po dwóch poprzednich albumach) i Nam, jak powinno się grać Dödsmetall, by nie nudził, sprawdzał się koncertowo i zabijał na słuchawkach. Jeśli – jak ja – szwedzkiej szkoły nigdy nie macie dość, to Endless Procession of Souls napewno znajdzie się na Waszych półkach, bo na to zasługuje!

The Dead Goats – Path of Goat

Zające ćwierkają, że nazwa albumu jest skrótem od „Left Hand Path of Goat”. Wydawnictwo jest najlepszym przykładem polsko-szwedzkiej przyjaźni od koncertu Abby w 1976 roku. Martwym Kozłom nie brakuje niczego, dlatego odbili się głośnym jak orgazm w katedrze echem po światowym podziemiu. Dorobili się nawet trasy z Rotten Sound! Tęsknicie za Carnage? Czy również mieliście na sobie koszulkę Dismember, gdy dotarła do Was informacja o jego rozwiązaniu? Dajcie im szansę, a pękną Wam rozporki / biustonosze!

Agonoize – Wahre Liebe

Ten zespół był dla mnie szokiem. Myślałem, że Metal ma monopol na szatana i mrok. Jakież było moje zdziwienie, gdy w uszy wpadła mi ich poprzednia „Hexakosioihexekontahexa”. Wsiąkłem totalnie i nabrałem szacunku do elektroniki. Ci geniusze szatańskich pląsów wydali w tym roku epkę, na której udowadniają, że nie tylko aggrotech jest ich domeną, ale i z dubstepu fachowo wycisną zło. Tego nie da się opisać! Pokazuję się z dumą w ich koszulce na deathmetalowych koncertach. Sprawdźcie sami! There will be blood…

My Dying Bride – A Map of All Our Failures

Obawiam się że to jeden z tych zespołów do których podchodzę bezkrytycznie, ale otwarcie stwierdzam – mimo wielu eksperymentów, nie zrobili słabego albumu! „Mapa” tylko to potwierdza. Jest niesamowicie pogrzebowo – w sam raz na samotne wycieczki po cmentarzach późną jesienią, delektowanie się zachodami słońca, lub okazjonalne zbiorowe samobójstwo. Mówiąc poważnie: czasem aż boję się słuchać tej płyty, bo wywołuje niezwykle głęboką nostalgię. Wzorzec perfekcyjnego rozłożenia Gotyk/Death/Doom. Ochy i achy, albo po prostu jestem bezkrytyczny.

Nyiaz – Sumud

Jeden z projektów mojego ukochanego kobiecego głosu – Azam Ali. Niezwykle transowa mieszanka – irańskie instrumenty folkowe, szczypta elektroniki i ten głos-instrument. Tego nie usłyszycie w żadnym kebabie (jeśli usłyszycie możecie być pewni jego jakości!) Jeśli nachodzi Was czasem na oderwanie od europejskiej muzy, a nie możecie patrzeć na j-rock, przy okazji chcecie wyluzować, albo mieć podkład na imprezę z sheeshą i kadzidełkami, to macie jej najlepsze dopełnienie! Magia! (nie wiem jak to jest po irańsku)

Overkill – The Electric Age

Dlaczego tych panów nie ma, zamiast Anthrax, w Wielkiej Czwórce?! Otóż „Bajm” amerykańskiego Thrashu wypuścił po prawie 30 latach istnienia kolejny album, który wypierdoli Was z krzeseł prosto w ociekający potem młyn. Sprawi, że będziecie kompromitująco uskuteczniać mimowolny headbanging w komunikacji miejskiej, a rowerem osiągać prędkości autostradowe! Absolutny thrashowy killer tego roku. Slayer przesyła pozdrowienia i wyrazy szacunku. Jeśli ktoś nie słyszał Elektrycznej Epoki, lub nie zna Piątego z „Wielkiej Czwórki”, to w podskokach zapierdalać po krążek! Dobra, kończę bo nie mogę usiedzieć przy biurku.

Diablo Swing Orchestra – Pandora’s Pinata

To z kolei najbardziej niebanalny album 2012. DSO spotkali się ponoć w operze, kiedy wziąwszy kwasa pomylili ją z metalowym gigiem. Składnikami tego koktajlu są przede wszystkim tony swingu, operowy wokal, wszystko delikatnie podszyte metalową sekcją rytmiczną i przesterami w tle. Jeśli się nudzisz Metalem, ten album będzie dla ciebie jak egzotyczna kochanka – wybuchowa, stylowa, uwodzicielska i z humorem. Wypatrujcie promocji tego wydawnictwa. Nie samym Deathem Szwecja żyje!

Acid Drinkers – La Part Du Diable 

To z kolei spektakularny powrót z potańcówki do whiskey-baru. Titus, Ślimak, Popcorn i Yankiel nawiązali ponownie Connection z Thrashem w stylu naprawdę Infernalnym. Nie należą do ludzi, którzy jak mówią, że przypierdolą, to mówią. Ewakuować dzieci i starców, bowiem mamy najlepszą polską wypuszczkę 2012, jednocześnie na poletkach Thrash i Southern. W zasadzie po co strzępię język jeśli z pewnością już słyszeliście, i założę się że myślicie o nim równie pochlebnie co ja!

Cannibal Corpse – Torture

Tu, jak w przypadku My Dying Bride mamy do czynienia z marką, która po prostu nie zawodzi, krocząc pewnie przed siebie raz obraną ścieżką i paląc za sobą wioski, porywając kobiety i gwałcąc kury. Nie ma innowacji, ale jest Brutal Death Metal w wypracowanym przez nich stylu, który nie ma sobie równych. Powtarzam: nie ma sobie równych. Miazga.

Dawn of Disease – Crypts of Unrotten

Kiedy układałem sobie w głowie ten ranking – to był numer jeden. Nieustannie zadziwia mnie niemiecka zdolność do adaptowania skandynawskiego feelingu do tworzenia Death Metalu. Mamy tutaj wyczuwalną Szwecję zagraną z niemiecką precyzją i konsekwencją. Koronny argument dla uznania tego albumu za klejnot 2012, to kompozycja utworów stymulująca moją strefę deathogenną zróżnicowanymi impulsami, niczym masujący fotel elektryczny. Absolutnie porywający w starym-nowym stylu. Skutkuje ponad czterdziestosiedmio minutowym eargasmem, dla maniaka jak ja.

Na tegoroczne dostrzeżenie zasługują też:

Ye Banished Privateers – Songs and Curses (Pirate Folk)

Asphyx – Deathhammer (Death Metal)

Ectovoid – Fractured in the Timeless Abyss (Death Metal)

The Algorithm – Polymorphic Code (Djentstep)

Master – The New Elite (Death Metal)

Enthroned – Obsidium (Black Metal)

Sphere – Homo Hereticus (Death Metal)

Rozczarowanka:

Unleashed – Odelheim (Death Metal)

Paradox – Tales Of The Weird (Thrash Metal)

Nile – At The Gates of Sethu (Technical Death Metal)

One comment on “Podsumowanie roku 2012 by 66SZUKAJ

  1. Paradox i Nile zdecydowanie nie są rozczarowujące. Osobiście uważam, że na takie miano to Acid Drinkers by zasłużyło. Grave tez mógł być ciutkę lepszy.
    Zwycięzcami są Cannibal Corpse, Asphyx i Overkill! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s