CULTES DES GHOULES – Henbane (Or Sonic Compendium Of The Black Arts)

Cultes Des Ghoules 1. Idylls of the Chosen Damned

2. The Passion of A Sorceress

3. Vintage Black Magic

4. Festival of Devotion

5. The Devil Intimate

„Pora była juz późna, a na nieboskłonie ciemna zasłona chmur zatrzymywała wszelkie światło. Nie miałem już siły by iść dalej. Ale w tym mroku, w tej czarnej studni bez dna, tuz przed mymi oczami ukazał się zarys jakiegoś domostwa. Dowlekłem się tam ostatkiem sił, licząc na gościnność mieszkańców i nocleg. Gdy stanąłem przed drzwiami, zarysy stały się ostrzejsze i oczom mym ukazał się posępny klasztor. Nie było wyjścia. Dzisiejszą noc spędzę z siostrami – pomyślałem i przekroczyłem drzwi tego upiornego klasztoru…”

Tak mógłby brzmieć prolog do najnowszego albumu  Cultes des Ghoules. „Henbane” to nazwa trującej rośliny – Lulka Czarnego. Roślina ta wywołuje również halucynacje oraz różne inne omamy oraz podnosi motorykę ruchową. Słuchając albumu mam wrażenie ze panowie chyba ją zjedli, bo nagrać tak znakomity, obłąkany album nie da się na trzeźwo. Utworów jest pięć, i łącznie trwają blisko godzinę, a każdy z nich zasługuję na uwagę, wiwisekcję, oddanie szacunku a na końcu wyznanie wiary w Cultes Des Ghoules. Atmosfera i  brzmienie „Henbane” to miazga. Prawdziwie piwniczna stęchlizna, rozkładające się zwłoki, opętańcze głosy i krzyki potępionych. Esencja black metalu, czarnych rytuałów najbardziej bluźnierczej klasy. Tu, głęboko w katakumbach, nie sięga ręka Boga, tu grząska ziemia śmierdzi siarką, a na ścianach wiszą ludzkie szczątki. Tu korytarze spowijają dziwne opary i piekielne wonie. CDG kreuje na tym wydawnictwie niesamowitą atmosferę. Atmosfera to chyba tutaj słowo klucz. Bo gdyby nie ona, to te Venomowe riffy zmieszane z pierwszą falą norweskiego black metalu może niebyłyby niczym nadzwyczajnym. Ale ona tu jest! Każdy utwór na płycie na swoją duszną, chorą, diabelską atmosferę. Każdy został potraktowany osobno, a zarazem jest kolejnym rozdziałem jakiejś nieznanej książki Lovecrafta. Muzyczne demony z Cultes Des Ghoules mają talent, nie da się ukryć. A cuchnące stęchlizną ochłapy starego black metalu smakują w ich wykonaniu wyjątkowo awangardowo i stylowo za razem.

Płytę rozpoczyna upiorny chichot i odgłosy burzy z piorunami, a po chwili słychać jakby otwieranie kamiennej krypty, i oto wchodzimy w mroczny korytarz, którym CDG prowadzi nas na zakazane obrzędy. W miejsce znane nielicznym. Motoryczny riff i opętana partia perkusji prowadzi nas dalej poprzez utwór, ręka w rękę z obłędnymi wokalami, aby zakończyć zwolnieniem przy biciu dzwonu. Jeszcze bardziej chore  wokalizy usłyszymy w następującym „The passion of sorceress”. To 10-minutowy epos, który prowadzi doskonały bas. Utwór w czasie trwania zmienia tempo z szybkiego na wolne, a jego trupi jad wnika  we wszystkie pory. Desperackie krzyki i wrzaski potęgują atmosferę strachu, tajemnicy, jakiegoś nienazwanego zła, które czyha tuż za rogiem. Czarna otchłań tego utworu wciąga słuchacza coraz głębiej, chcąc mu pokazać jak wygląda Czarna Sztuka. Rytuał czas zacząć drogi słuchaczu. „Vintage Black Magic” to nie przelewki. Rytualne bębnienie i rozpoczynający riff gitar a po chwili ten mistyczny klawisz w tle i Krwawa Ceremonia na cześć Nocy trwa w najlepsze a my jesteśmy jej świadkiem. Dzieją się tu jakies mroczne praktyki w imie Ciemnych Mocy, a czarcie kotły dymią jak szalone.Centralny utwór płyty, i idealnie nadaję się na wizytówkę tego wydawnictwa. Chóralne zaśpiewy, inwokacje,  fragmenty z polskich horrorów nawet zostały użyte, narastająca dramaturgia, no czarna msza w formie sonicznej.  „Festival of devotion” jest chyba utworem najbardziej bezpośrednim na „Henbane” i zarazem najkrótszym, niejako przygotowującym teren pod ostatni 15-minutowy walec w postaci wycharczanego w rodzimym dialekcie „The devils intimate”. A w nim rytualne bębny i inwokacje, magiczne mikstury i krew noworodków miesza się z mulastymi gitarami. To tu w ciemnej komnacie leżą stosy pożółkłych kości, adeptów tajemnej sztuki, którzy nie przeżyli tej ceremonii. To tu, gdzie na ołtarzu od wieków spływa krew niewinna, diabelska alchemia ma swój początek. Tu szaleństwo, obłęd i czarna magia wypełnia  powietrze, i aby dopełnić rytuału, musimy i my łyknąć wywaru z lulka czarnego podanego w kielichu z kości, i albo doznać wizji albo sczeznąć tu na wieki pośród ciemności. Ja skosztowałem i przeżyłem. /darkuss 10

One comment on “CULTES DES GHOULES – Henbane (Or Sonic Compendium Of The Black Arts)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s