SHINING – Redefining Darkness

1.Du, Mitt Konstverk
2.The Ghastly Silence
3.Han Som Hatar Manniskan
4.Hail Darkness Hail
5. Det Stora Gra
6. For The God Below

„Żelki”, „pluszowe misie”, „przytulanie” „małe kotki” – te słowa absolutnie nie oddają charakteru najnowszego tworu Shining.

Depressive Black Metalu słucha się wtedy, gdy uświadamiasz sobie, że nie wiesz gdzie szukać pracy, nie możesz się dogadać z dziewczyną, a piątkowy wieczór spędzasz pisząc recenzję dla jakiegoś podrzędnego bloga, zamiast chlać w towarzystwie ludzi, których i tak nie rozumiesz – czyli dokładnie w tym momencie.

Tonący brzytwy się chwyta, więc umieściłem krążek w odtwarzaczu licząc, że ostry kształt z okładki będzie gwoździem do trumny tego dnia. Och twój borze, jaki jestem dziś przygnębiony…
Powitała mnie blackowo-furiacka, półtoraminutowa ściana, a zaraz po niej szwedzki wokal w stylu prowadzącego Regular Ordinary Swedish Meal Time.

Dominujące wolne tempa, zawodzące gitary z blackowym przesterem, przełamywane akustycznymi wstawkami – nie są czymś co sprawi, że postanowię zrobić sobie harakiri łyżką. „Klimatyczne” – owszem, „depresyjne” – na mnie, po prostu tak nie działa. Do pożądanego efektu brakuje norweskiego „szronu” na riffach – ten dodatek sprawiłby że odsłuchowi towarzyszyłoby uczucie lizania zimnej płyty nagrobnej.

Drugi z siedmiu numerów składających się łącznie na lekko ponad 40 minut, zmierza w stronę progresji. Jest dużo bardziej eklektyczny (saksofon!), spokojniejszy. Jest największym kompozycyjnym zróżnicowaniem tej płyty – obok instrumentalnej, najbardziej depresyjnej „piątki”.
Wybaczcie mi kolejny raz nasuwające się Opeth, ale akustyczne początki niektórych numerów na „Redefining Darkness” nie mogą przywodzić na myśl nikogo innego.
Dużo przestrzeni kompozycyjnej powoduje, że materiału słucha się bez wysiłku, a co najmniej nostalgiczny klimat udziela się, przeszywając rdzeń kręgowy.

Otrzymujemy koktajl podany w obtłuczonej szklance, a składający się ze szwedzkiego blacku, akustycznych wstawek, płaczliwego, blackowego i czystego śpiewu, jęczących gitar na wysokim poziomie, klimatu rodem z filmów, gdzie bohater leży na łóżku w zabałaganionym pokoju i płacze, rozpatrując beznadzieję całego dotychczasowego życia.

Nie jestem fanem takiej muzy, wolę skoczny, pobudzający Death Metal, ale w przypadku Shining błędów jest tyle co kot napłakał – płytka w kilku miejscach jest zbyt rozwleczona powtarzaniem motywów, i nie ma wyraźnego zakończenia. To że kot napłakał jest tu komplementem – przy tym krążku zapłacze nawet kot. 

(jeśli jesteś smutasem z zamiłowania, dodaj punkt)

 /66szukaj

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s