HEDFIRST – 44

01. 44
02. Wierny swoim demonom
03. Ogniu krocz ze mną
04. Sens istnienia
05. Jestem diabłem
06. Czas zmartwychwstania
07. Armia żywych trupów
08. Symfonia walki
09. Zabijać w imię…
10. Ulice kłamstw
11. … Od milionów lat

44 to mogące zmylić intro. Kapiąca woda, łzy trzęsącego się człowieka i śmiech… a potem zaczyna się rozpierdol i bezpardonowy słowny atak! Wierny swoim demonom to mocna jazda z prostym nośnym riffem i siłowym wokalem. Ale taki do kurwy nędzy ma być HEDFIRST. Wkurwiony i stanowczo nie finezyjny. Ma być groove i kop po ryju bez zbędnych gimnastyk i progresywnych wycieczek. Ale solosy strzelają niezłe jak w Ogniu krocz ze mną. To typowo koncertowa muza, przy której będziecie moshować bez opamiętania ale też zgarniecie po drodze kilka refleksji o życiu.

Fajnie tłuką w Sens istnienia, jest sporo rwanych dźwięków i młócka w stylu Frontside. A do tego ciekawie rozłożone akcenty perkusyjne i przejścia. To sprawia, że mimo zagęszczonej muzy i galopad jest ciekawie, nie odczuwa się znudzenia, no i brzmi to poziomie, dźwięk nie jest zamulony. Znajdzie się też bardziej hiciarska rzecz czyli Jestem diabłem, który powinien spodobać się fanom NoNe. Ten kawałek ma świetny refren, który wchodzi za pierwszym razem, potem już tylko można zacząć nucić…

Czas zmartwychwstania to już pozbawiona melodii jazda, bez kombinowania i chyba najmniej wyróżniająca się. Natomiast Armia żywych trupów to już bardziej zakręcona jazda, która z pewnością rozpęta piekło na koncertach. Symfonia walki to hc jazda bez trzymanki a Zabijać w imię… oparte na świetnym rytmie i opatrzone elegancką solówką. Największe gratki jednak należą się za porwanie na siedmiominutowy numer Ulice kłamstw, który jak mniemam musi być bardzo ważnym dla grupy. Nie wjeżdża z kopyta, oj nie, skrada się w rytmie marsza i stopniowo rozkręca się jak u Slayera. A na koniec chłopaki serwują szybki …Od milionów lat, który opatrzyli jakiś czas temu świetnym teledyskiem.

Podsumowanie zawartości tego krążka jest proste bo i muza do specjalnie trudnej nie należy. Jeśli lubicie coreowe granie, zjadacie krążki Sick Of It All, Frontside, Madball czy Agnostoc Front to albo znacie wszystkie krążki Hedfirst na pamięć albo jakimś cudem Wam umknęli. Taka waleczna muza nie wejdzie jedynie zatwardziałym przeciwnikom braku innowacji. Będzie marudzenie, że wokal zbyt jednostajny, że kompozycje zbyt podobne do siebie. Dla mnie to bullshit i bardzo porządny krążek, któremu bez bólu daję 4+4 = 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s